statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
czwartek, 29 stycznia 2009
Heineken Open'er Festival 2009 - pierwsi wykonawcy!

Opener 2009Wreszcie poznalismy pierwszych wykonawców Heineken Open'er Festival 2009! Dzisiaj po godzinie 20ej na antenie Trójki Polskiego Radia zagościł Mikołaj Ziółkowski z Alter Artu;-) Z tego co widziałem na forach muzycznych to wyczekiwań nie było końca, ale jeżeli chodzi o mnie to nie jestem jakoś specjalnie powalony przedstawionymi zespołami.

Ok. To tyle tytułem wstępu, teraz do sedna;-) Oto trzy pierwsze zespoły, które wystąpią na tegorocznym Openerze oraz mój krótki komentarz do każdego z nich:

The Gossip - widziałem gdzieś ich nieco chałupniczy teledysk z ogromną wokalistką;-) Pamietam także, że w zeszłym roku oglądałem ich występ na jakiejś gali kreatorów mody w FashionTV. Cóż za energia!:-D

Madness - szczerze: nie znam tego zespołu i tak naprawdę dowiedziałem się o nim wczoraj;-D Madness zostali 'wykryci' przez jakiś blogerów/forumowiczów kilka dni temu. To jedna z legend muzyki, podobnio gościła w Polsce w.. 1984 roku;-D Pisała o nich w charakterze wykonawcy także Infomuzyka;-)

PLACEBO - pierwszy headliner tegorocznego Openera, dla przypomnienia był już na nim w 2006 roku! Przyznam, że bardzo lubie ich muzykę, Mikołaj Ziółkowski wspominał o nowej płycie i chyba stąd ich powrót na gdyński festiwal. Hmm... trudno jest już znaleźć zespół/wykonawce który nie gościł w Polsce więc ich obecność jest w pełni zrozumiała;-)

Następnych wykonawców poznamy dokładnie za tydzień, w czwartek 5 lutego po godzinie 20:00:-) Z doświadczenia ubiegłych lat wiadomo, że spotkania z Mikołajem Ziółkowskim w ciągu najbliszych 2-3 miesięcy będą cykliczne.

PS. Przepraszam za możliwe błędy, pisałem 'na żywca';-)

EDIT (30.01.2009r. 00:47:42):

Tak jak obiecałem przadstawiam zapis drugiej godziny "Programu Alternatywnego" (pobierz). Birate - 128kbps, 48kHz. Oczywiście zaznaczam, ze jeżeli Trójka Polskie Radio wyrazi swoje niezadowolenie wynikająze z zamieszczenia tego pliku to zostanie on natychiast usunięty z serwera. Wystarczy kontakt ze mną przez maila: pan-audytor@gazeta.pl ;-)

21:31, pan-audytor , Festiwale
Link Komentarze (3) »
środa, 28 stycznia 2009
"Czeski Sen"

Czeski SenDwóch studentów Wydziału Filmowego i Teatralnego Akademii Muzycznej w Pradze wpadło na pomysł nakręcenia filmu o swoich rodakach, których chęć bogacenia się i wiara w reklamę miała ogromny wkład w powstanie tego bardzo interesującego dzieła. Mimo, że film traktuje o sprawach przyziemnych, takich jak tanie zakupy w supermarkecie to bardzo mocno przyczynił się do krytyki czeskiego rządu za nieudolną i drogą promocję wstąpienia Czech do Unii Europejskiej. "Czeski Sen" to nie tylko obraz współczesnych, zachłyśniętych wolnością Czech ale całego rozwiniętego, konsumpcjonistycznego świata.

Vít Klusák i Filip Remunda postanowili ‘otworzyć’ (cudzysłów celowy) supermarket. W tym celu, pod okiem fachowców, całkowicie odmienili swój wizerunek stając się ‘wytrawnymi’ biznesmenami, którym można zawsze zaufać;-) Z kamerą odwiedzili agencje reklamowe, grafików, kolporterów a nawet specjalistyczne ośrodki badania opinii publicznej oraz gościli w studiu muzycznym. W ten sposób powstała nazwa supermarketu czyli tytułowy Czeski Sen, w sumie niezła piosenka i ogromna strategia promocyjna. W prasie, radiu, telewizji oraz w Internecie i na ulicach pojawiły się masowo pierwsze bardzo wyrafinowane reklamy w formie teaserów. Dwa dni przed otwarciem mieszkańcy Pragi dowiedzieli się gdzie znajduje się owy wspaniały supermarket.

Kampania promocyjna przyniosła wspaniały efekt – na otwarcie przyszło kilka tysięcy ludzi. O 10:00 31 maja 2003 roku otworzono barierki i tych kilka tysięcy ludzi rzuciło się w pogoń przez łąkę po nowy telewizor za 500 koron czy aparat za.. 17(!!!);-) Kiedy wszyscy dobiegli do ogromnej fasady (100 m dł., 10 m wys.) okazało się, że Czeski Sen nie istnieje a fasada to tylko imitacja zbudowana z rusztowań;-) Niektórzy byli rozbawieni, inni zdenerwowani a jeszcze inni omal nie roznieśli autorów filmu zarzucając im ogłupianie społeczeństwa. W krótkim czasie w mediach pojawiły się artykuły, wywiady i dyskusje dotycące tego wydarzenia. Oliwy do ognia dodał fakt iż projekt był współfinansowany przez czeskie Ministerstwo Kultury. 'Oberwało się' także całemu rządowi o czym pisałem we wstępie.

"Czeski Sen" ma ogromne znaczenie socjologiczne. Żyjemy w czasach, w których znaczenie reklamy, jej percepcja jest ogromna a potencjalny obywatel bardzo wybredny. Choć osobiście nie słyszałem o podobnej akcji na tak szeroką skalę to jestem przekonany o tym, że podobna mogła mieć miejsce w prawie każdym kraju Europy. Przecież każdy z nas kocha promocje i czasem kupuje coś co nie jest mu potrzebne;-) Vít Klusák i Filip Remunda w filmie skorzystali z łatwowierności i naiwności ludzi ale całość nakręcli bardzo obiektywnie, a najważniejsze – z pomysłem i to największy atut "Czeskiego Snu".

16:11, pan-audytor , Kino
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 stycznia 2009
MGMT – "Oracular spectacular"

mgmtWspomnień 2008 ciąg dalszy. Dzisiaj pora na jedno z najpopularniejszychh odkryć ostatnich dwunastu miesięcy czyli grupę MGMT, która podbiła serca słuchaczy i niektórych krytyków na całym świecie (wystarczy spojrzeć na rankingi Last.FM czy też na różnorakie ‘podsumowania 2008’ żeby się o tym przekonać;-D). Nie ukrywam, że jednym z powodów, przez które tak długo nie miałem styczności "Oracular Spectacular" jest okładka bardziej przypominająca twory zespołu Boys niż wydawnictwa w pełni zasługujące na moją i Waszą uwagę;-P

MGMT trafili w moje gusta muzyczne wydając płytę pełną ambitnej elektroniki, indiepopu a nawet nowoczesnego dance’u.  Sukces MGMT to także umiejętne wydawanie singli. Na początku pojawił się "Time to Pretend" a wraz ze wzrostem popularności wydano "Electric Feel" aż wreszcie "Kids". Nie dziwi fakt, że w krótkim czasie te utwory stały się ulubieńcami producentów sceny klubowej. Remiksy singli wydali m. in. Soulwax ("Kids") oraz Justice, którzy niebywale upiększyli "Electric Feel" w ich charakterystyczne nieco metalowe syntezatory.  

Ktoś kiedyś powiedział, że płyty nie ocenia się po singlu. Miał racje;-) Po wczorajszym wpisie poświeconym Friendly Fires dochodzę do wniosku, że te dwie grupy miejscami chorują na to samo czyli na brak dopracowania i spójności w utworach. Oczywiście chylę głowę przed fantastycznymi, porywającymi singlami, przed "Of Moons, Birds & Monsters" oraz melancholijnym "Pieces Of What", które są ozdobą tej płyty. Niestety zachwyty kończą się wraz z "The Handshake", który brzmi brudno, pseudorockowo i klezmersko co wogóle nie pasuje do całości! Podobnie jest z nieskładnym a nawet banalnym "Future Reflections" zamykającym ową płytę. Może jestem przewrażliwiony po mało odkrywczej przygodzie z Frienly Fires ale te dwa utwory wybitnie ‘nie trzymają się kupy’ i mam wrażenie, że MGMT po prostu zabrakło weny do dokończenia swojego dzieła.

W sumie to nie jest aż tak źle;-) MGMT zdobyli moje serce iście wakacyjnym "Kids" ale na płycie nie pokazali w pełni swojej klasy i niebywałego talentu. Jeżeli lubicie elektroniczno-popowe brzmienia i jesteście BARDZO wyrozumiali to ta płyta jest dla Was stworzona. Jeżeli jest inaczej to chyba lepiej swoją przygodę z MGMT zakończyć na trzech, oszałamiających singlach, do których teledyski mozna obejrzeć na You Tube;-)

środa, 21 stycznia 2009
Friendly Fires – "Friendly Fires"

Friendly FiresPierwszy raz z twórczością Friendly Fires spotkałem się na kompilacji "Kitsune Maison 5". Od tamtej pory słuch po nich zaginął aż do początku września kiedy to ukazał się ich pierwszy album. Zespół zawojował swoimi brzmieniami wiele imprez, ukazało się kilka remiksów ale to wcale nie znaczy, że ta płyta jakimś kamieniem milowym czy też odkryciem sezonu a wręcz przeciwnie.

Pierwszą, podstawową kwestią jest prostota tworzenia, która ukazała swoją klasę jedynie w dwóch kompozycjach. Mam tu na myśli "White Diamonds" oraz wielki przebój "Paris", które udowadniają ogromny talent i zmysł imprezowicza Friendly Fires. Niestety słuchanie innych utworów przypomina odtwarzanie wyśmienitej piosenki przy ściszonych głośnikach. Chce się głośniej, chce się usłyszeć więcej a tu nie można pogłośnić;-P Cały czas kiedy słucham "Friendly Fires" mam to uczucie jakby czegoś zabrakło ‘a tak fajnie się zaczynało’. Prawdą jest, że te ‘inne’ utwory mają w sobie coś ciekawego ale członkowie zespołu chyba nie potrafili ich dopracować, dodać energii, jakoś umiejętnie urozmaicić. Niestety właśnie w tym tkwi problem tej młodej angielskiej grupy.

Ponadto mam wrażenie, że spora większość utworów jest grana prawie że na jedną nutę prze tą finezyjną gitarkę oraz specyficzne elektroniczne ozdobniki. Ok, każdy zespół powinien mieć swoje charakterystyczne brzmienie ale w przypadku Friendly Fires ich mnogość i powtarzalność zaczyna irytować.

Płyta Friendly Fires jest dla mnie bardzo kłopotliwa. Z jednej strony widzę w nich jakieś bliżej niepojęte ‘dobro’, talent ale to co pokazali na ich debiutanckim albumie niespecjalnie mnie zainteresowało. Mam nadzieję, że uda im się bardzo wiele poprawić przy nagrywaniu kolejnego wydawnictwa.

sobota, 17 stycznia 2009
"Gomorra"

GomorraPierwszy raz zdarza mi się pisać o prawdziwej 'świeżynce' czyli o "Gomorze", która właśnie dzisiaj wchodzi (tzn. już wczoraj weszła) na ekrany polskich kin. Tak się złożyło, że film oglądałem już jakiś czas temu i tak 'się wkręciłem', że postanowiłem sięgnąć po pierwowzór, czyli po książkę Roberto Saviano pod tym samym tytułem;-) Film, tak jak się niestety spodziewałem jest tylko zbiorem drobnych wycinków książki. Fakt, niektóre obrazki mogą robić ogromne wrażenie ale nie jest to jakieś arcydzieło na co może wskazywać Grand Prix na zeszłorocznym festiwalu w Cannes.

"Gomorra" opowiada o włoskiej mafii, kamorze, która prawie niczym nie przypomina scen znanych z "Ojca Chrzestnego" czy historii Ala Capone. Wyraźne podobieństwo jest w zasadzie jedno – zarabianie ogromnych sum pieniędzy na lewych interesach, które w przypadku kamorry mają miejsce w Neapolu i jego okolicach. Te ogromne pieniądze, żądza władzy prowadzą do konfliktów, napięć, starć, które mafia potrafi dyskretnie uciszyć w ciągu kilku minut.

O ile książka zawiera szczegółowo opisane wydarzenia, mechanizmy, powiązania mafijne to film, pisząc kolokwialnie, leci po łebkach. Fabuła filmu została stworzona dosłownie na siłę i kiedy oglądałem "Gomorę" bez książkowego przygotowania to tak naprawdę trudno mi było zrozumieć co tak naprawdę autor miał na myśli. Nie mam pojęcia dlaczego nikt wpadł na pomysł dobrze skonstruowanej, konkretnej narracji a jedynie zostało umieszczone kilka tekstowych zdań zaczerpniętych z książki tuż przed napisami końcowymi.

Ok, marność fabuły mamy za sobą. Teraz może kilka dobrych słów o "Gomorze";-D Najlepiej w całym filmie wypadają zdjęcia. Widok zaniedbanych blokowisk, pełnych ludzi bez pracy a jedynie na utrzymaniu kamorry (rodziny kamorystów, także tych w więzieniu dostają comiesięczne 'pensje') robi ogromne wrażenie. Obraz krwi, strzelanin, ucieczek został przedstawiony tak powszednio jakby to była normalność dla mieszkańców tamtejszych okolic. Według Saviano dla ludzi kamorry człowiek był jedną sztuką porównywalną do towaru w sklepie i właśnie to udało się uchwycić Marco Onorato.

Nie chce pisać o aktorach, tym bardziej, że część z w rzeczywistości była związana z mafią i ostatnio utraciła część swojego nazwiska na rzecz inicjału;-P No cóż, aktorzy grający w tym filmie to nie była śmietanka hollywoodzkiego kina a ludzie częściowo z castingów, z ulicy ale to w pewnym sensie dodaje uroku całości;-)

"Gomorra" nie powaliła mnie, nie rzuciła na kolana, nie kopnęła w kosmos ale niestety trochę rozczarowała. Domyślam się, że trudno było stworzyć fabułę z książki podzielonej na nieco różniące się tematyką rozdziały. To co widać w filmie pokazuje naprawdę niewiele z wersji drukowanej. Trzeba przyznać, ze jest to film trudny w odbiorze i raczej należy go traktować jako zachętę do przeczytania całości autorstwa Roberto Saviano.

01:05, pan-audytor , Kino
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 stycznia 2009
Paszporty "Polityki" 2008

Paszporty PolitykiTegoroczne "Paszporty" to wydarzenie znacznie wyższej rangi niż jeszcze kilka lat temu. Z racji tego, że TVP nie raczy nas zwykle programami poświęconymi ambitnej stronie kultury ta więc okazja jest wręcz niebywała.

W tym roku "Paszporty" zadebiutowały w Teatrze Narodowym. Na widowni zagościli m. in. premier Donald Tusk, Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski oraz minister kultury Bogdan Zdrojewski. Widowisko uświetniał fantastycznie śpiewający sekstet a na koniec wysłuchaliśmy koncertu Leszka Możdżera (koncert to raczej zbyt dumna nazwa jak na 10 minut gry);-) Swoją drogą gdyby ktoś wiedział co on dokładnie grał to proszę o kontakt na pan-audytor@gazeta.pl;-)

Wstyd się przyznać ale z spośród sześciu kategorii nominacje kojarzę jedynie w jednej - muzyce 'popularnej' (nie, nie chodzi o Feel;-D). Prawda jest taka, że książek nie czytam (no, prawie), a ograniczam się jedynie do prasy wszelkiej maści;-) Do teatru równie nie chodzę – wybaczcie ale nudzi mnie okropnie a jeżeli chodzi sztuki wizualne to ta kategoria jest ciekawa, pomysłowa ale bardzo mało popularna poza wielkimi aglomeracjami. W sumie to mało różnię się od statystycznego Polaka;-P

Laureaci Paszportów "Polityki" 2008:

Film – Małgorzata Szumowska

Teatr – Paweł Łysak

Literatura – Sylwia Hutnik

Sztuki wizualne – Maciej Kurak

Muzyka poważna - Artur Ruciński

Muzyka popularna - Maria Peszek

Jak już wyżej wspomniałem z pośród wszystkich kategorii interesuje mnie jedynie muzyka popularna. O dziwo w tym roku w gronie nominowanych nie znaleźli się jacyś bliżej nieznani ‘kosmici’, o których nigdy nie słyszałem. Zarówno L.U.C. , Maria Peszek i (dla mnie najważniejsze) Pustki to prawdziwa pierwsza liga polskiej muzyki alternatywnej. Choć stawiałem na Pustki to i tak jestem zadowolony z werdyktu. Myślę, że płyta Marii Peszek zasługiwała na tegoroczne wyróznienie a było to już jej druga nominacja. Zresztą wysmakowana kontrowersyjność tekstów piosenek przysporzyła głównej zainteresowanej ogromną popularność na polskiej scenie alternatywnej. Mam nadzieje, że w następnych latach będzie więcej tak dobrze dobranych nominacji;-)

20:04, pan-audytor , Wydarzenia
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 stycznia 2009
Gang Gang Dance - "Saint Dymphna"

gang gang danceChoć wszyscy jesteśmy ‘już o rok starsi’ (;-P) to muzyka nadal żyje wspomnieniami 2008 roku. Wszystkie najważniejsze serwisy internetowe publikują zestawienia i podsumowania zeszłych dwunastu miesięcy, a nowych płyt jak na razie nie widać na horyzoncie. Swoją serię podsumowań mam za sobą, więc w najbliższym czasie postaram się pisać o płytach zeszłorocznych, które trafiły do mnie stosunkowo późno i nie mogłem ich uwzględnić w niżej zamieszczonych zestawieniach.

Na pierwszy ogień trafia jedno z moich ubiegłorocznych odkryć czyli grupa Gang Gang Dance i ich czwarta solowa płyta "Saint Dymphna". Przyznam, że jest to jedna z ciekawszych propozycji, zbierająca wprost niesamowite recenzje zarówno w prasie jak i w sieci. To właśnie przez niektóre z nich postanowiłem zainteresować się tym albumem;-)

Dzisiaj, po kilkukrotnym przesłuchaniu muszę przyznać, że "Saint Dymphna" to jedna z najbardziej nowatorskich płyt ubiegłego roku. Sukces polega na tym, że nie można jej zaszufladkować, wrzucić w jedną kategorie muzyczną. Członkowie grupy znaleźli złoty podział między elektroniką, muzyką klubową a rockiem, połączonym z delikatnym ambientem. Prawie wszystkie utwory są zbudowane na podstawie ogromnej, rytmicznej plamy dźwięków, która wraz z trwaniem utworu odsłania to co ważne a inne elementy akustyczne odsuwa na drugi plan. Łączenie i przeplatanie różnych barw, brzmień oraz rytmów to prawdziwy majstersztyk w wykonaniu Gang Gang Dance! W niektórych kompozycjach pojawia się głos Liz Bougatsos, niekiedy jedynie wysamplowany ale zazwyczaj uformowany w składne części co jest szczególnie widoczne w fenomenalnym "First Communion" oraz "House Jam".

"Saint Dymphna" trochę przypomina mi ostatnią płytę Mogwai. Snujące się melodie, opatrzone skomplikowanym rytmem to jedna z domen tego wydawnictwa. O ile Mogwai troszkę przekombinowali swoje kawałki, wydłużając je w nieskończoność to Gang Gang Dance budując klimat każdego z kawałków, poradzili sobie wyśmienicie. Taki "Vacuum" czy "Dust" już widzę w jakiejś dobrze ‘skrojonej’ reklamie;-)

Ostatnia płyta Gang Gang Dance to porcja niezwykle interesującej, awangardowej muzyki ale osobiście nie polecam słuchać jej bez przerwy bo po pewnym czasie zaczyna drażnić ucho;-D Szczerzę żałuję, że nie odkryłem ich wcześniej.

niedziela, 04 stycznia 2009
"Blog Roku 2008"

Blog roku 2008Zupełnie przypadkowo wpadłem na pomysł zgłoszenia mojego pięknego bloga do konkursu "Blog Roku 2008";-) Wczoraj wysłałem swoją kandydaturę, która została już zaakceptowana i widnieje w kategorii Kultura. Swoje szanse w owym 'wspaniałym' konkursie widze marnie, tymbardziej, że jednym z etapów jest "Głosowanie SMS"... Nie wiem jak Wy ale ja już widzę te przeciążenia sieci, które nie mogą się pozbierać z natłokiem smsów wysyłanych na mojego bloga;-P

Wygranej nie widzę także choćby dlatego, że od dłuższego czasu mam nawet problem z 'zaistnieniem' w Bloxowym Syndykacie. Wysłałem dwa zgłoszenia i otrzymalem dwie indentyczne odpowiedzi:

Witaj,
pan-audytor, Twój blog http://audytor.blox.pl/html na razie nie spełnia kryteriów pozwalających na przyłączenie go do Syndykatu. Jakie mogą być przyczyny takiej decyzji? Zapoznaj się z naszymi zasadami http://www.blox.pl/html?page=regulaminSyndicate .

Pozdrawiamy, Blox.pl

Jak widać Syndykat Blox.pl to jednak za wysokie progi jak dla mnie;-P

Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Kwestia oglądalności mojego wspaniałego 'dziennika inernetowego';-) Staram się trzymać w TOP1000 najpopularniejszych blogów Blox.pl ale czasem bywa tak, że tydzień jestem - tydzień, dwa mnie nie ma. Jak już wracam to bez szarży - na miejsce w okolicach 7-9 setki;-)

Wszystkim biorącym udział w konkursie "Blog Roku 2008" z serca zyczę powodzenia oraz 'duzo kasy na koncie'. Ja zadwole się plakietką konkursową;-P

13:45, pan-audytor , Inne
Link Komentarze (2) »