statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
czwartek, 29 października 2009
Pixie Lott – "Turn it up"

Moja recenzja w serwisie cgm.pl: KLIK!

Miłego czytania;-)

11:41, pan-audytor
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 października 2009
L.U.C – "39/89 Zrozumieć Polskę"

Zrozumiec PolskeZaczęło się od skandalu. Do sieci razem z najnowszym L.U.C’iem trafiły przedpremierowo płyty Kayah i Kazika. Ten ostatni zrobił dym, oburzył się okrutnie (w sumie też bym się trochę wkurzył) przez co w kilka dni złapano nieboraka, który ową płytę wypuścił do sieci. Teraz pewnie Kazik triumfuje tylko, że ten triumf to takie pyrrusowe zwycięstwo raczej…

W sumie dzięki tej akcji wypuszczenia płyt do sieci Ci artyści mogli zdobyć jeszcze więcej fanów. Pisały o nich gazety, portale internetowe, serwisy muzyczne co nie zdarza się tak często (szczególnie w przypadku L.U.C’a).

Teraz pora na meritum;-)

Rok 2009 jest rokiem kilku wielkich, nagłośnionych przez media rocznic. Obchodziliśmy 65. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, 70. rocznicę wybuchu II Wojny Światowej oraz 20-lecie obalenia komunizmu. Nowa płyta L.U.C’a czyli Łukasza Rostkowskiego niemal idealnie wpisuje się w tegoroczne obchody, na które od kilku lat artyści przygotowują bardzo ciekawe (Lao Che – "Powstanie Warszawskie", Aga Zaryan – "Umiera Piękno") lub mniej ciekawe (składanka "Gajcy") albumy.

Nie ulega wątpliwości, że L.U.C mimo świetnej dykcji nie był artystą wydającym płyty łatwe i przyjemne. Jeśli mam być szczerzy – jego płyty bardziej mnie denerwowały niż sprawiały większą przyjemność. Z tego powodu nigdy nie pałałem do niego wielką muzyczną sympatią, ale przyznam, że jego przedostatnie wydawnictwo czyli płyta i książka (wydana razem grafikami i filmem pod zbiorczym tytułem "Planet L.U.C") emitowana i czytana w Trójce zdecydowania poprawiała mi humor;-)

Niecały rok po publikacji "Planet L.U.C" Łukasz Rostkowski wydaje coś zupełnie nowego, raczej niespotykanego na naszym rynku muzycznym. "39/89 Zrozumieć Polskę" to słuchowisko, zawierające muzyczny opis pięćdziesięciu lat naszej historii. Owy muzyczny opis to urywki przemówień polityków, fragmenty serwisów informacyjnych, dobrych i złych informacji. Wszystko idealnie wtopione w bardzo ciekawe, zróznicowane podkłady i powiedzione na pojedyncze utwory. Tematyka była trudna, bo paradoksalnie łatwa do skopania wiejskim beatem czy też eskowym podkładem jednak L.U.C'owi udało się całość zamknąć w bardzo przystępnej formie.

W tym przypadku każdy utwór stanowi integralną część całości, opisuje dane wydarzenie ale jednocześnie koniec jednego utworu, jest początkiem kolejnego. W odtwarzaczu zmiany kolejnych ścieżek są prawie niezauważalne co sprzyja wysłuchaniu całości od początku aż do końca.

Słuchać przecie jest czego. Pojawiają się pulsujące, dozujące napięcie rytmy, chórki oraz partie muzyki klasycznej. Wszystko spięte wypowiedziami, czasem ironicznymi, wesołymi ale znacznie częściej smutnymi, wręcz dołującymi słuchacza. 50 lat historii Polski (1939-1989r.) nie skłaniało do wielkiego entuzjazmu, więc nie ma się co dziwić nastrojowi utworów serwowanych przez L.U.C’a.

Myślę, że na pierwszy plan tego barwnego słuchowiska wysuwają się utwory mające specyficzny klimat. Mam na myśli "Tribute To Stefan Starzynski", "Przebudzenie Boga 1978" oraz "Tribute To Lech Wałęsa". Pierwszy z nich został opatrzony świetnymi fragmentami przemówienia ówczesnego prezydenta Warszawy, smyczkami zgranymi z mocnym, pulsującym rytmem. Drugi zaczyna się wyborem Karola Wojtyły na papieża, pojawia się chór, nadal wyraźnie słychać smyczki oraz ciekawy rytm obecny również w ostatnim utworze, podszytym gitarą, świetnie uzupełniającym słowa Lecha Wałęsy.

Jak powszechnie wiadomo od wielu lat książki w Polsce są ‘be’, a te historyczne mają się jeszcze gorzej i są kojarzone z najgorszym złem, malarią, wojnami, Andrzejem Lepperem etc.;-) W czasach kiedy książki stały się passé płyta L.U.C’a jest świetnym wynalazkiem, który bawi ucho, w pewien sposób edukuje a do tego nie pozwala zapomnieć o naszej wspólnej historii. Dobra robota, L.U.C’u;-)

01:17, pan-audytor
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 października 2009
Przestrzeń Muzyki Live! – Zamość 2009

Przestrzeń Muzyki Live! - Zamosc 2009Koncert z cyklu Przestrzeń Muzyki Live! po raz kolejny zawitał do Zamościa i oczywiście nie mogło nas (tradycyjnie: mnie i Anki) tam zabraknąć;-) W ubiegłym roku impreza była podzielona na dzień z muzyką rockową (tłum ludzi) oraz na dzień z muzyką elektroniczną (garstka ludzi;-)). W tym roku zamiast na powietrzu – odbyła się w hali sportowej dopiero na początku października;-)

Przybyliśmy w sobotę pod OSiR wcześnie, bo już ok 16ej bez biletów (planowo miało się zacząć o 17 – o czym nie wiedzieliśmy), które chcieliśmy od razu nabyć lecz organizacja leżała i kwiczała… Na szczęście kupiliśmy znacznie taniej u konika, można było również założyć konto w jednym z banków i dostać bilet za darmo^^

W międzyczasie przeszliśmy się tu i tam, zwiedzaliśmy halę (wpuszczono nas bez problemu), odwiedziliśmy sklep i stadion HETMANA Zamość. Anka opowiedziała mi jak to nie lubi Radiohead (grr…;-P), szukaliśmy w głowach polskiego wykonawcy na Main Stage Open’era 2010 ale wychodzi na to że wszyscy znani i lubiani już tam grali i tak aż do ~17:45, kiedy to zaczęto wszystkich wpuszczać.

Ogólnie rzecz biorąc hala jest halą i halą sportową powinna zostać (dobrze by było gdyby ktoś dobrze ustawił zegar na tablicy świetlnej^^). Nie chce nikomu wrzucać ale jej akustyka powinna od razu organizatora odtrącić… Niestety z tego co wiem Zamość nie ma innego, przyzwoitego miejsca na takie imprezy jesienną porą więc w imię przysłowia „jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma” koncert na OSiRze odbyć się musiał… W każdym bądź razie trudno było cokolwiek wyraźnie usłyszeć stojąc kilka metrów od sceny na płycie. Ci którzy siedzieli na trybunach mieli jeszcze gorzej – ich strata.

Dla niektórych koncert rozpoczął się dopiero występem Myslovitz. W trakcie występów dwóch zespołów konkursowych pod sceną stało jakieś 200 osób, reszta wyczekiwała na trybunach lub oglądała "Dobranockę" i tuż po niej przybyła na koncert;-D

Zespoły konkursowe były dwa  ale naprawdę nie wiem o co walczyły^^ Pierwszy  – Kaligula z Biłgoraja grał jakiś metal, który specjalnie nie przypadł nam do gustu. Po prostu słuchamy czegoś innego, szanujemy innych (tzw. ‘czarnuchów w glanach’ również);-D Drugi zespół grał jakieś tam reggae (Anka mi mówiła jakie to dokładnie jest ale zapomniałem, jak się dowiem - poprawię). Mieli dobrego, zakręconego wokalistę, który strasznie się starał ale nagłośnienie nie pozwalało nam go zrozumieć…  Ogólnie rzecz biorąc był klimat i to trzeba tym chłopakom oddać.

Pora na gwiazdy wieczoru:

Pustki

Jak zwykle bardzo klimatycznie, z polotem ale niestety bez utworu "Senty menty". Zespół grał głównie z ostatniej płyty. Pojawiły się m.in. "Żałobniki Wynocha", "Nie zgubie się w tłumie", "Parzydełko" oraz "Niezdrowy rozsądek". Zagrali także dwa utwory z nowej płyty "Kalambury", która ukarze się jeszcze w październiku. Jednak największe moje zainteresowanie wzbudziła "Słabość chwilowa" a szczególnie fenomenalne intro tuż przed. Radek Łukasiewicz na gitarze rządzi! Po tym koncercie lubię ich jeszcze bardziej;-)

Myslovitz

Po koncercie Pustek stałem zaraz obok barierek. W pewnym momencie grupa pięciu zjaranych, podchmielonych ‘gorących trzynasetek’ ruszyła na barierki, żeby jak najlepiej zobaczyć Artura Rojka. Jak już dorwały się barierek to prawie je przewróciły (nie trzeba było być strongmanem żeby to zrobić), ja usunąłem się nieco dalej od sceny. Po kilku minutach dołączyła do mnie Anka, która wymiękła po wyznaniach jednej z nich (która chciała, żeby Rojek podpisał się na jej piersiach)^^ Po koncercie widziałem jak jedna z nich miała bluzkę z wymalowanym markerem napisem MYSLO i wielkim krzyżem poniżej. Nie wiem o co jej chodziło, może miała na myśli Justice?

W sobotę dowiedzieliśmy się dlaczego alkohol jest od 18 lat. Młode panny, gimnazjalistki (jak przypuszczam), trochę dalej od sceny, były w takim stanie, że aż szkoda słów...

To ja może powrócę to meritum…;-)

Szczerze mówiąc nie spodziewałem się takiej psychodelii po Myslovitz, szczególnie zaraz na początku ("Życie to surfing") i pod koniec ("Good Day My Angel"). Nie zabrakło wielkich przebojów typu "Acidland", "Sprzedawcy marzeń", "Chciałbym umrzeć z miłości" czy "Kraków". Ja sobie jednak pomarudzę bo czekałem na "James, Radiogłowi I Żuk Z Rewolwerem Jadą Do Nikąd" oraz na "Książkę z drogą w tytule" i się nie doczekałem…

Było bardzo bardzo przyzwoicie, długo (ponad 1,5h z 3 bisami) ale bez fajerwerków. Myslovitz wielkim zespołem jest i ten koncert nic w tym temacie nie zmienił;-)

Cały wieczór jak najbardziej udany, liczę na kolejne tego typu koncerty w Zamościu!

18:58, pan-audytor
Link Komentarze (1) »