statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
wtorek, 22 grudnia 2009
Leszek Gnoiński – "Myslovitz. Życie to surfing"

Zycie to surfingWczoraj parkując pod jedną z dużych sieci handlowych zacząłem wątpić w te święta… Tłum, tłum, nieprzebrany tłum przez co od dzisiaj, aż do końca świąt nikt mnie w podobnej sieci handlowej nie zobaczy;-)

Na szczęście w mojej rodzinie nie ma tego zwyczaju obdarowywania się prezentami, szukania jakiś perfum, zabawek, książek, mp3ek czy filmów na DVD co, patrząc na ten tłum, naprawdę mnie cieszy. Mimo, że nie kupuję ani nie otrzymuję na święta prezentów to na szczęście przyszedł do mnie w tym roku spóźniony Mikołaj. Wiadomo, byłem grzeczny, zawsze miły i uczynny (no, prawie…;-D) więc prezent był jak najbardziej zasłużony (powiedzmy…). Dostałem nie jakieś tam byle co ale piękną, wspaniale wydaną biografię Myslovitz napisaną przez Leszka Gnoińskiego.

Przyznam bez bicia, że utknąłem gdzieś tak w połowie, a skoro święta za pasem to pomyślałem sobie, że lepiej byłoby napisać o niej teraz (a nóż się ktoś skusi i kupi pod choinkę bliskiej osobie) niż po świętach kiedy zainteresowanie książkami, perfumami i innymi ustrojstwami dramatycznie spadnie.

Od zawsze miałem i mieć będę ogromny szacunek do Myslovitz. To jedna z takich grup, która nie pozwoliła sobą pomiatać ale po prostu wyszła na swoje i robi co chce i kiedy chce. "Życie to surfing" jest opowieścią mówiącą o całości zespołu, o ich członkach, o ekipie, o wydawaniu płyt, o pierwszych, ważnych trasach koncertowych. Pojawiają się wypowiedzi producentów, szefów wytwórni, ludzi związanych z grupą, a przede wszystkim samych muzyków. Można znaleźć wiele świetnie napisanych anegdot, sporo szczegółowych opisów, źródłowej interpretacji tekstów, tytułów piosenek, czy okładek. Na końcu dokładna, kompletna lista koncertów (w tym ten jeden z ostatnich, z Zamościa, na którym byłem), szczegółowy opis dyskografii oraz projekty dodatkowe, w których muzycy brali udział. To wszystko nie nudzi, a wręcz bardzo dobrze się to czyta.

Ta książka mogłaby być naprawdę nudna gdyby miała tylko 100 stron zwykłego tekstu, który już z daleka trąca nudą (przynajmniej mnie). Wszystko zmieniła praca grafików, liczne, ciekawie ‘porozrzucane’ fotografie (ponad 350), kredowy papier i twarda oprawa.
W ten sposób ta ‘książka’ stała się masywną ‘księgą’, którą każdy fan Myslovitz powinien mieć w domu.

sobota, 19 grudnia 2009
"Rewers"

RewersJak mówię moim znajomym o dobrym, polskim kinie to oni kręcą nosem i mówią, że nie ma na co patrzeć i nie ma się czym zachwycać. Natomiast kiedy ja jeżdżę po naszych komediach romantycznych to oni mówią, że te akurat są ‘fajne’, ‘super’ i że się nie znam…

Problem naszego kina jest prosty – brak dobrego scenariusza, z którego może powstać porządne dzieło. Biznes filmowy bardziej czeka na kasę niż na jakieś tam nagrody na jakiś tam polskich czy zagranicznych festiwalach. Łatwiej nakręcić komedie romantyczną, zatrudnić pięknych aktorów, kupić kilka chwytliwych piosenek (później sprzedanych na soundtracku) i w ten sposób zaciągnąć ludzi do kina żeby przeżyli ‘coś pięknego’ niż wyprodukować, wspomóc finansowo coś cholernie ambitnego, a jednocześnie bardzo miłego dla odbiorców.

Pod tym względem "Rewers" ( oraz jeszcze kilka tegorocznych produkcji obecnych na festiwalu w Gdyni) zdaje się wybijać. Po pierwsze nie jest to kino tak nudne jak ubiegłoroczny laureat Złotych Lwów - "Mała Moskwa", nie przedstawia komunizmu w tak złym świetle ale na podstawie takiej, a nie innej rzeczywistości buduje zgrabną fabułę opartą na nieszczęśliwej miłości.

Chyba można wyróżnić trzy bardzo mocne strony tego filmu:

  1. Świetną fabułę (już wyżej wymienioną) mówiącą przede wszystkim o poszukiwaniu amanta dla córki, jak i o miłości, która w pewnym sensie była fałszywa i jak się okazało – źle się skończyła oraz o złotej monecie, której główne bohaterki chcą się za wszelką cenę pozbyć ale jednocześnie zachować dla siebie.
  2. Zdjęcia czyli wyśmienite czarno-białe odcienie, gra świateł, charakterystyczne ujęcia nadające przeuroczy klimat i jak oglądałem to tak jakoś mi się "Pora Umierać" skojarzyła;-)
  3. Muzykę Włodka Pawlika (muszę ją zdobyć!) upiększającą, jak również budującą (razem z wyżej wymienionymi punktami) nastrój całości.

Zdjęcia, muzyka jak również świetna obsada (Buzkówna, Janda, Dorociński) to zasadnicze plusy tego dzieła. Chociaż większych wpadek brak to mimo wszystko jest w tym dziele pewien denerwujący wytrych. Chodzi o takie ‘wstawki’ z przyszłości, kręcone normalną, kolorową kamerą, praktycznie nic nie wnoszące ale burzące klimat. Niby nic takiego ale niestety irytuje.

Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolony. Bardzo dobry, polski film, który nie dość, że uspokoił krytykę poirytowaną ubiegłorocznymi laureatami na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni to do tego jeszcze ma realne szanse na Oscara (o ile zostanie nominowany) czego mu naprawdę życzę. Gorąco polecam!

sobota, 05 grudnia 2009
Oceana - "Love Supply"

Recenzja w serwisie cgm.pl - KLIK!

12:00, pan-audytor
Link Dodaj komentarz »