statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
niedziela, 28 lutego 2010
Vampire Weekend – "Contra"

Vampire weekendZacznę jak każdy kto pisał o tej płycie czyli od krótkiego wstępu jak to bywa z kolejnymi płytami po oszałamiającym debiucie. A bywa, że tak powiem - różnie czyli ogólnie rzecz ujmując – słabo. Vampire Weekend pasowali do tego zestawu. Piękna, doceniona płyta, nad którą się rozpływałem jakiś czas temu dała wszystkim podstawy do oczekiwania jakiegoś mniej lub bardziej oczekiwanego gówna. Na szczęście tak się nie stało.

"Contra" jest albumem o trochę odmiennej budowie niż debiut. Tradycyjnie mamy do czynienia z charakterystycznymi afrykańskimi rytmami, brzmieniami ale nie jest to już tak gorące jak ostatnio. Zapewne wszystkie podejrzenia co do albumu z piękną dziewczyną na okładce mógł rozwiać mega jazgotliwy i ekspresywny singiel "Cousins" ale singiel nie jest prawdziwą wizytówką albumu. Faktycznie Vampire Weekend nadal romansują z pokręconymi, nieregularnymi rytmami ale jest to znacznie spokojniejsze i bardziej ‘poukładane’ czego wyjątkiem jest właśnie singlowy "Cuisins". "Contra" jest kontynuacją świetnego debiutu, dowodem wielkiego talentu, a także świetnego wyczucia co z pewnością sprzyja ich popularności.

Myślę, że "Contra" powinna była wyjść tak gdzieś w kwietniu, może maju kiedy świat jest piękniejszy i kiedy wreszcie będzie można posiedzieć na balkonie i naprawdę poczuć ten specyficzny, nadal bardzo radosny feeling Vampire Weekend. To chyba mój jedyny zarzut co do tego albumu.

piątek, 05 lutego 2010
The XX- "The XX"

the xxChociaż wokalista oraz wokalista swoimi głosami nie zadziwiliby jury "Mam Talent" czy też nigdy nie zostaliby twarzami Giogrio Armaniego to i tak w tym 4-osobowym zespole, z którego ostatnio odpadła jedna członkini, mogła powstać płyta na miarę 2009 roku.

Ogólna koncepcja albumu jest dziecinnie prosta i składa się z dwóch gitar (w tym ze świetnego basu), automatu perkusyjnego oraz syntezatora. Niby nic nadzwyczajnego, bo ani to jakieś n-te indie średnio zaskakujące ścianą gitar, ani jakaś akustyka bo akustycznie tak naprawdę nie jest i bez prądu na pewno tego nie nagrali. „The XX” to cos pomiędzy ciekawym indie a akustyką w najlepszym wydaniu. Proste dźwięki gitary, bardzo subtelne dodatki elektroniczne oraz wymyślne rytmy tworzą coś nowego, oryginalnego. Nie ma w tym jakiegoś (znanego mi) naśladownictwa czy podpinania się pod czyjąś karierę. Muzyka The XX to coś czego jeszcze nie było, a jak już ‘wyskoczyło’ to stało się prawdziwym, niezaprzeczalnym, alternatywnym hitem wszelakich podsumowań 2009 roku.

Cóż mi w tej sytuacji pozostaje? Nic poza obawą przed kolejnymi albumami, które po tak spektakularnym sukcesie debiutu mogą po prostu się nie przyjąć. Ale póki co nie gdybajmy i cieszmy się tym, co jest, a to naprawdę dobre, gorące i na pewno nieszkodliwe!;-) Polecam!