statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
piątek, 23 lipca 2010
The Drums - "The Drums"

the drumsPoprzednim wpisem rozpoczęliśmy listę płyt, które z pewnością będą pięknie grały tego lata. Dzisiaj pora na kolejną!;-)

Tym razem pora przyszła na długo oczekiwany debiut poprzedzony bardzo obiecującą EPką wydaną kilka miesięcy temu. Oczywiście mowa o The Drums, bożyszczach hipsterów, lanserów i snobów. Może jestem zbyt krytyczny ale po obejrzeniu ich teledysków odnoszę wrażenie iż panowie noszą ‘coś’ (zwykle bluzy z lat 70) co w szafie mojej babci zajmuje stos rzeczy do wywalenia, tudzież do spania. O lansowaniu się tym po mieście jakoś nikt z młodego pokolenia jeszcze nie pomyślał:-P Ale oczywiście możecie mówić, że ja się nie znam, jestem ‘be’ i nie podążam za modą. Wszystko na ten temat to niestety prawda…;-D

Ale miało być o muzyce, o fajnej płycie a wychodzi na to, że jest o modzie. Uspokajam – już wracam do tematu:D

Były już płyty Crystal Castles, The XX a teraz jest płyta The Drums. Co ich łączy? Po pierwsze – świeżość. Wiadomo powszechnie, że część przyszłych zespołów przed rozpoczęciem kariery namiętnie ogląda MTV ROCKS, czyta NME czy inne ciekawe periodyki po czym jak już zacznie grać to gra to co usłyszała tyle, że nieco przerobione. Natomiast te trzy zespoły łączy przede wszystkim inność, nowa jakość. Crystal Castles zachwycili świat 8-bitowymi melodiami, The XX pokazali jak skąpe mogą być utwory (i jak pięknie brzmi bas), a The Drums zmienili oblicze indie, kojarzone z krzykliwymi numerami do których podskakuje publika (a wśród niej ja;-D).

Te trzy bandy (mógłbym napisać kapele ale nienawidzę tego słowa) łączy również oszczędność tytułowa. Po co rozmyślać nad tytułem płyty, wertować słowniki w poszukiwaniu ciekawych słów? Zawsze można skorzystać z nazwy zespołu i będzie super;-D Ba, Crystal Castles niedawno unowocześnili system nazywając ostatnią płytę po raz kolejny "Crystal Castles" wprowadzając tym samym w konsternację Last.FM i setki tysięcy odtwarzaczy na całym świecie katalogujących dwie płyty jako jedną. Ale mniejsza o to. Sztuka rządzi się swoimi prawami! Co tam znaczą zamotane iPody;-P

Lubię styl The Drums. Podobają mi się te kołyszące, lekkie, rytmiczne melodie zahaczające nieco o lata ’80, ’90, beztroskie teksty i wiele skojarzeń właśnie z latem (ot taki na przykład wakacyjny "Let’s go surfing").

Patrząc na rozpalony termometr (obecnie 31 stopni) wyjątkowo chłodno tą płytę polecam! :-D

sobota, 10 lipca 2010
Kumka Olik - "Podobno Nie Ma Już Francji"

Kumka OlikUbiegłoroczna płyta nie zachwycała. Młodzi panowie co prawda osiągnęli sukces, zagrali na Offie, na Open’erze ale więcej było negatywnych komentarzy niż pozytywnych recenzji zarówno płyty jak i tych koncertów (a przynajmniej ja na takowe w większości negatywne trafiłem).

W tym roku powrócili z nowym albumem, do którego podchodziłem z zasłużonym dystansem. Ok, nie jest to album, który ‘wchodzi’ od pierwszych dźwięków. Nie jest to też album, który zachwyca po drugim przesłuchaniu ale na jego szczęście ilość przesłuchań wpływa na lepsze zdanie o nim:-) I tak oto z mojego dystansu wyszedł prawie pełen zachwyt, któremu sam się dziwię;P

Kumka Olik zaskoczyli mnie pewną lekkością, która tego lata, podczas tych upałów zdecydowanie się przyda. Mam wrażenie, że panowie wyrośli z ubranka młodych talentów i teraz rzekomy, domyślny talent przekładają na rzeczywiste, wyśmienite produkcje, pełne odwołań. A to do przeszłości (cytat "Podobno nie ma już Francji" to fragment tekstu jednego z utworów z lat 80tych), do elektroniki (intro do "Niepoprawnie kolorowych snów") czy kpiny z ukochanego w niektórych kręgach , nieco przereklamowanego indie – z moim ulubionym tekstem: „Pokaż mi drogę do Indii | Powiedz jak można tam dojść”:-D

Wniosek? Warto dać niektórym zespołom drugą szansę;-)

Szukaliście płyty na lato? Macie jedną z nich!;-) Enjoy!

PS. Dzięki Aniu za smsową inspirację:D

środa, 02 czerwca 2010
O.S.T.R. - "Tylko dla dorosłych"

tylko dla doroslychWybaczcie mi moje długie milczenie. Obiecuję powrót do dawnej formy:-)

A teraz do rzeczy:

Przyznam, że jestem pozytywnie zaskoczony. W ostatnich kilku latach O.S.T.R. zaczynał powoli martwić mnie swoją muzyczną płodnością. Wydawanie płyt co roku musiało skutkować znacznym spadkiem formy. Tak też się stało. "O.c.b." dawał do myślenia nad formą artysty nie tylko krytykom ale i największym fanom.

Tradycyjnie po roku O.S.T.R. powraca z zupełnie nowym, ciekawym pomysłem na swój ą twórczość. Dla każdego kto widział ten album z pewnością stał się on pewną niespodzianką ale o tej fizycznej niespodziance sza…;-)

Ostrowski przez lata przyzwyczaił nas do świetnych intr do swoich albumów. Tym razem nie było inaczej. Album rozpoczyna legenda telewizji – Michał Fajbusiewicz, który - jak na niego przystało – odpowiada historie Nikodema R., złodzieja okradającego mieszanie w Łodzi z ważnych dokumentów i pewnej płyty. Fajbusiewicz pojawia się w kolejnych utworach przybliżając słuchaczowi historię, a O.S.T.R. uzupełnia ją świetnymi, nieco mrocznymi podkładami, do których niejako dopowiada resztę. W ten sposób powstał dawno widziany w Polsce ale bardzo udany album koncepcyjny.

"Tylko dla dorosłych" to album w pełni wyważony, doskonale przygotowany zarówno pod względem wizualnym (świetny komiks i niespodzianka) jak i pod względem muzycznym. Pewnego rodzaju smaczkiem jest fragment dawnej piosenki I Ching - "Ja płonę" z wokalem Wojciecha Waglewskiego w utworze „Spalić gniew”.

I Ching - "Ja Płonę"

Sukcesem Ostrowskiego jest przede wszystkim pomysł. "Tylko dla dorosłych" nie nudzi, a wciąga słuchacza swoją porywającą treścią. Trudno o bardziej ciekawy i treściwy album i trudno o drugiego, tak świetnego artystę jakim jest O.S.T.R.

sobota, 17 kwietnia 2010
Muzyka ciszy

W środę chyba trochę się pośpieszyłem z pisaniem o tym, że jesteśmy RAZEM w tym okresie. Pochówek prezydenta, a szczególnie miejsce pochówku to temat każdego newsa. Niestety muszę się zgodzić ze wszystkimi krytycznymi uwagami wobec tego pomysłu. Wawel to nie jest dobre miejsce pochówku dla ludzi pochodzących z naszych czasów. Nie wiem u kogo w głowie narodził się ten pomysł, z tego co słyszałem/czytałem – trudno znaleźć 'winnego' ale podejrzewam, że była to myśl kard. Dziwisza (choć ten ową ‘winę’ zrzuca na rodzinę). Mam jedynie nadzieję, że nie był to pomysł złośliwy…

Ale nie o tym dzisiaj chciałem.

Do tego wpisu po trosze zachęcił mnie Bartek Chaciński piszący na swoim blogu o płycie na właśnie takie, smutne dni. Jest jeszcze kilka albumów, które świetnie pasują do panującej atmosfery. Oczywiście pominąłem pół dyskografii Radiohead oraz Portishead gdyż te nazwy są po prosu oczywiste.

Oto moja kolekcja 4-płytowa kolekcja nazwana luźno 'Muzyką ciszy':

Aga Zaryan – "Umiera Piękno" – jeden z najintensywniejszych albumów jakie miałem okazję słyszeć w ostatnich latach. Zwykle powraca do mojego odtwarzacza w okolicach 1 sierpnia czyli w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i to właśnie na tą okazję został nagrany ten oto album. Teksty napisali sami powstańcy, a zinterpretowała je Aga Zaryan. Całość jest przesycona ambitnym, ale nie męczącym jazzem, pełnym pięknych emocji, które wzruszą nie jednego słuchacza.

Swoją drogą pamiętam jak 2 lata temu słuchałem jej koncertu w Trójce, dokładnie w ‘godzinę W’. Dwa dni później TVP wyemitowała jej inny koncert z tymi piosenkami dopiero po 1ej w nocy… Ach ta ‘misja’ Publicznej…

Aga Zaryan - "Miłość (repryza)"

Ania Dąbrowska"Ania Movie" – nie, Ania nie mówi, ale pięknie śpiewa. Świetne, jazzujące aranżacje takich filmowych klasyków jak "Bang Bang" czy "Suicide Is Painless" pozwalają choć na moment oderwać się od rzeczywistości. Widać, że Ania wydoroślała, że nadal ma pomysł na swoją twórczość i że nie pozwala zepsuć tej otoczki świetnej piosenkarki, którą przez lata budowała. Przyznam, że jestem ogromnie zaskoczony pięknem tego albumu, jego budową, urozmaiconym brzmieniem. To co udało się stworzyć nie jest jakimś tam marnym coverowaniem wielkich przebojów, a tworzeniem czegoś zupełnie nowego, w znacznym stopniu autonomicznego. "Ania Movie" to nowość na rynku. Miałem o niej napisać w zupełnie odrębnym wpisie ale okoliczności, w których mam okazję wsłuchiwać się w ten fantastyczny album uległy zmianie.

PS. Kilkuminutowe intro do "Silent Sight" położyło mnie na łopatki.

Ania - "Silent Sight"

Daniel Bloom & Leszek Możdżer Trio – "Tulipany" - chyba najbardziej pogodny album w tym zestawieniu. Świetny film, piękna muzyka. Mimo, że album to porcja bardzo pozytywnych emocji to i tak idealnie pasuje do refleksji, przemyśleń przy kieliszku dobrego, czerwonego wina. Moją pełną recenzję tego albumy znajdziecie pod tym adresem.

Daniel Bloom - "Me on the highway"

Anna Maria Jopek – "Jo & Co" – w październiku stuknął dwa lata od premiery ale to wcale nie przeszkadza temu pięknemu albumowi. Anna Maria Jopek to zdecydowanie najpiękniejszy polski głos jazzowy. Na płycie koncertowej wydanej pod patronatem BMW Jazz Club znalazły się największe przeboje artystki nagrane w towarzystwie zagranicznych muzyków, z którymi do kilku lat współpracuje. Po prostu piękne.

Anna Maria Jopek - "Zrób, co możesz"

Mimo wszystko życzę wam miłego słuchania w tych smutnych dniach.

środa, 14 kwietnia 2010
Żałoba

prezydent z zonaNie chciałem pisać na ten temat. Chyba nikt nie chciał. Jednak waga sytuacji wymaga tego wpisu.

Nie chcę uciekać się do hipokryzji (do której ostatnimi czasy nagminnie uciekają się nasi politycy, aktorzy, muzycy, urzędnicy itd.) i pisać o nieżyjącym Prezydencie czegoś ‘na pokaz’ bo prawdę mówiąc to nie był mój prezydent. Fakt, popierałem go w wyborach w 2005 roku, wtedy jawił mi się zmianami na lepsze. Wtedy wchodziłem w małe konflikty z moim kuzynostwem,  broniłem jego osoby bo uważałem to za słuszne, z tym wszystkim co nam mówił się zgadzałem i w pełni popierałem.

Czar osoby Lecha Kaczyńskiego prysł wraz z przejęciem rządów przez PiS, Samoobronę i LPR. Mam wrażenie iż wtedy zaczęło się ’wodzenie za nos’ prezydenta przez jego brata i partię, które tak naprawdę trwało do ostatniej soboty.

Jednak dzisiaj nie sposób nie napisać o tym co dobre i co będą miło wspominał. Pan Prezydent, jego małżonka nie byli mi zupełnie obcy, znani jedynie z ekranu telewizji. ‘Poznałem ich’ (cudzysłów celowy) w najgorętszym okresie kampanii prezydenckiej, w Sanktuarium w Łagiewnikach 14 października 2005 roku kiedy to obaj kandydaci oraz jeszcze urzędujący Aleksander Kwaśniewski spotkali się na mszy z okazji Dnia Papieskiego. Po mszy w tłumie ludzi udało mi się dostać autografy prezydenta i prezydentowej, powiedziałem kilka słów ciepłych słów pani Marii (której nie oblegali dziennikarze) i zadowolony wróciłem wieczorem do domu. Nikt z nas nie myślał wtedy, że za niespełna 5 lat ich już między nami nie będzie... Przez ostatnie kilka dni prowadziłem poszukiwania tej książeczki z dokładnym opisem mszy, w której znajdowały się podpisy ale jak na razie niestety poszukiwania przebiegają bez skutku...

Nie ukrywam, że jestem poruszony rozmiarem tej tragedii, jej porażającymi skutkami. W sobotę oprócz prezydenta odeszło wielu znakomitych specjalistów, pasjonatów, liderów w swoich dziedzinach. Ta 9-dniowa żałoba narodowa jest czymś w pełni uzasadnionym.

W ostatnich latach mieliśmy co najmniej kilka tego typu dni, część z nich była w moim odczuciu wyrazem pewnej nadgorliwości władz państwa. Tak naprawdę żałoba żarodowa na dobre wpisała się w krajobraz naszego kraju przez co straciła na swojej randze. Oczywiście mam świadomość, że pisanie o czyjejś śmierci jest czymś trudnym, jest stąpaniem po bardzo silnych emocjach. Jednak mam wrażenie, że ostatnie żałoby nie dotyczyły ogółu społeczeństwa a jedynie jego skrawka związanego najczęściej z danym rejonem tragedii. W tego typu przypadkach ogłaszanie żałoby narodowej mijało się z celem bo tak naprawdę cały naród nie czuł żałoby. Czuły ją natomiast media lubujące się w pisaniu, pokazywaniu tragedii, którą ‘pochłaniała’ część społeczeństwa. I tak na przykład trzeciego dnia żałoby narodowej ogłoszonej w związku z pożarem w Kamieniu Pomorskim mało kto poza mediami oraz osobami z tamtego rejonu, rodzinami zmarłych o żałobie pamiętał...

Dzisiaj jest inaczej. W sobotę nie trzeba było ogłaszać żałoby bo ona niejako sama się ogłosiła, zagościła w umysłach ludzi, w ich postawie i zachowaniach. Dzisiaj idąc przez miasto widzę dziesiątki biało-czerwonych flag z kirem, widzę tłumy w kościołach na specjalnych mszach, widzę szczere łzy, żal, a także strzępki rozmów ludzi na ulicy na jeden, smutny temat...  Myślę, że w tak smutnych okolicznościach możemy być  dumni z tego, że w tak ciężkich chwilach możemy być naprawdę RAZEM mimo codziennych różnic, sporów. W takich momentach jestem dumny z tego, że jestem Polakiem i że żyję właśnie w tym nadwiślańskim kraju.

niedziela, 07 marca 2010
Dwie reklamy - świetna muzyka

Przez ostatnie dwa tygodnie totalnie położyły mnie na łopatki dwie reklamy. Nie byłoby w nich nic aż tak porywającego gdyby nie odpowiednio dobrana muzyka.

Open Finance i Joe Cocker

Ok., muzyka może być fajna ale reklama też powinna chwytać za serce. Ta chwyta! Tak umiejętnie wycięty kawałek piosenki idealnie pasujący do scen z filmu po prostu musi robić wrażenie!

I oryginał "With A Little Help From My Friends" w wersji live:

Renault i Grizzly Bear

Pewnie nie jeden z nas zastanawiał się skąd ta muzyka;-) Jakby nie patrzeć Grizzly Bear należą do zespołów bardzo niszowych, znanych jedynie w bardzo ograniczonym środowisku. A szkoda, bo muzyka jest piękna, choć przyznam – trudna, ciężka w odbiorze przy pierwszych przesłuchaniach. Mam nadzieję, że przez tą reklamę ich popularność w Polsce (i w Europie) znacznie wzrośnie i w końcu nawiedzą nas, tak jak obiecali;-)

Poniżej wersja francuska, niemal identyczna z polską.

I oryginał "Two weeks" w wykonaniu Grizzly Bear.

sobota, 06 marca 2010
KAMP! solidnie remixuje!

kamp`W ostatnim czasie odwiedziłem moją babcie, która zrugała mnie za same plany tańczenia w Wielkim Poście… Ale jak tu nie tańczyć skoro nogi same rwą się do tańca?;-)

Wszystko to za sprawą miażdżącego remixu autorstwa bardzo aktywnej oraz naprawdę bardzo obiecującej grupy KAMP!, który trafił na moją skrzynkę mailową w połowie tego tygodnia.

Powiewający wiosennym samplem remix utworu "It is so" Natalie and The Loners (Natalii Fiedorczuk) możecie pobrać klikając w poniższy link:

KLIK!

niedziela, 28 lutego 2010
Vampire Weekend – "Contra"

Vampire weekendZacznę jak każdy kto pisał o tej płycie czyli od krótkiego wstępu jak to bywa z kolejnymi płytami po oszałamiającym debiucie. A bywa, że tak powiem - różnie czyli ogólnie rzecz ujmując – słabo. Vampire Weekend pasowali do tego zestawu. Piękna, doceniona płyta, nad którą się rozpływałem jakiś czas temu dała wszystkim podstawy do oczekiwania jakiegoś mniej lub bardziej oczekiwanego gówna. Na szczęście tak się nie stało.

"Contra" jest albumem o trochę odmiennej budowie niż debiut. Tradycyjnie mamy do czynienia z charakterystycznymi afrykańskimi rytmami, brzmieniami ale nie jest to już tak gorące jak ostatnio. Zapewne wszystkie podejrzenia co do albumu z piękną dziewczyną na okładce mógł rozwiać mega jazgotliwy i ekspresywny singiel "Cousins" ale singiel nie jest prawdziwą wizytówką albumu. Faktycznie Vampire Weekend nadal romansują z pokręconymi, nieregularnymi rytmami ale jest to znacznie spokojniejsze i bardziej ‘poukładane’ czego wyjątkiem jest właśnie singlowy "Cuisins". "Contra" jest kontynuacją świetnego debiutu, dowodem wielkiego talentu, a także świetnego wyczucia co z pewnością sprzyja ich popularności.

Myślę, że "Contra" powinna była wyjść tak gdzieś w kwietniu, może maju kiedy świat jest piękniejszy i kiedy wreszcie będzie można posiedzieć na balkonie i naprawdę poczuć ten specyficzny, nadal bardzo radosny feeling Vampire Weekend. To chyba mój jedyny zarzut co do tego albumu.

piątek, 05 lutego 2010
The XX- "The XX"

the xxChociaż wokalista oraz wokalista swoimi głosami nie zadziwiliby jury "Mam Talent" czy też nigdy nie zostaliby twarzami Giogrio Armaniego to i tak w tym 4-osobowym zespole, z którego ostatnio odpadła jedna członkini, mogła powstać płyta na miarę 2009 roku.

Ogólna koncepcja albumu jest dziecinnie prosta i składa się z dwóch gitar (w tym ze świetnego basu), automatu perkusyjnego oraz syntezatora. Niby nic nadzwyczajnego, bo ani to jakieś n-te indie średnio zaskakujące ścianą gitar, ani jakaś akustyka bo akustycznie tak naprawdę nie jest i bez prądu na pewno tego nie nagrali. „The XX” to cos pomiędzy ciekawym indie a akustyką w najlepszym wydaniu. Proste dźwięki gitary, bardzo subtelne dodatki elektroniczne oraz wymyślne rytmy tworzą coś nowego, oryginalnego. Nie ma w tym jakiegoś (znanego mi) naśladownictwa czy podpinania się pod czyjąś karierę. Muzyka The XX to coś czego jeszcze nie było, a jak już ‘wyskoczyło’ to stało się prawdziwym, niezaprzeczalnym, alternatywnym hitem wszelakich podsumowań 2009 roku.

Cóż mi w tej sytuacji pozostaje? Nic poza obawą przed kolejnymi albumami, które po tak spektakularnym sukcesie debiutu mogą po prostu się nie przyjąć. Ale póki co nie gdybajmy i cieszmy się tym, co jest, a to naprawdę dobre, gorące i na pewno nieszkodliwe!;-) Polecam!

niedziela, 17 stycznia 2010
Garść informacji

Nie wiedziałem jak zatytułować wpis więc wybrałem coś co często przewija się w różnych informacjach prasowych. W sumie lepsze to niż nic;-P

Sprawa #1

openerKu wielkiemu, nie tylko mojemu, zaskoczeniu Open’er Festival zdobył nagrodę w kategorii BEST MAJOR FESTIVAL na EUROPEAN FESTIVAL AWARDS 2009! Brotherhood Of Open’er od dłuższego czasu zachęcało do głosowania i informowało o kolejnych etapach ale jak zobaczyłem, że w finałowej rozgrywce walczyli z Glastonbury i Roskilde to sobie głosowanie podarowałem. Teraz żałuję bo mógłbym się ‘lansować’ udziałem w tym sukcesie;-) Ale oczywiście gratuluję wielkiego sukcesu!

Sprawa #2

Jak wszyscy wiedzą, że na Open’rze 2009 zagra Pearl Jam (w ogóle mnie nie kręcą) i Kasabian, którzy kręcą mnie ogromnie. Kto nie słyszał ostatniej płyty powinien żałować! Na zachętę mam wideo z ostatniego Glastonbury. Ach, te flagi;-)

Polecam również utwór „Shoot the runner”. Już sobie wyobrażam pogo pod Mainem jak to zagrają;-D Niestety jego teledysk nie jest dostępny na YouTube, a szkoda, bo to piękne dzieło, kto widział – ten wie.

Sprawa #3

W piątek, w Trójce Polskiego Radia, a dokładnie w Studiu koncertowym im. Agnieszki Osieckiej odbył się koncert Offensywa Deluxe, podczas którego wręczono Szczoty i podano kilka informacji na temat Off Festiwalu. Absolutną gwiazdą wieczoru był zespół Hey (przez ogromne zainteresowanie bilety były jedynie do wygrania w konkursie smsowym).

Nie chciało mi się słuchać, tym bardziej, że ‘żyłem’ Rajdem Dakar i oglądałem nagrane programy z Eurosportu z ostatnich dni, tak więc całość sobie ładnie, pięknie nagrałem. Nie podzieliłem tego na poszczególne części zatem całość ma ponad 2h i 50 minut (w trakcie jest serwis i „To był dzień”) ale myślę, że może się komuś przydać;-) Koncert Hey zaczyna się ok. 38 minuty.

Oto link (Rapidshare.com): KLIK! (rozmiar: 164798KB ~ 157mb, jakość: 128kbps, długość: 2:51:39). Oczywiście jeżeli ktoś ma jakieś zastrzeżenia co do umieszczenia tego nagrania na tym blogu to proszę o kontakt pod pan-audytor@gazeta.pl a link zniknie;-)

Miłego słuchania!;-)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21