statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
niedziela, 02 stycznia 2011
Podsumowanie 2010 - TOP10 najlepszych płyt polskich i zagranicznych!

SylwesterNowy Rok miałem tak zajęty (m.in. koncertem - Męskie Granie w Radiowej Trójce), że nie miałem możliwości opublikować tego wpisu. Dlatego dopiero dzisiaj przyszła pora na najlepsze płyty 2010 roku.

TOP10 - płyty roku:

muchy1. Muchy - "Notoryczni debiutanci" - wspomnienie wiosny (i lata też).

 

 

kings of leon2. Kings Of Leon - "Come Around Sundown" - kolejna porcja brzmień, które tego lata poruszą stadiony i chyba za to najbardziej lubię KoL.

 


the drums3. The Drums - "The Drums" - wspomnienie lata czyli +30, zimny soczek w ręku, The Drums w odtwarzaczu - czego chcieć więcej?

 


the national4. The National - "High violent" - muzyczne odkrycie tego roku, a przecież ten zespół nagrał wcześniej jeszcze 4 albumy, a ja o nim do tej pory nic nie wiedziałem...

 


west5. Kanye West - "My Beautiful Dark Twisted Fantasy" - w pewnym sensie 'odkrycie' ostatnich kilku tygodni. Piękna płyta. A zresztą, żeby się o tym przekonać, obejrzcie sobie to ponad 30-minutowe video z muzyką właśnie z tej płyty w tle. 
gorillaz6. Gorillaz - "Plastic Beach" - kolejne wspomnienie lata

 

 

brodka granda

7. Brodka - "Granda" - nowe rozdanie, powiew świeżości - ogólna radość z powrotu do normalności znanej z choćby z udziału w projekcie Silver Rocket

 


chemical brothers8. Chemical Brothers - "Further" - za coś co na pozór, przy pierwszym przesłuchaniu, wyglądało nienajlepiej, zaś przy 3 przesłuchaniu brzmiało wyśmienicie!


vampire weekend9. Vampire Weekend - "Contra" - pytanie: dlaczego ta płyta nie wyszła latem?!

 

 

ostr10. O.S.T.R. - "Tylko dla dorosłych" - za pomysł na 'sprzedanie swojej muzyki', za ukrytą płytę, za komiks i za... Fajbusiewicza;-)

czwartek, 30 grudnia 2010
Podsumowanie 2010 - TOP10 piosenek polskich i zagranicznych!:)

Aby napisać tego maila z zestawieniem jednak warto było kiedyś założyć to na pozór mało potrzebne konto na Last.fm;-)
Trudno przecież tak od razu wskazać 10 piosenek oraz 10 płyt które zdobyły nasze serca w mijającym roku, ale dzięki podpowiedziom Lasta jakoś się to udało!:)

Oto moje zestawienie podzielone jedynie na dwie kategorie. Dzisiaj piosenki 2010, jutro płyty 2010 roku:)

TOP 10 - piosenki roku:

1. Kings Of Leon - "Radioactive"

2. Gorillaz - "Plastic Beach"

3. Arcade Fire - "Suburbs" + "Suburbs (continued)"

4. The Drums - "Skippin' Town"

5. No!No!no! - "Świat Według Bestsellera"

6. Brodka - "Kropki kreski"
7. Muchy - "Przyzwoitość"

8. Ania - "Silent Sigh" - tutaj w wersji skróconej. Dłuższa, magiczna na płycie;-)
9. The National - "Lemonworld"

10. Gorillaz - "On Melancholy Hill" - szczególnie w tej wersji dla BBC Radio1.

 

wtorek, 03 sierpnia 2010
Chemical Brothers - "Further"

furtherNa Allfestivals.pl przeczytałem fragment (dwa zdania) opisu "Further" i właśnie przez te dwa zdania zacząłem myśleć, czy przypadkiem panowie z Chemical Brothers nie zaczęli grać minimalu tudzież jakiegoś innego gatunku, który z melodią ma niewiele wspólnego. Na szczęście tak się nie stało – Chemical Brothers nadal robią to, co raczej mieści się w moim rozumowaniu ich twórczości. Rewolucji brak, ale pewien progress jest;-)

18 lat na scenie, 7 albumów, kilka kompilacji, chwytliwe melodie typu: "Saturate”,  "Star Guitar” czy "Galvanize” zesłały na zespół sławę, poklask i, co najważniejsze, wiwat tłumu na koncertach. Po tych kilkunastu latach przyszedł czas na album, który na pozór nie jest zbiorem prawdziwych ‘strzałów’, których brzemienia będziemy słuchać w bardziej lub mniej prestiżowych stacjach radiowo-telewizyjnych. "Further" jest pełen różnego rodzaju szumów: od zgrzytu metalu, przez nieumiejętne posługiwania się gitarą, syntezatorami, aż po kręcenie  ‘w tą i w tamtą’ pokrętłami i gałkami :)

Jakiś czas temu miałem przyjemność słuchać albumu Groove Armady. Podobno miał być bardzo mroczny – dla mnie jakoś nie jest (no, chyba że ktoś z mrokiem kojarzy lata ’80 i schyłek PRL-u...). Natomiast jeżeli szukamy czegoś do szufladki ‘mroczne/złe/straszne’ to w pewnym sensie Chemical Brothers mogą do takiej szuflady trafić, ale bać się nie ma czego ;-) Co prawda, "Further" zdecydowanie nie przypomina o ciepłych, letnich nocach, za to wśród jazgotu różnego rodzaju elektronicznego sprzętu da się wychwycić ciekawą melodię, uchwycić pewien niebanalny sens danej ścieżki. Dzisiaj Chemical Brothers bardziej przypominają mi Crystal Castles niż ich samych z poprzednich albumów. Nowe produkcje są ostre, zbasowane, pełne różnych dodatków. Momentami spokojne – innym razem bardzo dynamiczne, a przez to bardzo przekonujące.

No cóż – jednak da się tego słuchać! :)

piątek, 23 lipca 2010
The Drums - "The Drums"

the drumsPoprzednim wpisem rozpoczęliśmy listę płyt, które z pewnością będą pięknie grały tego lata. Dzisiaj pora na kolejną!;-)

Tym razem pora przyszła na długo oczekiwany debiut poprzedzony bardzo obiecującą EPką wydaną kilka miesięcy temu. Oczywiście mowa o The Drums, bożyszczach hipsterów, lanserów i snobów. Może jestem zbyt krytyczny ale po obejrzeniu ich teledysków odnoszę wrażenie iż panowie noszą ‘coś’ (zwykle bluzy z lat 70) co w szafie mojej babci zajmuje stos rzeczy do wywalenia, tudzież do spania. O lansowaniu się tym po mieście jakoś nikt z młodego pokolenia jeszcze nie pomyślał:-P Ale oczywiście możecie mówić, że ja się nie znam, jestem ‘be’ i nie podążam za modą. Wszystko na ten temat to niestety prawda…;-D

Ale miało być o muzyce, o fajnej płycie a wychodzi na to, że jest o modzie. Uspokajam – już wracam do tematu:D

Były już płyty Crystal Castles, The XX a teraz jest płyta The Drums. Co ich łączy? Po pierwsze – świeżość. Wiadomo powszechnie, że część przyszłych zespołów przed rozpoczęciem kariery namiętnie ogląda MTV ROCKS, czyta NME czy inne ciekawe periodyki po czym jak już zacznie grać to gra to co usłyszała tyle, że nieco przerobione. Natomiast te trzy zespoły łączy przede wszystkim inność, nowa jakość. Crystal Castles zachwycili świat 8-bitowymi melodiami, The XX pokazali jak skąpe mogą być utwory (i jak pięknie brzmi bas), a The Drums zmienili oblicze indie, kojarzone z krzykliwymi numerami do których podskakuje publika (a wśród niej ja;-D).

Te trzy bandy (mógłbym napisać kapele ale nienawidzę tego słowa) łączy również oszczędność tytułowa. Po co rozmyślać nad tytułem płyty, wertować słowniki w poszukiwaniu ciekawych słów? Zawsze można skorzystać z nazwy zespołu i będzie super;-D Ba, Crystal Castles niedawno unowocześnili system nazywając ostatnią płytę po raz kolejny "Crystal Castles" wprowadzając tym samym w konsternację Last.FM i setki tysięcy odtwarzaczy na całym świecie katalogujących dwie płyty jako jedną. Ale mniejsza o to. Sztuka rządzi się swoimi prawami! Co tam znaczą zamotane iPody;-P

Lubię styl The Drums. Podobają mi się te kołyszące, lekkie, rytmiczne melodie zahaczające nieco o lata ’80, ’90, beztroskie teksty i wiele skojarzeń właśnie z latem (ot taki na przykład wakacyjny "Let’s go surfing").

Patrząc na rozpalony termometr (obecnie 31 stopni) wyjątkowo chłodno tą płytę polecam! :-D

sobota, 10 lipca 2010
Kumka Olik - "Podobno Nie Ma Już Francji"

Kumka OlikUbiegłoroczna płyta nie zachwycała. Młodzi panowie co prawda osiągnęli sukces, zagrali na Offie, na Open’erze ale więcej było negatywnych komentarzy niż pozytywnych recenzji zarówno płyty jak i tych koncertów (a przynajmniej ja na takowe w większości negatywne trafiłem).

W tym roku powrócili z nowym albumem, do którego podchodziłem z zasłużonym dystansem. Ok, nie jest to album, który ‘wchodzi’ od pierwszych dźwięków. Nie jest to też album, który zachwyca po drugim przesłuchaniu ale na jego szczęście ilość przesłuchań wpływa na lepsze zdanie o nim:-) I tak oto z mojego dystansu wyszedł prawie pełen zachwyt, któremu sam się dziwię;P

Kumka Olik zaskoczyli mnie pewną lekkością, która tego lata, podczas tych upałów zdecydowanie się przyda. Mam wrażenie, że panowie wyrośli z ubranka młodych talentów i teraz rzekomy, domyślny talent przekładają na rzeczywiste, wyśmienite produkcje, pełne odwołań. A to do przeszłości (cytat "Podobno nie ma już Francji" to fragment tekstu jednego z utworów z lat 80tych), do elektroniki (intro do "Niepoprawnie kolorowych snów") czy kpiny z ukochanego w niektórych kręgach , nieco przereklamowanego indie – z moim ulubionym tekstem: „Pokaż mi drogę do Indii | Powiedz jak można tam dojść”:-D

Wniosek? Warto dać niektórym zespołom drugą szansę;-)

Szukaliście płyty na lato? Macie jedną z nich!;-) Enjoy!

PS. Dzięki Aniu za smsową inspirację:D

środa, 02 czerwca 2010
O.S.T.R. - "Tylko dla dorosłych"

tylko dla doroslychWybaczcie mi moje długie milczenie. Obiecuję powrót do dawnej formy:-)

A teraz do rzeczy:

Przyznam, że jestem pozytywnie zaskoczony. W ostatnich kilku latach O.S.T.R. zaczynał powoli martwić mnie swoją muzyczną płodnością. Wydawanie płyt co roku musiało skutkować znacznym spadkiem formy. Tak też się stało. "O.c.b." dawał do myślenia nad formą artysty nie tylko krytykom ale i największym fanom.

Tradycyjnie po roku O.S.T.R. powraca z zupełnie nowym, ciekawym pomysłem na swój ą twórczość. Dla każdego kto widział ten album z pewnością stał się on pewną niespodzianką ale o tej fizycznej niespodziance sza…;-)

Ostrowski przez lata przyzwyczaił nas do świetnych intr do swoich albumów. Tym razem nie było inaczej. Album rozpoczyna legenda telewizji – Michał Fajbusiewicz, który - jak na niego przystało – odpowiada historie Nikodema R., złodzieja okradającego mieszanie w Łodzi z ważnych dokumentów i pewnej płyty. Fajbusiewicz pojawia się w kolejnych utworach przybliżając słuchaczowi historię, a O.S.T.R. uzupełnia ją świetnymi, nieco mrocznymi podkładami, do których niejako dopowiada resztę. W ten sposób powstał dawno widziany w Polsce ale bardzo udany album koncepcyjny.

"Tylko dla dorosłych" to album w pełni wyważony, doskonale przygotowany zarówno pod względem wizualnym (świetny komiks i niespodzianka) jak i pod względem muzycznym. Pewnego rodzaju smaczkiem jest fragment dawnej piosenki I Ching - "Ja płonę" z wokalem Wojciecha Waglewskiego w utworze „Spalić gniew”.

I Ching - "Ja Płonę"

Sukcesem Ostrowskiego jest przede wszystkim pomysł. "Tylko dla dorosłych" nie nudzi, a wciąga słuchacza swoją porywającą treścią. Trudno o bardziej ciekawy i treściwy album i trudno o drugiego, tak świetnego artystę jakim jest O.S.T.R.

sobota, 17 kwietnia 2010
Muzyka ciszy

W środę chyba trochę się pośpieszyłem z pisaniem o tym, że jesteśmy RAZEM w tym okresie. Pochówek prezydenta, a szczególnie miejsce pochówku to temat każdego newsa. Niestety muszę się zgodzić ze wszystkimi krytycznymi uwagami wobec tego pomysłu. Wawel to nie jest dobre miejsce pochówku dla ludzi pochodzących z naszych czasów. Nie wiem u kogo w głowie narodził się ten pomysł, z tego co słyszałem/czytałem – trudno znaleźć 'winnego' ale podejrzewam, że była to myśl kard. Dziwisza (choć ten ową ‘winę’ zrzuca na rodzinę). Mam jedynie nadzieję, że nie był to pomysł złośliwy…

Ale nie o tym dzisiaj chciałem.

Do tego wpisu po trosze zachęcił mnie Bartek Chaciński piszący na swoim blogu o płycie na właśnie takie, smutne dni. Jest jeszcze kilka albumów, które świetnie pasują do panującej atmosfery. Oczywiście pominąłem pół dyskografii Radiohead oraz Portishead gdyż te nazwy są po prosu oczywiste.

Oto moja kolekcja 4-płytowa kolekcja nazwana luźno 'Muzyką ciszy':

Aga Zaryan – "Umiera Piękno" – jeden z najintensywniejszych albumów jakie miałem okazję słyszeć w ostatnich latach. Zwykle powraca do mojego odtwarzacza w okolicach 1 sierpnia czyli w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i to właśnie na tą okazję został nagrany ten oto album. Teksty napisali sami powstańcy, a zinterpretowała je Aga Zaryan. Całość jest przesycona ambitnym, ale nie męczącym jazzem, pełnym pięknych emocji, które wzruszą nie jednego słuchacza.

Swoją drogą pamiętam jak 2 lata temu słuchałem jej koncertu w Trójce, dokładnie w ‘godzinę W’. Dwa dni później TVP wyemitowała jej inny koncert z tymi piosenkami dopiero po 1ej w nocy… Ach ta ‘misja’ Publicznej…

Aga Zaryan - "Miłość (repryza)"

Ania Dąbrowska"Ania Movie" – nie, Ania nie mówi, ale pięknie śpiewa. Świetne, jazzujące aranżacje takich filmowych klasyków jak "Bang Bang" czy "Suicide Is Painless" pozwalają choć na moment oderwać się od rzeczywistości. Widać, że Ania wydoroślała, że nadal ma pomysł na swoją twórczość i że nie pozwala zepsuć tej otoczki świetnej piosenkarki, którą przez lata budowała. Przyznam, że jestem ogromnie zaskoczony pięknem tego albumu, jego budową, urozmaiconym brzmieniem. To co udało się stworzyć nie jest jakimś tam marnym coverowaniem wielkich przebojów, a tworzeniem czegoś zupełnie nowego, w znacznym stopniu autonomicznego. "Ania Movie" to nowość na rynku. Miałem o niej napisać w zupełnie odrębnym wpisie ale okoliczności, w których mam okazję wsłuchiwać się w ten fantastyczny album uległy zmianie.

PS. Kilkuminutowe intro do "Silent Sight" położyło mnie na łopatki.

Ania - "Silent Sight"

Daniel Bloom & Leszek Możdżer Trio – "Tulipany" - chyba najbardziej pogodny album w tym zestawieniu. Świetny film, piękna muzyka. Mimo, że album to porcja bardzo pozytywnych emocji to i tak idealnie pasuje do refleksji, przemyśleń przy kieliszku dobrego, czerwonego wina. Moją pełną recenzję tego albumy znajdziecie pod tym adresem.

Daniel Bloom - "Me on the highway"

Anna Maria Jopek – "Jo & Co" – w październiku stuknął dwa lata od premiery ale to wcale nie przeszkadza temu pięknemu albumowi. Anna Maria Jopek to zdecydowanie najpiękniejszy polski głos jazzowy. Na płycie koncertowej wydanej pod patronatem BMW Jazz Club znalazły się największe przeboje artystki nagrane w towarzystwie zagranicznych muzyków, z którymi do kilku lat współpracuje. Po prostu piękne.

Anna Maria Jopek - "Zrób, co możesz"

Mimo wszystko życzę wam miłego słuchania w tych smutnych dniach.

środa, 14 kwietnia 2010
Żałoba

prezydent z zonaNie chciałem pisać na ten temat. Chyba nikt nie chciał. Jednak waga sytuacji wymaga tego wpisu.

Nie chcę uciekać się do hipokryzji (do której ostatnimi czasy nagminnie uciekają się nasi politycy, aktorzy, muzycy, urzędnicy itd.) i pisać o nieżyjącym Prezydencie czegoś ‘na pokaz’ bo prawdę mówiąc to nie był mój prezydent. Fakt, popierałem go w wyborach w 2005 roku, wtedy jawił mi się zmianami na lepsze. Wtedy wchodziłem w małe konflikty z moim kuzynostwem,  broniłem jego osoby bo uważałem to za słuszne, z tym wszystkim co nam mówił się zgadzałem i w pełni popierałem.

Czar osoby Lecha Kaczyńskiego prysł wraz z przejęciem rządów przez PiS, Samoobronę i LPR. Mam wrażenie iż wtedy zaczęło się ’wodzenie za nos’ prezydenta przez jego brata i partię, które tak naprawdę trwało do ostatniej soboty.

Jednak dzisiaj nie sposób nie napisać o tym co dobre i co będą miło wspominał. Pan Prezydent, jego małżonka nie byli mi zupełnie obcy, znani jedynie z ekranu telewizji. ‘Poznałem ich’ (cudzysłów celowy) w najgorętszym okresie kampanii prezydenckiej, w Sanktuarium w Łagiewnikach 14 października 2005 roku kiedy to obaj kandydaci oraz jeszcze urzędujący Aleksander Kwaśniewski spotkali się na mszy z okazji Dnia Papieskiego. Po mszy w tłumie ludzi udało mi się dostać autografy prezydenta i prezydentowej, powiedziałem kilka słów ciepłych słów pani Marii (której nie oblegali dziennikarze) i zadowolony wróciłem wieczorem do domu. Nikt z nas nie myślał wtedy, że za niespełna 5 lat ich już między nami nie będzie... Przez ostatnie kilka dni prowadziłem poszukiwania tej książeczki z dokładnym opisem mszy, w której znajdowały się podpisy ale jak na razie niestety poszukiwania przebiegają bez skutku...

Nie ukrywam, że jestem poruszony rozmiarem tej tragedii, jej porażającymi skutkami. W sobotę oprócz prezydenta odeszło wielu znakomitych specjalistów, pasjonatów, liderów w swoich dziedzinach. Ta 9-dniowa żałoba narodowa jest czymś w pełni uzasadnionym.

W ostatnich latach mieliśmy co najmniej kilka tego typu dni, część z nich była w moim odczuciu wyrazem pewnej nadgorliwości władz państwa. Tak naprawdę żałoba żarodowa na dobre wpisała się w krajobraz naszego kraju przez co straciła na swojej randze. Oczywiście mam świadomość, że pisanie o czyjejś śmierci jest czymś trudnym, jest stąpaniem po bardzo silnych emocjach. Jednak mam wrażenie, że ostatnie żałoby nie dotyczyły ogółu społeczeństwa a jedynie jego skrawka związanego najczęściej z danym rejonem tragedii. W tego typu przypadkach ogłaszanie żałoby narodowej mijało się z celem bo tak naprawdę cały naród nie czuł żałoby. Czuły ją natomiast media lubujące się w pisaniu, pokazywaniu tragedii, którą ‘pochłaniała’ część społeczeństwa. I tak na przykład trzeciego dnia żałoby narodowej ogłoszonej w związku z pożarem w Kamieniu Pomorskim mało kto poza mediami oraz osobami z tamtego rejonu, rodzinami zmarłych o żałobie pamiętał...

Dzisiaj jest inaczej. W sobotę nie trzeba było ogłaszać żałoby bo ona niejako sama się ogłosiła, zagościła w umysłach ludzi, w ich postawie i zachowaniach. Dzisiaj idąc przez miasto widzę dziesiątki biało-czerwonych flag z kirem, widzę tłumy w kościołach na specjalnych mszach, widzę szczere łzy, żal, a także strzępki rozmów ludzi na ulicy na jeden, smutny temat...  Myślę, że w tak smutnych okolicznościach możemy być  dumni z tego, że w tak ciężkich chwilach możemy być naprawdę RAZEM mimo codziennych różnic, sporów. W takich momentach jestem dumny z tego, że jestem Polakiem i że żyję właśnie w tym nadwiślańskim kraju.

niedziela, 07 marca 2010
Dwie reklamy - świetna muzyka

Przez ostatnie dwa tygodnie totalnie położyły mnie na łopatki dwie reklamy. Nie byłoby w nich nic aż tak porywającego gdyby nie odpowiednio dobrana muzyka.

Open Finance i Joe Cocker

Ok., muzyka może być fajna ale reklama też powinna chwytać za serce. Ta chwyta! Tak umiejętnie wycięty kawałek piosenki idealnie pasujący do scen z filmu po prostu musi robić wrażenie!

I oryginał "With A Little Help From My Friends" w wersji live:

Renault i Grizzly Bear

Pewnie nie jeden z nas zastanawiał się skąd ta muzyka;-) Jakby nie patrzeć Grizzly Bear należą do zespołów bardzo niszowych, znanych jedynie w bardzo ograniczonym środowisku. A szkoda, bo muzyka jest piękna, choć przyznam – trudna, ciężka w odbiorze przy pierwszych przesłuchaniach. Mam nadzieję, że przez tą reklamę ich popularność w Polsce (i w Europie) znacznie wzrośnie i w końcu nawiedzą nas, tak jak obiecali;-)

Poniżej wersja francuska, niemal identyczna z polską.

I oryginał "Two weeks" w wykonaniu Grizzly Bear.

sobota, 06 marca 2010
KAMP! solidnie remixuje!

kamp`W ostatnim czasie odwiedziłem moją babcie, która zrugała mnie za same plany tańczenia w Wielkim Poście… Ale jak tu nie tańczyć skoro nogi same rwą się do tańca?;-)

Wszystko to za sprawą miażdżącego remixu autorstwa bardzo aktywnej oraz naprawdę bardzo obiecującej grupy KAMP!, który trafił na moją skrzynkę mailową w połowie tego tygodnia.

Powiewający wiosennym samplem remix utworu "It is so" Natalie and The Loners (Natalii Fiedorczuk) możecie pobrać klikając w poniższy link:

KLIK!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22