statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
piątek, 31 lipca 2009
Placebo - "Battle for the Sun"

Battle for the sunWypoczywam ale wypoczynek nie oznacza jedynie leżenia na łóżku i śledzenia wartkiej akcji "Mody na sukces" tudzież kolejnej części fatalnych "Frajerów";-D Piękny lipiec to także nowe teksty, które tworze wcześniej, publikuję trochę później ze względu na brak dostępu do neta na wsi, w której obecnie przebywam;-)

Teraz błyskawicznie przechodzę do tematu^^

Placebo zagrali fantastyczny koncert na Openerze i aż szkoda nie wspomnieć o ich ostatniej płycie. Dla tych wszystkich, którzy na Openera się nie załapali przekaz jest prosty - zespół wystąpi w Polsce po raz drugi w tym roku (19 listopada – warszawska Stodoła) ale sądząc po cenie biletów (220, 110, 90) będzie to wydarzenie przeznaczone gównie dla prawdziwych fanów grupy.

Od ostatniej, głośnej płyty "Meds" minęły 3 lata. Przez ten czas doszło do kilku zmian. Odszedł perkusista, który został zastąpiony młodym, sympatycznym Stevem Forrestem, który jakby nie patrzeć rzeczywiście wniósł do zespołu wiele radości;-) Pojawiła się także filigranowa instrumentalistka (wywija melodyjki na skrzypcach elektrycznych i syntezatorze) a na koniec warto zwrócić uwagę na długie włosy Briana, które Szubrychtowi przypominają młodego hrabiego Dracule;-) Celne!;-D

Zmiany personalne raczej nie wpłynęły na brzmienie. Myślę, że teraz jest trochę bardziej melodyjnie ale to raczej zmiana kosmetyczna niż jakaś rewolucja. Nadal jest mocno, można powiedzieć , że rockowo ale pojawiają się też nastrojowe ballady co chyba jest już tradycją. Niektórzy sądzą, że Placebo za bardzo skręciło w stronę popu ale trzeba być umysłowo chorym żeby wierzyć w0 "For What Is Worth" w żółtej stacji radiowej;-D Placebo chyba na zawsze pozostanie zespołem w znacznej mierze alternatywnym, występującym na największych festiwalach europy.

czwartek, 16 lipca 2009
Heineken Open’er Festival 2009 – subiektywne podsumowanie;-)

opener

Do napisania tego tekstu zbierałem się zaraz po powrocie a piszę ponad tydzień po;-D Trochę myślałem nad formą tego wpisu i będąc zupełnie szczerym do tej pory nie wiem jak to wszystko ująć, dokładnie opisać żeby nie lać wody, a Was wszystkich zainteresować. To może zacznę od początku;-)

Środa

Na teren festiwalu dotarliśmy dzień wcześniej,  w środę 1 lipca, po 10-godzinnej (powinna trwać max 7h) podróży zapchanym pociągiem. Podobno „Słonecznym” podróżowała także część ekipy TVP2 z Kędziorem na czele stąd jego błyskawiczna obecność z kamerą na dworcu w Pruszczu Gdańskim gdzie czekaliśmy przez gwałtowną ulewę. Co ciekawe na pole weszliśmy bez najmniejszego problemu (jedynym  warunkiem było pokazanie ochroniarzowi czarnej opaski z napisane CAMPING ). Ochrona dbała o prawidłowe rozstawienie namiotów, tak aby było ich jak najwięcej na danej powierzchni oraz po to aby wyznaczyć sympatyczne ścieżki przemieszczania się;-) Nikt nie potrzebował naszego formularza dotyczącego namiotu więc wrócił z nami do domu;-D Ogólnie rzecz biorąc całość wyglądała miło i sympatycznie po czym zrobiliśmy zakupy (w pięknym Kauflandzie) i poszliśmy zmęczeni spać;-)

Czwartek

Pierwszy dzień festiwalu, pierwsze koncerty i pierwsze wrażenia.

Wczesne pobudki w gorącym namiocie to jeden z najgorszych elementów festiwalowego życia… (ale frazes!;-D) Nie dość, że z koncertów wracało się o 2-3 (niektórzy zostawali do końca tj. do 5) to jeszcze przez słońce budziło się między 8-9. Oczywiście w ten sposób przez 4 dni...

Na teren festiwalu wpuszczono nas z 25-minutowym opóźnieniem. Bramkarze codziennie mieli inny styl sprawdzania. W czwartek pobieżnie przeszukiwali, w piątek kazali się odwrócić, w sobotę wyciągnąć wszystko z kieszeni a w niedzielę przeszukiwali dokładnie od stóp do głów;-) No cóż, tendencje się zmieniają;-P

Teraz najważniejsze czyli zespoły:

  • Old Time Radio – zagrali w sumie niezły koncert ale niewielu ich słuchało. Sam też bym nie poszedł (nigdy ich nie słuchałem) ale był to pierwszy koncert festiwalu i się skusiliśmy;-)
  • The Car Is On Fire – zespół, który wydał jedną z moich ulubionych płyt – "Lake&Flames" zawiódł moje oczekiwania. Grano utwory zupełnie mi nieznane (czyli te z najnowszej płyty) a do tego mikrofony momentami nie działały przez co zupełnie nam się odechciało^^
  • Renton - byłem krytycznie nastawiony do pomysłu prezentowania polskich zespołów na scenie głównej. Renton zmienił moje przekonanie grając jeden z najlepszych polskich koncertów tegorocznego festiwalu! Ponad rok temu pisałem o ich debiutanckiej płycie, a na największym polskim festiwalu widzę ich już na Mainie! Wielki wyczyn, świetny zespół i fantastyczny, profesjonalny koncert;-)
  • Arctic Monkeys – po koncercie Rentona (Rentonu?) staliśmy z Anką jakieś 15 metrów od sceny. Na 20 minut przed występem tłum ostro napierał, po wyjściu zespołu było jeszcze gorzej^^ Całe szczęście udało mi się złapać bocznej  barierki i dotrwać w tym ścisku do końca, Ankę porwał tłum i do końca wieczoru jej nie ujrzałem;-P Nie chcę pisać, że ich koncert był fatalny, zły, badziewny bo w rzeczywistości aż tak nie było. Prawda jest jednak taka, że Arctic Monkeys najbardziej ‘dostali’ od mediów w trakcie jak i po festiwalu. Ten koncert mógł zebrać niezłe recenzje gdyby nie awaria leżąca po stronie organizatora (tak twierdził "Dziennik") lub po stronie zespołu (tak stwierdził Mikołaj Ziółkowski). W każdym bądź razie w trakcie jednej z piosenek zespół zamilkł, zszedł ze sceny a na nią wszedł rozbawiony Mikołaj Ziółkowski (szef Alter Artu) informując wszystkich, ze to nie koniec koncertu i że zespół wróci jak naprawi coś w swoim sprzęcie. Rzeczywiście tak było, zespół wrócił ale klimat koncertu prysnął razem z awarią tym bardziej, że Brytyjczycy nie słyną z wyśmienitego kontaktu z publicznością. Po wszystkim Anka opisała zespół na scenie mniej więcej tymi słowami: „Jak już jesteśmy na scenie to może coś zagramy żeby potem nie było …” i w domyśle: „trochę nam się nie chce tu stać i grać”^^ Jakby nie patrzeć niedosyt Arctic Monkeys pozostał.
  • Basement Jaxx – nigdy ich nie słyszałem a szkoda. W wersji koncertowej wypadli znakomicie! Mixtape złożony z wielkich klubowych przebojów, zadziwiający luz na scenie, świetne głosy towarzyszących wokalistek to największe plusy tego występu.
  • Wojtek Grabek – to moja jedyna dłuższa wizyta w Alter Space podczas tegorocznego festiwalu. Na koncert Grabka dotarłem zmęczony dwoma poprzednimi. Muzyka piękna ale niestety mocno nużąca wspierana dziwnymi, troszkę strasznymi wizualami wprost ze starego, czarnobiałego kina. Oj, oczy się kleiły;-D
  • Skinni Patrini – wytrwałem jakieś dziesięć minut, później zdecydowałem się na powrót na pole;-) Temat koncertu Skinni Patrini na najmniejszej scenie festiwalu to bardzo dziwna sprawa. Jakby nie patrzeć duet jest bardziej znany od takiego Letka występującego na znacznie większej Scenie Młodych Talentów. Skinni Patrini nawet nie umieszczono w broszurce informacyjnej dołączanej do każdego karnetu. Naprawdę dziwne…

Piątek

Piątkowe przygody festiwalowe rozpoczęliśmy od zwiedzenia Strefy NGO. Jak się okazało byliśmy jednymi z pierwszych tam goszczących, nazbieraliśmy gadżetów, Anka rozwiązywała jakieś quizy, wygrała kalendarz z… Małaszyńskim (szacun!) i egzemplarz wegetariańskiego pisma. Ta wizyta, a szczególnie to pismo musiało wyrządzić spustoszenie w jej psychice i po powrocie już nie ruszyła mięsa;-D Ciekawe ile potrwa ten wegetariański stan?^^

Odwiedziliśmy też namiot Trójki Polskiego Radia. Poszliśmy tam bo zobaczyliśmy fajne gadżety (szczególnie opaski na rękę). Warunkiem otrzymania zestawu (różowe torba, kapelusz i srebrne opaski ) była wypowiedź dla radia;-)

Obejrzane zespoły:

  • Pchełki – z wielkim wstydem przyznam, że totalnie się wyłączyłem podczas ich występu. Anka tymczasem wyniosła na pole m. in. kalendarz z Małaszyńskim, a ja podziwiałem słonce zamiast słuchać Pchełek. Cały ja…^^
  • Maria Peszek – kiedy przyszliśmy scena była owinięta biało-czerwoną taśmą. Maria wyszła w kostiumie rodem ze Star Treka i tak latając po scenie, trochę pokrzykując i stopniowo rozbierając wyśpiewywała swe piosnki:-D Myślałem, że będzie fatalnie, było przyzwoicie ale mimo wszystko wolę image Marii z pierwszej płyty czyli tej bez Awarii.
  • Pati Yang – tak wiele się spodziewałem, tak mało dostałem – tak można podsumować ten koncert. Flykkiller nie wygląda rewelacyjnie w wersji live. Większość utworów, lini melodycznych leciała z podkładu, Pati się nie wyrabiała i narzekała na temperaturę. W dwóch słowach – marne widowisko.  Anka wytrzymała kilka minut, ja niewiele dłużej.
  • Gaba Kulka – troszkę się spóźniłem na jej koncert ale i tak usłyszałem porcje świetnej muzyki. Gaba ma przepiękny, mocny głos, taki, że aż ciarki chodziły mi po plecach. Jej kariera nabiera tempa, co bardzo mnie cieszy;-)
  • The Kooks – nie lubię koncertów, których nie mam okazji widzieć w całości. Występ zespołu to przecież nie kolejny odcinek "Mody na sukces";-) Kooksów widziałem raptem 20-30 minut i niewiele mogę tu napisać.
  • Duffy – dotarłem na nią prosto z grających jeszcze z Kooksów. Ten koncert widziałem w całości z dość bliskiej odległości. Fajnie ‘zmodernizowana’ scena, ładnie wyglądający zespół no i piękna Duffy stylizowana na poprzednią epokę. Wyglądała i śpiewała fantastycznie ale górne partie jej głosu trochę ‘świdrowały’ moje ucho.
  • Moby – kolejny jegomość, którego widziałem przelotem między kolejnymi koncertami. Słyszałem coś z płyty "Porcelan", reszty już nie poznałem.
  • Crystal Castles – jedno z najbardziej energicznych widowisk piątkowego wieczoru. Scena zasnuta mgłą, pojedyncze światła, wyłączone telebimy. Do tego charakterystyczna muzyka i skaczący tłum w którym nie mogło mnie zabraknąć;-) Nogi później bolały tak, że z trudem wracałem na pole^^

Sobota

Sobota zasadniczo była dniem bez Sceny Głównej gdzie grali Ci, którzy średnio nas interesowali. Naszym domem w sobotę stał się namiot, w którym obejrzałem wszystkie zaplanowane tam koncerty. Ankę znowu zgubiłem^^

  • KAMP! – kolejny świetny polski koncert na Open’erze! KAMP! Zagrał cały swój materiał, także najnowszego singla wzbudzając przy tym bardzo pozytywne emocje. Choć na początku słuchało ich niewielu to już pod koniec namiot był zapełniony ludźmi. Naprawdę szacun, panowie;-) Czekam na pierwszą płytę!
  • Izrael – o tak wpadliśmy niespodziewanie na ich koncert bo nie było nic ciekawszego w pobliżu po KAMP!ie. Izrael to już legenda odkurzona nową płytą, dzięki której wystąpili na Open’erze. Jak dla mnie ich wszystkie piosenki były oparte najednym akordzie.
  • Fisz Emade Twożywo – nie spodziewałem się po nich wiele. Myślałem, że wyjdzie Pan Fisz i Pan Emade z komputerem i będą puszczać podkłady a tu niespodzianka! Na scenie pojawiła się perkusja, gitara oraz instrumenty klawiszowe a wszystko brzmiało lepiej niż na ostatniej płycie! Mówi się, że jeden koncert może zmienić opinię człowieka na temat danego zespołu i w tym przypadku tak się stało. Fisz Emade rządzą!
  • Emiliana Torrini – z Trójki znałem jedynie skoczny Jugnle Drum, który chyba jest jedyną tak skoczną piosenką Emiliany. Jej repertuar to głównie nastrojowe, jazzujące ballady idealnie brzmiące w nieco przerzedzonym Namiocie. Nic nie znałem ale i tak mi się podobało;-) A i Dziadek grający na perkusji wymiatał!;-D
  • White Lies – nie wytrzymałem, wyszedłem po kilku utworach. White Lies są dla mnie a mocno jazgoczący, depresyjni, dziwni tym bardziej, że znałem tylko dwa single;-)
  • M83 – wielu ludzi było (i jest) oczarowanych ich występem. Średnio mnie podniecają koncerty grane w znacznej części wprost z komputera. Równie dobrze mógłbym sobie posłuchać ich w domu^^ Jedynym ‘rarytasem’ ich występu były wokale, których w domu w wersji live sobie nie odtworzę;-)

Niedziela

Ostatni, ciężki dzień, który skończył się w poniedziałek po południu;-) Niedziela to też dzień ze świetnie ‘obstawioną’ Sceną Główną i ‘konkurencyjnym’ Tentem.

Obejrzane zespoły

  • O.S.T.R. – kolejny artysta, który bardzo mocno mnie zawiódł. Kiedy ogłaszano polską część line-upu myślałem, że to właśnie on będzie bronił honoru polaków na Mainie. Jego koncert był po prostu słaby. Pokręcone podkłady na silę przerabiane na instrumenty to nie najlepszy wybór. Do tego jeszcze te okropne monologi o rodzinie, o jego synku, o ogórku, o wódce… Chopin.Nie wiem co mu się stało ale co najmniej dziwnie to wyglądało (Ha! Ja też rymuje;-D).
  • Lily Allen – coś mało ludzi przyszło żeby ją zobaczyć.  Później w necie czytałem krytyczne opinie na temat jej koncertu choć moim zdaniem był niezły! Lily nie ma takiej charyzmy, takiej popularności ale śpiewa bardzo przyzwoicie wplatając do swojego repertuaru także covery (w Gdyni wybrzmiały dwa: Rihanny Britney Spears (a jednak!) i Kaiser Chiefs). Moje wymagania spełniła;-) PS. Rozwalił mnie ten transparent „POKAŻ CYCKI” podczas jej koncertu.
  • Kings Of Leon – kiedy tylko ogłoszono ich występ strona Open’era padła. Gorączka trwała do ostatniej chwili. Wszyscy czekali na Kingsów, a oni od początku nie robili na nas większego wrażenia^^ Wyszli na scenę, trochę nudzili ale podobno w drugiej części zaczęli grać znacznie, znacznie lepiej. Wtedy to już byliśmy w Tencie.
  • The Ting Tings – zaczęli grać z opóźnieniem co nie było nam na rękę ze względu na koncert Placebo na Mainie. Zaczęli majestatycznie potężnym, kilkuminutowym intro i w tej tajemniczej atmosferze grali pewnie aż do końca. Żal było wychodzić.
  • Placebo – stali trochę w cieniu Arctic Monkeys i Kings Of Leon choćby dlatego, że już w Gdyni byli. Stali w cieniu ale według mnie zagrali najlepiej z tego zacnego grona wielkich headlinerów. Równy, porządny koncert zakończony bisami i pięknym pożegnaniem z publiką. Zmartwię niektórych ale Placebo ten układ z machaniem i mówieniem do publiczności ma opracowany pewnie na całą trasę. Anka pokazała mi jeden z ich ostatnich koncertów podczas festiwalu Pinkpop w Holandii. Playlista podobna, pożegnanie (złapanie się za ręce i ukłon) również, a nawet chwytliwe „Children of Poland” tam też zabrzmiało tyle, że w wersji „Children of Netherlands”;-D
  • Sofa –darowaliśmy sobie huczne i głośne The Prodigy i poszliśmy na Sofę. Sofa jest znana głównie ze współpracy ze Smolikiem. Na ich koncercie w namiocie była dosłownie garstka ludzi. Jeden z członków zespołu w akcie desperacji krzyczał „Nie uciekajcie!” ale ludzie i tak uciekali na The Prodigy^^

Heineken Open’er 2009 dobiegł końca. Nie ulega wątpliwości, że jest to najważniejszy punkt na festiwalowej mapie Polski. Cztery noce z muzyką, dodatkowe atrakcje, darmowe autobusy, bezpieczeństwo, wspaniali ludzie i wrażenia z pewnością były więcej warte niż te 340 zł (równowartość 4-dniowego karnetu z polem). Oby tak dalej!

Jeżeli dotarłeś/aś do końca to jesteś hardkorem^^

13:10, pan-audytor , Festiwale
Link Komentarze (8) »
piątek, 10 lipca 2009
Po Openerze - relaks;-)

openerMiałem napisać o Openerze od razu po przyjeździe czyli w poniedziałek po południu… Miałem ale nie napisałem ponieważ tę chwilę odkładałem w nieskończoność aż klawiatura w Anki komputerzzaczęła odmawiać posłuszeństwa… No cóż, przynajmniej sobie odpocząłem;-)

Planowałem napisać dzisiaj, zaraz po powrocie od domu ale miałem wiele do zrobienia i wszystko uciekło. Do tego jutro wybywam po raz kolejny w miejsce gdzie Internet jest rarytasem a w TV są trzy kanały telewizyjne. Tam na pewno znajdę trochę skupienia i pozbieram wszystko w całość ale nie będę mógł na bieżąco publikować. Działo się wiele, więc będzie o czym pisać a wrzucać będę w miarę możliwości kontaktu z netem;-) Mam nadzieje, że nie będzie za późno;-)

Dziękuję wszystkim na obserwacje mojego Blipa;-) Przez Open’era przybyło około siedmniu obserwujących – miło;-) Zresztą nie byłem sam. Na terenie festiwalu krążyli inni aktywni Blipowicze, których w tym gąszczu ludzi trudno było rozpoznać;-)

00:43, pan-audytor , Festiwale
Link Dodaj komentarz »