statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Blogday 2009!

BlogDay 2009Tak jak w ubiegłym roku, tak i w tym przedstawiam wam 5 blogów, które ostatnimi czasy zawładnęły moim sercem;-) Idea BlogDay mówi, że powinienem zaprezentować blogi nie związane z tematyką mojego bloga co w moim przypadku moich 5 blogów jest jawnym nagięciem tej reguły;-) A zatem do rzeczy:

  1. We Are From Poland - świetny blog traktujący o polskiej muzyce alternatywnej. Spora ilość recenzji i newsów w odnowionej, przejrzystej szacie graficznej.
  2. Emigla - blog mojej koleżanki, miłośniczki fotografii, hand-made'u a także (jak sądzę) dobrej muzyki;-) PS Na blogu zerknijcie na zakładki odsyłające do jej artystycznych fotografii oraz innych, troszkę mniej popularnych blogów, które współtworzy;-)
  3. CHACIŃSKI - Bartek Chaciński, polski dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego "Przekroju" pisze bloga, na którym można znaleźć recenzje mniej lub bardziej offowych płyt, relacje z koncertów oraz subiektywne uwagi. Blog Chacińskiego to jeden z najpopularniejszych polskich blogów traktujących o muzyce;-)
  4. Mocny W Gębie - kolejny blog dziennikarza współpracującego z "Przekrojem". Jarek Szubrycht rzeczywiście jest 'mocny w gębie' zaś jego teksty traktujące o polskiej scenie muzycznej to porcja wielu anegdot, żartobliwych komentarzy, relacji oraz felietonów, od których naprawdę nie mogę się oderwać. Polecam!
  5. Poletko Pana P. - wiem, wiem... Blogi polityczne to seria nudnych wpisów bez większej wartości. Jednak w tym świecie nudnych analiz, opisów, ataków politycznych jest blog Janusza Palikota;-) Palikot doskonale wie jak zaintrygować i zachęcić do czytania swojego bloga. Jego barwna postać znana z wielu dziwnych wystąpień, happeningów oraz niechęci do polityków PiSu sprawia, że to, co pisze, często trafia do gazet i jest szeroko dyskutowane. Nie ukrywam, że Palikot ciągle mnie fascynuje i chyba dlatego wciąż czytuję jego bloga z mniej lub bardziej poważnymi tekstami;-)

Ciekawe czy ktoś dzisiaj zalinkuje do mnie?;-)

14:19, pan-audytor , Wydarzenia
Link Komentarze (1) »
sobota, 29 sierpnia 2009
Pati Yang - "Faith Hope and Fury"

Pati Yang - Faith Hope and FuryPati Yang to moje najgorsze skojarzenie koncertu tegorocznego Openera. Pati występowała wraz z mężem pod szyldem Flykkiller, który w ubiegłym roku bardzo mocno promowała. Tamta płyta była bardzo zróżnicowana, miała pewne wzloty ale także i spektakularne upadki. Upadkiem totalnym tego materiału był Openerowy koncert w zupełności nie trzymający się kupy, z którego wyszedłem po 15 minutach…

Po gorszych albumach (także tych pod zmienionym szyldem) przychodzą lepsze i trochę żałuję, że Pati Yang nie wystąpiła sama z bardziej rozbudowanym zespołem. Cztery płyty, w tym także ta niedawno wydana, to całkiem przyzwoity materiał na równie dobry koncert. Nowy album, o którym dziś mowa to powrót do mrocznych, klimatycznych brzmień przeplatanych rockiem ("Stories From Dogland"),  elektroniką, jazem uzupełnianym wspaniałym wokalem Pati. "Faith Hope and Fury" to także porcja wielu skojarzeń z innymi artystami. Mam wrażenie, że każdy z utworów zaczyna się podobnie jak kilka innych piosenek zupełnie innych wykonawców. Co ciekawe, nie mogę powiedzieć, że jest to plagiat gdyż owe podobieństwo jest bardzo iluzoryczne i po kilku-kilkunastu sekundach zanika odsłaniając oryginalne oblicze Pati.

W odróżnieniu od albumu nagranego razem z mężem, "Faith Hope and Fury" nie jest przepełniona różnymi dziwnymi dźwiękami, zgrzytami, wibracjami idealnie słyszalnymi jedynie poprzez słuchawki. Tym razem górę wzięła liryka, budowanie nastroju, inspiracje sceną rockową oraz jazzową i chyba dlatego płyta tak dobrze mi się kojarzy i zapada w pamięć. Polecam;-)

sobota, 15 sierpnia 2009
Sopot (S)Hit Festiwal

Sopot Hit FestiwalChyba  powinienem był to opublikować tydzień temu ale brak netu spowodował znaczne opóźnieni przez co tekst zdążył się trochę zdezaktualizować.

Sopot (S)Hit Festiwal to kolejne ‘największe i najlepsze widowisko muzyczne roku’. Ok, to mogło być napisane w materiałach promocyjnych ale efekt był zupełnie inny czyli taki jak zwykle…

Po obejrzeniu trzech dni tegorocznego Sopot (S)Hit Festiwalu mam go już serdecznie dość i naprawdę nie mam pojęcia komu on jest potrzebny. W czasach kiedy TVP1 na dobre zrezygnowała ze swojego, a TVN w tym roku planuje się pozbyć tego, o którego niegdyś najbardziej walczył (mowa o Sopot Festivalu) istnienie Sopot Hit Festiwalu (nazwa nieco zaczepna w stosunku do TVNu) nie jest prztyczkiem ale potężnym strzałem w stopę! Dwójka już drugi rok urwała się z choinki i ciągle agituje publikę swoim tworem przygotowanym specjalnie dla ‘gorących trzynastek’. Od kilku tygodni w niemal każdym bloku reklamowym pojawiały się zajawki, reklamy oraz prezentacje zespołów i wokalistów. Wpływy z reklam pewnie wzrosły ale prestiż stacji, i tak niski, po raz kolejny sięgnął bruku.

Patron – Radio ESKA zadbał o to aby na scenie nie zabrakło tanich artystów. Wiadomo, impreza skierowana była do młodych ludzi, a 'imprezowe hity' ESKI najwyraźniej pasowały do tego targetu. Nie dziwi zatem, że ich poziom był żenujący. Całość przypominała zlot towarzystwa wzajemnej adoracji (wspieranym przez mętnych prowadzących, a w tym zachrypniętą Richardson szczególnie…) mającym na celu zbicie kasy na smsach w trybie głosowania po części zerżniętym z Eurowizji (ach te głupawe liczniki…).  Zaprawdę nie wiem kogo telewizja chciała oszukać. Czy te gorące trzynastki są aż tak głupie żeby nie zobaczyć jak zespoły jechały po bandzie grając niemal wszystko z playbacku??? Koronnym dowodem tego procederu był Rubik zdegradowany za fortepian bo przecież odtwarzaczem dyrygować by nie mógł^^

Na palcach dwóch rąk możny policzyć artystów chociaż śpiewających na żywo. W tej kategorii na szczególne uznanie zasłużył Piasek, który nie dość, że śpiewał ‘live’ to jeszcze akompaniował mu ‘live’ zespół. Reszta udawała lub też chciała udawać np. śpiewając 10-20 cm obok mikrofonu  - wyczyn Queensberry -  tak jakby nikt się nie gapnął.. Szczyt głupoty i braku umiejętności ukazała światu piękna laureatka dnia drugiego. Mowa oczywiście o Katerine i jej "Ayo Technology". W konkursie śpiewała z playbacku, jak wygrała - też. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że wszystko miała nagrane od początku do końca razem z powitaniem. Gdy wygrała pomyliła się i powitała publiczność inaczej przekrzykując przy tym playback… Sory, ale to już coś więcej niż fail i żal.pl…

Jedną ze smutnych rzeczy naprawdę źle świadczących o zagranicznych artystach i ich lichym talencie jest śpiewanie startych przebojów w nowych, kiepskich wersjach. W tej kwestii Publiczna znowu ma nas wszystkich gdzieś myśląc, że wszyscy to debile i idioci nie słuchający muzyki. Przegięciem sobotniego wieczoru byli na spółkę Neo i Stefanie Heinzmann. Pierwszy jest podobno objawianiem nowej sceny electro (taa….) a powitał nas swoim ‘nowym przebojem’ "You make me feel like dancing". Stefanie, kolejne objawienie, zaśpiewała "The Unforgiven". Otóż moi milusińscy te utwory to nie jakieś świeżynki, nowości, ale dawne przeboje nagrane w kiepskich wersjach. Takie coś nazywa się ‘cover’ i dobrze by było gdyby lektor miał to gdzieś napisane na kartce żeby nie wprowadzać w ludzi w błąd.

Śpiewanie coverów świadczy o najzwyklejszym braku kreatywności. Po co taki jeden z drugim ma siedzieć przy fortepianie, komputerze czy gitarze? Po co ma myśleć nad partyturą, nad brzmieniem, nad swoim stylem? Są przecież stare, dobre piosenki – można z nich skorzystać, zacząć się lansować i osiągnąć sukces tanim kosztem… Takie myślenie na krótką metę jest bardzo korzystne, na dłuższą już nie bardzo. Oczywiście można zacząć później grać na weselach ale taka kariera lanserów nie interesuje;-D Idę o zakład, że o Neo i innych za rok, może dwa nie będzie słychać nawet w ESCE… i dobrze!

Na koniec miły akcent. Koncert Budki Suflera,  choć chamsko przerywany reklamami i głupio dzielony na części, bardzo mi się podobał. Pojawiły się gwiazdy dawnych lat, wszyscy śpiewal,i a nie ruszali ustami natomiast zespół rzeczywiście grał;-) To chyba jedyna pozytywna strona kolejnego ‘największego widowiska roku’;-D Ten kto kupił bilet (takich naiwnych codziennie było podobno 6tys.) na pierwsze dwa dni, musiał się zawieść i chyba nikogo to nie powinno dziwić.

19:01, pan-audytor , Festiwale
Link Komentarze (1) »