statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
Blog > Komentarze do wpisu
Sopot (S)Hit Festiwal

Sopot Hit FestiwalChyba  powinienem był to opublikować tydzień temu ale brak netu spowodował znaczne opóźnieni przez co tekst zdążył się trochę zdezaktualizować.

Sopot (S)Hit Festiwal to kolejne ‘największe i najlepsze widowisko muzyczne roku’. Ok, to mogło być napisane w materiałach promocyjnych ale efekt był zupełnie inny czyli taki jak zwykle…

Po obejrzeniu trzech dni tegorocznego Sopot (S)Hit Festiwalu mam go już serdecznie dość i naprawdę nie mam pojęcia komu on jest potrzebny. W czasach kiedy TVP1 na dobre zrezygnowała ze swojego, a TVN w tym roku planuje się pozbyć tego, o którego niegdyś najbardziej walczył (mowa o Sopot Festivalu) istnienie Sopot Hit Festiwalu (nazwa nieco zaczepna w stosunku do TVNu) nie jest prztyczkiem ale potężnym strzałem w stopę! Dwójka już drugi rok urwała się z choinki i ciągle agituje publikę swoim tworem przygotowanym specjalnie dla ‘gorących trzynastek’. Od kilku tygodni w niemal każdym bloku reklamowym pojawiały się zajawki, reklamy oraz prezentacje zespołów i wokalistów. Wpływy z reklam pewnie wzrosły ale prestiż stacji, i tak niski, po raz kolejny sięgnął bruku.

Patron – Radio ESKA zadbał o to aby na scenie nie zabrakło tanich artystów. Wiadomo, impreza skierowana była do młodych ludzi, a 'imprezowe hity' ESKI najwyraźniej pasowały do tego targetu. Nie dziwi zatem, że ich poziom był żenujący. Całość przypominała zlot towarzystwa wzajemnej adoracji (wspieranym przez mętnych prowadzących, a w tym zachrypniętą Richardson szczególnie…) mającym na celu zbicie kasy na smsach w trybie głosowania po części zerżniętym z Eurowizji (ach te głupawe liczniki…).  Zaprawdę nie wiem kogo telewizja chciała oszukać. Czy te gorące trzynastki są aż tak głupie żeby nie zobaczyć jak zespoły jechały po bandzie grając niemal wszystko z playbacku??? Koronnym dowodem tego procederu był Rubik zdegradowany za fortepian bo przecież odtwarzaczem dyrygować by nie mógł^^

Na palcach dwóch rąk możny policzyć artystów chociaż śpiewających na żywo. W tej kategorii na szczególne uznanie zasłużył Piasek, który nie dość, że śpiewał ‘live’ to jeszcze akompaniował mu ‘live’ zespół. Reszta udawała lub też chciała udawać np. śpiewając 10-20 cm obok mikrofonu  - wyczyn Queensberry -  tak jakby nikt się nie gapnął.. Szczyt głupoty i braku umiejętności ukazała światu piękna laureatka dnia drugiego. Mowa oczywiście o Katerine i jej "Ayo Technology". W konkursie śpiewała z playbacku, jak wygrała - też. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że wszystko miała nagrane od początku do końca razem z powitaniem. Gdy wygrała pomyliła się i powitała publiczność inaczej przekrzykując przy tym playback… Sory, ale to już coś więcej niż fail i żal.pl…

Jedną ze smutnych rzeczy naprawdę źle świadczących o zagranicznych artystach i ich lichym talencie jest śpiewanie startych przebojów w nowych, kiepskich wersjach. W tej kwestii Publiczna znowu ma nas wszystkich gdzieś myśląc, że wszyscy to debile i idioci nie słuchający muzyki. Przegięciem sobotniego wieczoru byli na spółkę Neo i Stefanie Heinzmann. Pierwszy jest podobno objawianiem nowej sceny electro (taa….) a powitał nas swoim ‘nowym przebojem’ "You make me feel like dancing". Stefanie, kolejne objawienie, zaśpiewała "The Unforgiven". Otóż moi milusińscy te utwory to nie jakieś świeżynki, nowości, ale dawne przeboje nagrane w kiepskich wersjach. Takie coś nazywa się ‘cover’ i dobrze by było gdyby lektor miał to gdzieś napisane na kartce żeby nie wprowadzać w ludzi w błąd.

Śpiewanie coverów świadczy o najzwyklejszym braku kreatywności. Po co taki jeden z drugim ma siedzieć przy fortepianie, komputerze czy gitarze? Po co ma myśleć nad partyturą, nad brzmieniem, nad swoim stylem? Są przecież stare, dobre piosenki – można z nich skorzystać, zacząć się lansować i osiągnąć sukces tanim kosztem… Takie myślenie na krótką metę jest bardzo korzystne, na dłuższą już nie bardzo. Oczywiście można zacząć później grać na weselach ale taka kariera lanserów nie interesuje;-D Idę o zakład, że o Neo i innych za rok, może dwa nie będzie słychać nawet w ESCE… i dobrze!

Na koniec miły akcent. Koncert Budki Suflera,  choć chamsko przerywany reklamami i głupio dzielony na części, bardzo mi się podobał. Pojawiły się gwiazdy dawnych lat, wszyscy śpiewal,i a nie ruszali ustami natomiast zespół rzeczywiście grał;-) To chyba jedyna pozytywna strona kolejnego ‘największego widowiska roku’;-D Ten kto kupił bilet (takich naiwnych codziennie było podobno 6tys.) na pierwsze dwa dni, musiał się zawieść i chyba nikogo to nie powinno dziwić.

sobota, 15 sierpnia 2009, pan-audytor

Polecane wpisy

  • Nie byłem na Radiohead…

    Im dłużej myślę o tym koncercie, tym jest mi coraz bardziej żal, że w Poznaniu nie byłem. W sumie mogłem sobie sam pojechać ale wiadomo – z Anką raźniej

  • Heineken Open’er Festival 2009 – subiektywne podsumowanie;-)

    Do napisania tego tekstu zbierałem się zaraz po powrocie a piszę ponad tydzień po;-D Trochę myślałem nad formą tego wpisu i będąc zupełnie szczerym do tej pory

  • Po Openerze - relaks;-)

    Miałem napisać o Openerze od razu po przyjeździe czyli w poniedziałek po południu… Miałem ale nie napisałem ponieważ tę chwilę odkładałem w nieskończonoś

Komentarze
2010/01/02 15:37:08
buhahha...prosze Cie...z tym mikrofonem 20 cm to bez przesady...niezle umiesz jezdzic po kims..jak taka kaszanka to nie ogladaj..