statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
sobota, 15 sierpnia 2009
Sopot (S)Hit Festiwal

Sopot Hit FestiwalChyba  powinienem był to opublikować tydzień temu ale brak netu spowodował znaczne opóźnieni przez co tekst zdążył się trochę zdezaktualizować.

Sopot (S)Hit Festiwal to kolejne ‘największe i najlepsze widowisko muzyczne roku’. Ok, to mogło być napisane w materiałach promocyjnych ale efekt był zupełnie inny czyli taki jak zwykle…

Po obejrzeniu trzech dni tegorocznego Sopot (S)Hit Festiwalu mam go już serdecznie dość i naprawdę nie mam pojęcia komu on jest potrzebny. W czasach kiedy TVP1 na dobre zrezygnowała ze swojego, a TVN w tym roku planuje się pozbyć tego, o którego niegdyś najbardziej walczył (mowa o Sopot Festivalu) istnienie Sopot Hit Festiwalu (nazwa nieco zaczepna w stosunku do TVNu) nie jest prztyczkiem ale potężnym strzałem w stopę! Dwójka już drugi rok urwała się z choinki i ciągle agituje publikę swoim tworem przygotowanym specjalnie dla ‘gorących trzynastek’. Od kilku tygodni w niemal każdym bloku reklamowym pojawiały się zajawki, reklamy oraz prezentacje zespołów i wokalistów. Wpływy z reklam pewnie wzrosły ale prestiż stacji, i tak niski, po raz kolejny sięgnął bruku.

Patron – Radio ESKA zadbał o to aby na scenie nie zabrakło tanich artystów. Wiadomo, impreza skierowana była do młodych ludzi, a 'imprezowe hity' ESKI najwyraźniej pasowały do tego targetu. Nie dziwi zatem, że ich poziom był żenujący. Całość przypominała zlot towarzystwa wzajemnej adoracji (wspieranym przez mętnych prowadzących, a w tym zachrypniętą Richardson szczególnie…) mającym na celu zbicie kasy na smsach w trybie głosowania po części zerżniętym z Eurowizji (ach te głupawe liczniki…).  Zaprawdę nie wiem kogo telewizja chciała oszukać. Czy te gorące trzynastki są aż tak głupie żeby nie zobaczyć jak zespoły jechały po bandzie grając niemal wszystko z playbacku??? Koronnym dowodem tego procederu był Rubik zdegradowany za fortepian bo przecież odtwarzaczem dyrygować by nie mógł^^

Na palcach dwóch rąk możny policzyć artystów chociaż śpiewających na żywo. W tej kategorii na szczególne uznanie zasłużył Piasek, który nie dość, że śpiewał ‘live’ to jeszcze akompaniował mu ‘live’ zespół. Reszta udawała lub też chciała udawać np. śpiewając 10-20 cm obok mikrofonu  - wyczyn Queensberry -  tak jakby nikt się nie gapnął.. Szczyt głupoty i braku umiejętności ukazała światu piękna laureatka dnia drugiego. Mowa oczywiście o Katerine i jej "Ayo Technology". W konkursie śpiewała z playbacku, jak wygrała - też. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że wszystko miała nagrane od początku do końca razem z powitaniem. Gdy wygrała pomyliła się i powitała publiczność inaczej przekrzykując przy tym playback… Sory, ale to już coś więcej niż fail i żal.pl…

Jedną ze smutnych rzeczy naprawdę źle świadczących o zagranicznych artystach i ich lichym talencie jest śpiewanie startych przebojów w nowych, kiepskich wersjach. W tej kwestii Publiczna znowu ma nas wszystkich gdzieś myśląc, że wszyscy to debile i idioci nie słuchający muzyki. Przegięciem sobotniego wieczoru byli na spółkę Neo i Stefanie Heinzmann. Pierwszy jest podobno objawianiem nowej sceny electro (taa….) a powitał nas swoim ‘nowym przebojem’ "You make me feel like dancing". Stefanie, kolejne objawienie, zaśpiewała "The Unforgiven". Otóż moi milusińscy te utwory to nie jakieś świeżynki, nowości, ale dawne przeboje nagrane w kiepskich wersjach. Takie coś nazywa się ‘cover’ i dobrze by było gdyby lektor miał to gdzieś napisane na kartce żeby nie wprowadzać w ludzi w błąd.

Śpiewanie coverów świadczy o najzwyklejszym braku kreatywności. Po co taki jeden z drugim ma siedzieć przy fortepianie, komputerze czy gitarze? Po co ma myśleć nad partyturą, nad brzmieniem, nad swoim stylem? Są przecież stare, dobre piosenki – można z nich skorzystać, zacząć się lansować i osiągnąć sukces tanim kosztem… Takie myślenie na krótką metę jest bardzo korzystne, na dłuższą już nie bardzo. Oczywiście można zacząć później grać na weselach ale taka kariera lanserów nie interesuje;-D Idę o zakład, że o Neo i innych za rok, może dwa nie będzie słychać nawet w ESCE… i dobrze!

Na koniec miły akcent. Koncert Budki Suflera,  choć chamsko przerywany reklamami i głupio dzielony na części, bardzo mi się podobał. Pojawiły się gwiazdy dawnych lat, wszyscy śpiewal,i a nie ruszali ustami natomiast zespół rzeczywiście grał;-) To chyba jedyna pozytywna strona kolejnego ‘największego widowiska roku’;-D Ten kto kupił bilet (takich naiwnych codziennie było podobno 6tys.) na pierwsze dwa dni, musiał się zawieść i chyba nikogo to nie powinno dziwić.

19:01, pan-audytor , Festiwale
Link Komentarze (1) »
piątek, 31 lipca 2009
Placebo - "Battle for the Sun"

Battle for the sunWypoczywam ale wypoczynek nie oznacza jedynie leżenia na łóżku i śledzenia wartkiej akcji "Mody na sukces" tudzież kolejnej części fatalnych "Frajerów";-D Piękny lipiec to także nowe teksty, które tworze wcześniej, publikuję trochę później ze względu na brak dostępu do neta na wsi, w której obecnie przebywam;-)

Teraz błyskawicznie przechodzę do tematu^^

Placebo zagrali fantastyczny koncert na Openerze i aż szkoda nie wspomnieć o ich ostatniej płycie. Dla tych wszystkich, którzy na Openera się nie załapali przekaz jest prosty - zespół wystąpi w Polsce po raz drugi w tym roku (19 listopada – warszawska Stodoła) ale sądząc po cenie biletów (220, 110, 90) będzie to wydarzenie przeznaczone gównie dla prawdziwych fanów grupy.

Od ostatniej, głośnej płyty "Meds" minęły 3 lata. Przez ten czas doszło do kilku zmian. Odszedł perkusista, który został zastąpiony młodym, sympatycznym Stevem Forrestem, który jakby nie patrzeć rzeczywiście wniósł do zespołu wiele radości;-) Pojawiła się także filigranowa instrumentalistka (wywija melodyjki na skrzypcach elektrycznych i syntezatorze) a na koniec warto zwrócić uwagę na długie włosy Briana, które Szubrychtowi przypominają młodego hrabiego Dracule;-) Celne!;-D

Zmiany personalne raczej nie wpłynęły na brzmienie. Myślę, że teraz jest trochę bardziej melodyjnie ale to raczej zmiana kosmetyczna niż jakaś rewolucja. Nadal jest mocno, można powiedzieć , że rockowo ale pojawiają się też nastrojowe ballady co chyba jest już tradycją. Niektórzy sądzą, że Placebo za bardzo skręciło w stronę popu ale trzeba być umysłowo chorym żeby wierzyć w0 "For What Is Worth" w żółtej stacji radiowej;-D Placebo chyba na zawsze pozostanie zespołem w znacznej mierze alternatywnym, występującym na największych festiwalach europy.

czwartek, 16 lipca 2009
Heineken Open’er Festival 2009 – subiektywne podsumowanie;-)

opener

Do napisania tego tekstu zbierałem się zaraz po powrocie a piszę ponad tydzień po;-D Trochę myślałem nad formą tego wpisu i będąc zupełnie szczerym do tej pory nie wiem jak to wszystko ująć, dokładnie opisać żeby nie lać wody, a Was wszystkich zainteresować. To może zacznę od początku;-)

Środa

Na teren festiwalu dotarliśmy dzień wcześniej,  w środę 1 lipca, po 10-godzinnej (powinna trwać max 7h) podróży zapchanym pociągiem. Podobno „Słonecznym” podróżowała także część ekipy TVP2 z Kędziorem na czele stąd jego błyskawiczna obecność z kamerą na dworcu w Pruszczu Gdańskim gdzie czekaliśmy przez gwałtowną ulewę. Co ciekawe na pole weszliśmy bez najmniejszego problemu (jedynym  warunkiem było pokazanie ochroniarzowi czarnej opaski z napisane CAMPING ). Ochrona dbała o prawidłowe rozstawienie namiotów, tak aby było ich jak najwięcej na danej powierzchni oraz po to aby wyznaczyć sympatyczne ścieżki przemieszczania się;-) Nikt nie potrzebował naszego formularza dotyczącego namiotu więc wrócił z nami do domu;-D Ogólnie rzecz biorąc całość wyglądała miło i sympatycznie po czym zrobiliśmy zakupy (w pięknym Kauflandzie) i poszliśmy zmęczeni spać;-)

Czwartek

Pierwszy dzień festiwalu, pierwsze koncerty i pierwsze wrażenia.

Wczesne pobudki w gorącym namiocie to jeden z najgorszych elementów festiwalowego życia… (ale frazes!;-D) Nie dość, że z koncertów wracało się o 2-3 (niektórzy zostawali do końca tj. do 5) to jeszcze przez słońce budziło się między 8-9. Oczywiście w ten sposób przez 4 dni...

Na teren festiwalu wpuszczono nas z 25-minutowym opóźnieniem. Bramkarze codziennie mieli inny styl sprawdzania. W czwartek pobieżnie przeszukiwali, w piątek kazali się odwrócić, w sobotę wyciągnąć wszystko z kieszeni a w niedzielę przeszukiwali dokładnie od stóp do głów;-) No cóż, tendencje się zmieniają;-P

Teraz najważniejsze czyli zespoły:

  • Old Time Radio – zagrali w sumie niezły koncert ale niewielu ich słuchało. Sam też bym nie poszedł (nigdy ich nie słuchałem) ale był to pierwszy koncert festiwalu i się skusiliśmy;-)
  • The Car Is On Fire – zespół, który wydał jedną z moich ulubionych płyt – "Lake&Flames" zawiódł moje oczekiwania. Grano utwory zupełnie mi nieznane (czyli te z najnowszej płyty) a do tego mikrofony momentami nie działały przez co zupełnie nam się odechciało^^
  • Renton - byłem krytycznie nastawiony do pomysłu prezentowania polskich zespołów na scenie głównej. Renton zmienił moje przekonanie grając jeden z najlepszych polskich koncertów tegorocznego festiwalu! Ponad rok temu pisałem o ich debiutanckiej płycie, a na największym polskim festiwalu widzę ich już na Mainie! Wielki wyczyn, świetny zespół i fantastyczny, profesjonalny koncert;-)
  • Arctic Monkeys – po koncercie Rentona (Rentonu?) staliśmy z Anką jakieś 15 metrów od sceny. Na 20 minut przed występem tłum ostro napierał, po wyjściu zespołu było jeszcze gorzej^^ Całe szczęście udało mi się złapać bocznej  barierki i dotrwać w tym ścisku do końca, Ankę porwał tłum i do końca wieczoru jej nie ujrzałem;-P Nie chcę pisać, że ich koncert był fatalny, zły, badziewny bo w rzeczywistości aż tak nie było. Prawda jest jednak taka, że Arctic Monkeys najbardziej ‘dostali’ od mediów w trakcie jak i po festiwalu. Ten koncert mógł zebrać niezłe recenzje gdyby nie awaria leżąca po stronie organizatora (tak twierdził "Dziennik") lub po stronie zespołu (tak stwierdził Mikołaj Ziółkowski). W każdym bądź razie w trakcie jednej z piosenek zespół zamilkł, zszedł ze sceny a na nią wszedł rozbawiony Mikołaj Ziółkowski (szef Alter Artu) informując wszystkich, ze to nie koniec koncertu i że zespół wróci jak naprawi coś w swoim sprzęcie. Rzeczywiście tak było, zespół wrócił ale klimat koncertu prysnął razem z awarią tym bardziej, że Brytyjczycy nie słyną z wyśmienitego kontaktu z publicznością. Po wszystkim Anka opisała zespół na scenie mniej więcej tymi słowami: „Jak już jesteśmy na scenie to może coś zagramy żeby potem nie było …” i w domyśle: „trochę nam się nie chce tu stać i grać”^^ Jakby nie patrzeć niedosyt Arctic Monkeys pozostał.
  • Basement Jaxx – nigdy ich nie słyszałem a szkoda. W wersji koncertowej wypadli znakomicie! Mixtape złożony z wielkich klubowych przebojów, zadziwiający luz na scenie, świetne głosy towarzyszących wokalistek to największe plusy tego występu.
  • Wojtek Grabek – to moja jedyna dłuższa wizyta w Alter Space podczas tegorocznego festiwalu. Na koncert Grabka dotarłem zmęczony dwoma poprzednimi. Muzyka piękna ale niestety mocno nużąca wspierana dziwnymi, troszkę strasznymi wizualami wprost ze starego, czarnobiałego kina. Oj, oczy się kleiły;-D
  • Skinni Patrini – wytrwałem jakieś dziesięć minut, później zdecydowałem się na powrót na pole;-) Temat koncertu Skinni Patrini na najmniejszej scenie festiwalu to bardzo dziwna sprawa. Jakby nie patrzeć duet jest bardziej znany od takiego Letka występującego na znacznie większej Scenie Młodych Talentów. Skinni Patrini nawet nie umieszczono w broszurce informacyjnej dołączanej do każdego karnetu. Naprawdę dziwne…

Piątek

Piątkowe przygody festiwalowe rozpoczęliśmy od zwiedzenia Strefy NGO. Jak się okazało byliśmy jednymi z pierwszych tam goszczących, nazbieraliśmy gadżetów, Anka rozwiązywała jakieś quizy, wygrała kalendarz z… Małaszyńskim (szacun!) i egzemplarz wegetariańskiego pisma. Ta wizyta, a szczególnie to pismo musiało wyrządzić spustoszenie w jej psychice i po powrocie już nie ruszyła mięsa;-D Ciekawe ile potrwa ten wegetariański stan?^^

Odwiedziliśmy też namiot Trójki Polskiego Radia. Poszliśmy tam bo zobaczyliśmy fajne gadżety (szczególnie opaski na rękę). Warunkiem otrzymania zestawu (różowe torba, kapelusz i srebrne opaski ) była wypowiedź dla radia;-)

Obejrzane zespoły:

  • Pchełki – z wielkim wstydem przyznam, że totalnie się wyłączyłem podczas ich występu. Anka tymczasem wyniosła na pole m. in. kalendarz z Małaszyńskim, a ja podziwiałem słonce zamiast słuchać Pchełek. Cały ja…^^
  • Maria Peszek – kiedy przyszliśmy scena była owinięta biało-czerwoną taśmą. Maria wyszła w kostiumie rodem ze Star Treka i tak latając po scenie, trochę pokrzykując i stopniowo rozbierając wyśpiewywała swe piosnki:-D Myślałem, że będzie fatalnie, było przyzwoicie ale mimo wszystko wolę image Marii z pierwszej płyty czyli tej bez Awarii.
  • Pati Yang – tak wiele się spodziewałem, tak mało dostałem – tak można podsumować ten koncert. Flykkiller nie wygląda rewelacyjnie w wersji live. Większość utworów, lini melodycznych leciała z podkładu, Pati się nie wyrabiała i narzekała na temperaturę. W dwóch słowach – marne widowisko.  Anka wytrzymała kilka minut, ja niewiele dłużej.
  • Gaba Kulka – troszkę się spóźniłem na jej koncert ale i tak usłyszałem porcje świetnej muzyki. Gaba ma przepiękny, mocny głos, taki, że aż ciarki chodziły mi po plecach. Jej kariera nabiera tempa, co bardzo mnie cieszy;-)
  • The Kooks – nie lubię koncertów, których nie mam okazji widzieć w całości. Występ zespołu to przecież nie kolejny odcinek "Mody na sukces";-) Kooksów widziałem raptem 20-30 minut i niewiele mogę tu napisać.
  • Duffy – dotarłem na nią prosto z grających jeszcze z Kooksów. Ten koncert widziałem w całości z dość bliskiej odległości. Fajnie ‘zmodernizowana’ scena, ładnie wyglądający zespół no i piękna Duffy stylizowana na poprzednią epokę. Wyglądała i śpiewała fantastycznie ale górne partie jej głosu trochę ‘świdrowały’ moje ucho.
  • Moby – kolejny jegomość, którego widziałem przelotem między kolejnymi koncertami. Słyszałem coś z płyty "Porcelan", reszty już nie poznałem.
  • Crystal Castles – jedno z najbardziej energicznych widowisk piątkowego wieczoru. Scena zasnuta mgłą, pojedyncze światła, wyłączone telebimy. Do tego charakterystyczna muzyka i skaczący tłum w którym nie mogło mnie zabraknąć;-) Nogi później bolały tak, że z trudem wracałem na pole^^

Sobota

Sobota zasadniczo była dniem bez Sceny Głównej gdzie grali Ci, którzy średnio nas interesowali. Naszym domem w sobotę stał się namiot, w którym obejrzałem wszystkie zaplanowane tam koncerty. Ankę znowu zgubiłem^^

  • KAMP! – kolejny świetny polski koncert na Open’erze! KAMP! Zagrał cały swój materiał, także najnowszego singla wzbudzając przy tym bardzo pozytywne emocje. Choć na początku słuchało ich niewielu to już pod koniec namiot był zapełniony ludźmi. Naprawdę szacun, panowie;-) Czekam na pierwszą płytę!
  • Izrael – o tak wpadliśmy niespodziewanie na ich koncert bo nie było nic ciekawszego w pobliżu po KAMP!ie. Izrael to już legenda odkurzona nową płytą, dzięki której wystąpili na Open’erze. Jak dla mnie ich wszystkie piosenki były oparte najednym akordzie.
  • Fisz Emade Twożywo – nie spodziewałem się po nich wiele. Myślałem, że wyjdzie Pan Fisz i Pan Emade z komputerem i będą puszczać podkłady a tu niespodzianka! Na scenie pojawiła się perkusja, gitara oraz instrumenty klawiszowe a wszystko brzmiało lepiej niż na ostatniej płycie! Mówi się, że jeden koncert może zmienić opinię człowieka na temat danego zespołu i w tym przypadku tak się stało. Fisz Emade rządzą!
  • Emiliana Torrini – z Trójki znałem jedynie skoczny Jugnle Drum, który chyba jest jedyną tak skoczną piosenką Emiliany. Jej repertuar to głównie nastrojowe, jazzujące ballady idealnie brzmiące w nieco przerzedzonym Namiocie. Nic nie znałem ale i tak mi się podobało;-) A i Dziadek grający na perkusji wymiatał!;-D
  • White Lies – nie wytrzymałem, wyszedłem po kilku utworach. White Lies są dla mnie a mocno jazgoczący, depresyjni, dziwni tym bardziej, że znałem tylko dwa single;-)
  • M83 – wielu ludzi było (i jest) oczarowanych ich występem. Średnio mnie podniecają koncerty grane w znacznej części wprost z komputera. Równie dobrze mógłbym sobie posłuchać ich w domu^^ Jedynym ‘rarytasem’ ich występu były wokale, których w domu w wersji live sobie nie odtworzę;-)

Niedziela

Ostatni, ciężki dzień, który skończył się w poniedziałek po południu;-) Niedziela to też dzień ze świetnie ‘obstawioną’ Sceną Główną i ‘konkurencyjnym’ Tentem.

Obejrzane zespoły

  • O.S.T.R. – kolejny artysta, który bardzo mocno mnie zawiódł. Kiedy ogłaszano polską część line-upu myślałem, że to właśnie on będzie bronił honoru polaków na Mainie. Jego koncert był po prostu słaby. Pokręcone podkłady na silę przerabiane na instrumenty to nie najlepszy wybór. Do tego jeszcze te okropne monologi o rodzinie, o jego synku, o ogórku, o wódce… Chopin.Nie wiem co mu się stało ale co najmniej dziwnie to wyglądało (Ha! Ja też rymuje;-D).
  • Lily Allen – coś mało ludzi przyszło żeby ją zobaczyć.  Później w necie czytałem krytyczne opinie na temat jej koncertu choć moim zdaniem był niezły! Lily nie ma takiej charyzmy, takiej popularności ale śpiewa bardzo przyzwoicie wplatając do swojego repertuaru także covery (w Gdyni wybrzmiały dwa: Rihanny Britney Spears (a jednak!) i Kaiser Chiefs). Moje wymagania spełniła;-) PS. Rozwalił mnie ten transparent „POKAŻ CYCKI” podczas jej koncertu.
  • Kings Of Leon – kiedy tylko ogłoszono ich występ strona Open’era padła. Gorączka trwała do ostatniej chwili. Wszyscy czekali na Kingsów, a oni od początku nie robili na nas większego wrażenia^^ Wyszli na scenę, trochę nudzili ale podobno w drugiej części zaczęli grać znacznie, znacznie lepiej. Wtedy to już byliśmy w Tencie.
  • The Ting Tings – zaczęli grać z opóźnieniem co nie było nam na rękę ze względu na koncert Placebo na Mainie. Zaczęli majestatycznie potężnym, kilkuminutowym intro i w tej tajemniczej atmosferze grali pewnie aż do końca. Żal było wychodzić.
  • Placebo – stali trochę w cieniu Arctic Monkeys i Kings Of Leon choćby dlatego, że już w Gdyni byli. Stali w cieniu ale według mnie zagrali najlepiej z tego zacnego grona wielkich headlinerów. Równy, porządny koncert zakończony bisami i pięknym pożegnaniem z publiką. Zmartwię niektórych ale Placebo ten układ z machaniem i mówieniem do publiczności ma opracowany pewnie na całą trasę. Anka pokazała mi jeden z ich ostatnich koncertów podczas festiwalu Pinkpop w Holandii. Playlista podobna, pożegnanie (złapanie się za ręce i ukłon) również, a nawet chwytliwe „Children of Poland” tam też zabrzmiało tyle, że w wersji „Children of Netherlands”;-D
  • Sofa –darowaliśmy sobie huczne i głośne The Prodigy i poszliśmy na Sofę. Sofa jest znana głównie ze współpracy ze Smolikiem. Na ich koncercie w namiocie była dosłownie garstka ludzi. Jeden z członków zespołu w akcie desperacji krzyczał „Nie uciekajcie!” ale ludzie i tak uciekali na The Prodigy^^

Heineken Open’er 2009 dobiegł końca. Nie ulega wątpliwości, że jest to najważniejszy punkt na festiwalowej mapie Polski. Cztery noce z muzyką, dodatkowe atrakcje, darmowe autobusy, bezpieczeństwo, wspaniali ludzie i wrażenia z pewnością były więcej warte niż te 340 zł (równowartość 4-dniowego karnetu z polem). Oby tak dalej!

Jeżeli dotarłeś/aś do końca to jesteś hardkorem^^

13:10, pan-audytor , Festiwale
Link Komentarze (8) »
piątek, 10 lipca 2009
Po Openerze - relaks;-)

openerMiałem napisać o Openerze od razu po przyjeździe czyli w poniedziałek po południu… Miałem ale nie napisałem ponieważ tę chwilę odkładałem w nieskończoność aż klawiatura w Anki komputerzzaczęła odmawiać posłuszeństwa… No cóż, przynajmniej sobie odpocząłem;-)

Planowałem napisać dzisiaj, zaraz po powrocie od domu ale miałem wiele do zrobienia i wszystko uciekło. Do tego jutro wybywam po raz kolejny w miejsce gdzie Internet jest rarytasem a w TV są trzy kanały telewizyjne. Tam na pewno znajdę trochę skupienia i pozbieram wszystko w całość ale nie będę mógł na bieżąco publikować. Działo się wiele, więc będzie o czym pisać a wrzucać będę w miarę możliwości kontaktu z netem;-) Mam nadzieje, że nie będzie za późno;-)

Dziękuję wszystkim na obserwacje mojego Blipa;-) Przez Open’era przybyło około siedmniu obserwujących – miło;-) Zresztą nie byłem sam. Na terenie festiwalu krążyli inni aktywni Blipowicze, których w tym gąszczu ludzi trudno było rozpoznać;-)

00:43, pan-audytor , Festiwale
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 czerwca 2009
Open'erowe przygotowania

opener big

Plecaki spakowane (prawie), nowy namiot kupiony i próbnie rozłożony (instrukcja straszy!) tak więc czeka nas (mnie i moją kuzynkę Anię) ciężka noc (bus) i dłuuuugi poranek (pociąg)... Jutro po 13ej powinniśmy być na polu namiotowym;-)

Bipowy ^hani (Bartek Urban) kilka dni temu przygotował przydatny line-up z timetable. Trochę go poprawiłem (choć pewnie nie jest pozbawiony błędów), zmodyfikowałem i przerobiłem do wersji kieszonkowej w sam raz do mojego portfela (oczywiście po złożeniu );-) Plik (.xls) jest dostępny TUTAJ. Miłego drukowania;-)

O wydarzeniach na polu namiotowym oraz na terenie festiwalu postaram się na bieżąco pisać przez mojego Blipa . Zachęcam wszystkich do czytania (także przez belkę obok) i obserwowania;-) Powiedzmy, że będzie to nieregularna relacja z Open’era.

PS Jestem hardkorem i nie biorę gumiaków^^

18:28, pan-audytor , Festiwale
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 czerwca 2009
TOPtrendy is trendy;-) (a przynajmniej Koncert TOP)

TOPtrendyNiespełna dwa tygodnie temu ostro krytykowałem festiwal w Opolu. Im się naprawdę nazbierało i nigdzie nie przeczytałem pozytywnej recenzji tego podobno ‘największego wydarzenia roku’. Zapewne TVP nadal uważa, że było wspaniale i niech sobie żyje w swoim świecie!;-P

Wczoraj miałem okazję śledzić kolejne ‘największe muzyczne wydarzenie roku’ a mianowicie Koncert TOP festiwalu TOPtrendy. W ubiegłym roku ów festiwal zasłyną na tym blogu dzięki potężnej ilości reklam w blokach o długości co najmniej 10 minut;-) W tym roku już tak nie było (i dobrze) ale najwyraźniej ktoś wysoko sytuowany w Polsacie oglądał Opole. Teraz prowadzący już nie zapraszali na 'krótką przerwę reklamową' ale 'żegnali się z Państwem w części n-tej';-D Co ciekawe przerwy były stosunkowo krótkie czego po Polsacie spodziewać się nie należało.

Od dawna przestałem być idealistą wierzącym w wielką odmianę polskich festiwali. Oczywiste jest to, że każdy festiwal organizowany przez wielkie stacje telewizyjne musi błyszczeć mainstream’owymi gwiazdami. Jeżeli nie błyszczy to nie ma go w TV bo po prostu nie da się na nim zarobić. Jednak mimo to wczoraj miał miejsce cud(!) Pomijam oczywiście fakt iż na początku śpiewał Kupicha (jeszcze tylko Sopot Festival i będzie sekwens festiwali = pseudo lans) a całości patronowała żółta stacja radiowa. To i tak niewiele w porównaniu do Opola.

Koncert TOP to występ 10-tki artystów, którzy w ubiegłym roku sprzedali najwięcej płyt. Całość zestawienia jest kolejnym prztyczkiem w nos stacjom żółtej i niebieskiej, które swojej pozycji broniły jedynie przez 7. pozycję Patrycji Markowskiej. Resztę koncertu zdominowała zdecydowanie lepsza, ambitniejsza muzyka, której nie sposób  znaleźć w wyżej wymienionych radiostacjach. Ta 10-tka udowadnia, że w Polsce sprzedają się głównie płyty co najmniej dobre ale nie ma co ukrywać – nie jest ich zbyt wiele. Chyba bezpowrotnie minęły czasy kiedy gwiazdy disco polo sprzedawały swoje płyty i kasety (tak, kasety) w milionach egzemplarzy. Dzisiaj aby wygrać trzeba ich ‘jedynie’ 60-70 tysięcy. Mimo wszystko jest się z czego cieszyć! Wygrał Czesław Mozil (Czesław Śpiewa), tuż za nim pojawiła się Maria Peszek (tj. Maria Awaria;-D) a wielką trójkę zamknęła Ania Dąbrowska. Po raz kolejny na scenie wystąpiła wspaniała Kasia Nosowska oraz Anna Maria Jopek. Wszystkie występy naprawdę mogły zaimponować i nieco ‘wyedukować’ graniem od A do B ‘live’ zapatrzony w Feela i spółkę plebs.

Trochę dziwnie wyglądało jak Darek Marciborek (prowadzący) recytował, że dana płyta taka fajna, że zawiera to i tamto, a w swoim programie zamiast czegoś z wczorajszego TOPu puszcza shit, o którym mówi całkiem podobnie. Przecież najlepiej wszystko wrzucić w jeden worek z napisem ‘fajne’ bo po co krytykować jak kasa płynie?

Jakby nie patrzeć w tym roku Polsat zrobił na mnie potężne wrażenie tak, że aż nie wierze w to co teraz piszę:-P Myślałem, ze zamiast prawdziwego Koncertu TOP zostanie on poddany specjalistycznemu trickowi napchania go plastikowymi gwiazdami co na szczęście nie miało miejsca. Telewizja Polsat połączyła przyjemne z pożytecznym. "Gorące 13-tki" skakały sobie przy Feelu, piszczały przy Markowskiej czy później przy Golcach, a nieco bardziej wymagający słuchacz mógł się wsłuchać interpretacje tekstów Osieckiej. Szacun!

Nie mam pojęcia jak będą wyglądały dzisiejsze koncerty ponieważ nie będę miał możliwości ich obejrzenia ale mam (lichą) nadzieję, że powtórki z Opola, tym razem na 100-lecie sopockiej Opery Leśnej już nikt nie uświadczy;-)

Żeby nie psuć nastroju całego wpisu o artystach 'trendy' dzisiaj nie wspomnę...;-)

16:15, pan-audytor , Festiwale
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 czerwca 2009
Open’erowe przemyślenia

OpenerDo tegorocznego Open’era zostało 9 dni (jak ten czas szybko minął!). Ogłoszono już pełny line-up uzupełniony wszystkimi polskimi zespołami. Przyznam, że spora grupa tychże artystów jest dla mnie praktycznie nie znana ale jest w tym pewna zaleta. Na festiwalu mamy ok. 100 artystów i nie ma takiej możliwości aby obejrzeć wszystkich, zatem ci zupełnie nieznani nie zostaną zobaczeni i nie będzie mi ich żal;-)

Teraz zgodnie z tematem wpisu przyszła pora na owe przemyślenia:

Red Tent

W tym roku, jak i w ubiegłym ten namiot nie został rozpisany na głównej stronie festiwalu pewnie dlatego, że był sponsorowany przez Marlboro. Podobno Heineken – sponsor imprezy miał zastrzeżenia co do publikowania tej nazwy. Miejmy nadzieję, że konkretny line-up tej sceny zostanie jakoś opublikowany żeby nie chodzić ‘na czuja’;-)

Bilety VIP

Bilety VIP to też Bilety Widmo. Nikt nic o nich nie wie, w sieci też głucho. Nie jestem jakimś tam VIPem ale ostatnio bardzo często trafiam na jakieś wzmianki o nich  Jedyne co o nich wiadomo jest to, że są drogie i zamawia się je telefonicznie w Alter Arcie. Jakie dają możliwości? Otóż te bilety dają duże możliwości ale co dokładnie – tego niestety nie wiem;-D Może ktoś ma jakieś informacje na ten temat?

Plakat

Ostatnio pojawił się nowy plakat festiwalu, jak zwykle utrzymany w zielonej kolorystyce. W tym roku nazwy zespołów są w dwóch kolorach: żółtym i białym. Nie wiem czy to tylko dla walorów kolorystycznych czy dla podkreślenia wyższości wykonawcy ale pewnie to pierwsze.

Plakat można obejrzeć pod tym adresem: klik!

Pogoda

Wczorajszego wieczoru zabawiłem się w meteorologa! Znalazłem dwie prognozy długoterminowe (www.pogodadlugoterminowa.com.pl i http://www.twojapogoda.pl) i te dwie w zasadzie się ze sobą pokrywają. Naprawdę ciepło, wręcz upalnie będzie do… 1 lipca. Później przyjdzie jakiś tam front, który będzie powodował piękne burze i obniży temperaturę nawet do 17 stopni (!) Wniosek jest prosty – zabrać dużo ciepłych ubrań, pelerynę przeciwdeszczową i kalosze, ew. buty do wyrzucenia;-D

Jedyną nadzieją na dobrą pogodę jest to, ze czasem prognoza pogody się przesuwa i deszczowo zrobi się dopiero 3/4 lipca;-) Ale wiecie - ‘nadzieja matką głupich”;-)

Artyści

Temat artystów to temat rzeka więc ograniczę się do trzech kwestii.

  • Pierwsza – koncert The Ting Tings zaplanowany na dwie godziny choć ich materiał z pierwszej płyty to niespełna 40 minut. Ciekawe co będą śpiewać przez 1h 20?
  • Myślę, że z dużym prawdopodobieństwem usłyszymy coś z nowej płyty Arctic Monkeys (premiera w sierpniu). Ich koncert zaplanowany jest równie na dwie godziny, obecny materiał to ~1h 40min więc będą bisy albo coś nowego i bisy do tego;-)
  • Bardzo ciekawie zapowiada się koncert polskiego KAMP!u. Jakis czas temu miałem przyjemność pisać o ich świetnej EPce, teraz pojawił się kolejny singiel z trzema nowymi utworami do ściągnięcia za darmo z Brennnessel.pl

W najbliższym czasie nieco więcej otegorocznym Open’erze;-)

13:53, pan-audytor , Festiwale
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 czerwca 2009
Opola żal...

Opole 2009 Kilkadziesiąt lat temu opolski festiwal rzeczywiście kreował gwiazdy, wyznaczał trendy i był wielkim prestiżowym wydarzeniem w naszym kraju. Wynikało to w znacznej mierze z monopolu jaki ówczesna władza posiadała i z którego umiejętnie korzystała. W telewizji były dwa kanały, w radiu również dwa. Nie było TVNu, POLSATu czy internetowych: MySpace’a, YouTube’a, Last.FM’a  czyli tych programów i serwisów, które pojawiły się długo po obaleniu komunizmu. Wielkość festiwalu w Opolu była kreowana przez władzę ale na scenie pojawiały się prawdziwe talenty, o których dzisiaj możemy pomarzyć…


Wraz z biegiem lat, wraz z powstawaniem nowych mediów, sieci rozprowadzania muzyki, wielkich festiwali blask Opola zaczął gasnąć a na scenie zaczęły się pojawiać takie gwiazdy jak Stachursky, Ich Troje czy Bajm… Dzisiaj agitacja ‘wyznaczaniem trendów’ czy ‘kreowaniem gwiazd’ jest najczystszą demagogią, a te hasła stały się jedynie wydmuszkami prawdziwego obrazu festiwalu organizowanego głównie ku uciesze plebsu…

Za nami dwa dni tegorocznego opolskiego festiwalu. Pierwszy dzień, jak zwykle (omijając ustawę) uszatkowany ‘końcami części n-tej’ i nafaszerowany reklamami oraz przedłużaczami  (Studio Festiwalowe) zasadniczo dzielił się na trzy części. Jak zwykle ten, który zapowiadał się najlepiej czyli koncert Debiutów nadano jako ostatni, kilka minut po 23ej. Tak to już jest, że najbardziej odkrywcze, naprawdę kreujące gwiazdy koncerty są spychane w jak najodleglejsze rejony ramówki, tak aby broń Boże nikt tego nie zobaczył. Wiadomo, TVP obcięli budżet i teraz sama musi na siebie zarabiać a takie Debiuty nigdy nie były trendy dla reklamodawców. Tylko pytanie: Gdzie jest misja?

Piątek

Koncert numer jeden piątkowego wieczoru w zasadzie w całości można by podpiąć pod tag #fail na Blipie. Wyłączam z tego grona Zbigniewa Zamachowskiego, który rzeczywiście potrafi śpiewać (jego duetu można szukać na składance Grzegorza Turnaua) ale reszta prezentowała poziom pierwszego odcinka znanego show „Jak oni spiwają!”. Wśród tego grona zdecydowanie wybił się piękny Zakościelny chcący przebić intonacją Kupichę oraz Bartosz Opania, który nie dość, że nie wyrabiał się ze śpiewaniem to jeszcze zdążył się zagłuszyć gitarą – brawo…!

Po porcji irytującej muzyki przyszła pora na Premiery. Te ‘Premiery’ zwykle nie są premierami a część z nich już od dawna jest grana przez największe stacje radiowe. W tym roku podziwialiśmy 16 ‘premier’ z czego kilka śpiewanych podobnie jak śpiewa bydło (sory za wyrażenie) wysyłane przez zespoły na finał Szansy Na Sukces ku uciesze ludu. Co ciekawe konkurs zakończył się dziwnym rozstrzygnięciem. Tak oto wspierani przez media Pectus zajął dopiero 3 miejsce (sic!), Ania Wyszkoni ‘dopiero’ drugie a pierwsze przypadło… Maćkowi Maleńczukowi. Takie rozstrzygnięcie musiało być policzkiem wymierzonym w kierunku stacji niebieskiej i żółtej. W końcu taka promocja i brak zwycięstwa? Straszne!

Co prawda piosenka „Niewielę Ci mogę dać” Maleńczuka nie była jakimś wielkim, ambitnym utworem ale spełniła swoją rolę. Podejrzewam, że TVP skorzystała z pomysłu 1 SIM = 1 SMS znanego z programu "Hit Generator" ale możliwe jest również to, że ludzie wreszcie zaczęli słuchać lepszej muzyki (w co zresztą szczerze wątpię).

Część trzecią – Debiuty obejrzałem mniej więcej do połowy. Zdążyłem zobaczyć wspaniały występ Natalii Krakowiak, przyszłej zwyciężczyni ale reszta występów przegrała z moją sennością, na którą w znacznie większym wymiarze liczyła TVP. Tym razem się udało. Cóż, gratuluję pory nadawania.


Sobota

Dwa koncerty a w zasadzie jeden koncert a drugi występ. Pierwszy kiepściutki, drugi ratował poziom sobotniego widowiska.

Koncert Superjedynek, które od dawna nie są 'super' w tym roku postanowiono zmniejszyć do trzech nominowanych ustawicznie powtarzających się w poszczególnych kategoriach. Ot takie towarzystwo wzajemnej adoracji. Superjedynki od zawsze nie świeciły przykładem dla rodzimej sceny muzycznej ale były odzwierciedleniem trendów panujących w muzyce. O poziomie widowiska, i prestiżu nagród może świadczyć fakt iż w ubiegłych latach ze statuetek mógł się cieszyć na przykład taki Stachursky;-) W tym roku do tego 'elitarnego' grona dołączył Piasek. No comment.

Druga cześć sobotniego widowiska – Noc Kabaretowa trzymała poziom. Chyba dwa lata temu, na skutek konfliktu z władzą z udziału w niej zrezygnowało kilka kabaretów kochających żartować z PISu. Efektem tego była nudna, mało śmieszna impreza, z której ludzie wychodzili w trakcie trwania. W tym roku było inaczej. Na scenie pojawili się m. in.  Łowcy.B, Paranienormalnii oraz Neo-Nówka i przyznam, że bardzo przyjemnie się to oglądało.

Koniec

Przed rokiem pisałem o Opolu jako o żenadzie. Co prawda w tym roku obeszło się bez poważnych gaf ale poziom pozostał ten sam. Przed nami niedziela, koncert hucznie zapowiadanych i ukrywanych w 'ogromej tajemnicy' duetów. Chyba nie zechce mi się tego oglądać. Wam również nie polecam;-D

14:46, pan-audytor , Festiwale
Link Komentarze (1) »
wtorek, 02 czerwca 2009
Eliza Lumley – "She talks in maths"

eliza lumleyWszyscy, którzy przeczytali tytuł tej notki a są fanami pewnego zespołu z pewnością domyślają się, że dziś będzie o Elizie Lumley, która odważyła się nagrać płytę z coverami utworów… Radiohead(!) Z premedytacją napisałem w cudzysłowie 'odważyła się' ponieważ jest to jedyna znana mi próba nagrania materiału tego zespołu w odmienionej formie co wcale nie oznacza, że owa próba była próbą w pełni udaną.

Trzeba jasno powiedzieć, że Radiohead to już żyjąca legenda. Pięć osób na czele z Thomem Yorke przez lata istnienia tworzyło i tworzy muzykę łączącą w sobie psychodeliczny rock oraz elektronikę. Radiohead to także potężna rzesza fanów, którym płyta Elizy Lumley niekoniecznie może się podobać.

Już na samym początku przyznam, ze miałem poważny problem z odbiorem tego albumu. Niemal wszystkie utwory są tak spokojnie, tak chill-outowe, że wręcz cukierkowe. Niby wszystko na tym albumie jest w porządku; pojawiają się potężne partie fortepianu, perkusji, momentami słychać saksofon, skrzypce czyli to co nadaje tej płycie bardzo jazzowy klimat. Prawda jest taka, że niby dobrze się tego słucha a tak naprawdę czegoś w tym brakuje…

Z She talks in maths jest trochę tak jak ze sławną reklamą Żywca (sorki za krypciochę;-P). Są przecież inne piwa ale one, w myśl reklamy, są "PRAWIE jak Żywiec". Podobnie jest z Elizą Lumley, która jest 'PRAWIE' jak Radiohead ale z drugiej strony to 'PRAWIE' zdaje się być za bliskim słowem w porównaniu z jej osiągnięciem.  Wersje, które mamy na jej płycie zdecydowanie odbiegają od wersji zespołu. Niestety niektóre z tych piosenek, tak mocno ubogich muzycznie straciło swoją podstawową wartość, dynamikę i przekaz. Te utwory (a mam na myśli w szczególności "High and Dry", "No Suprises" oraz "Karma Police") zdecydowanie nie powinno się grać i śpiewać w tak mocno spowolniony i ugrzeczniony sposób.

Elizie Lumley jednak coś się udało! Śpiewając "Street Spirit" uwolniła klimat piosenki a przy wielkim "Creep" pokazała światu, że można ten przebój zaśpiewać zupełnie inaczej, nie gubiąc przy tym melodii, a nawet ją trochę umilić. Takie aranże oraz wkonanie to przykład porządnych umiejętności (Eliza to śpiewaczka klasyczna) i wielkiej odwagi artystki.

Myślę, że She Talks In Math z pewnością wzbudzi skrajne emocje od zachwytu aż po ciężkie słowa krytyki. Osobiście do tej pory mam problem z oceną tej płyty. Z jednej strony jest bardzo odkrywcza, zaś z drugiej niektóre aranże, sposób śpiewania, przeciąganie fraz jest po prostu nieznośne. Podejrzewam, że dla niektórych ten album może stanowić muzyczną profanację wielkich przebojów tak zacnego zespołu.

niedziela, 24 maja 2009
Crystal Castles – "Crystal Castles"

crystal castlesPamiętam jak ładnych parę lat temu u kolegi pykaliśmy w niezmordowanego Mario Brosa pokonującego coraz to nowsze plansze pełne wszelakiego niebezpiecznego ustrojstwa. Grało się na Atari czyli jednej z pierwszych konsoli, które zrewolucjonizowały rynek gier komputerowych. Gry na ówczesne konsole choć niezmiernie ubogie, posiadały jeden dość znikomy atut a mianowicie bardzo prymitywną, 8-bitową, nieco jazgoczącą muzykę do której sięgnęli i którą wyśmienicie odświeżyli gwiazdy tegorocznego Open’era - Crystal Castles.

Crystal Castles (nazwa także wzorowana na tytule gry na Atari) to dwuosobowy zespół, który w ubiegłym roku zadebiutował na rynku wzbudzając spore emocje, zbierając przy tym całkiem przyzwoite recenzje. Zaczęło się na publikacji w sieci (dokładnie na MySpace), a skończyło wydaniem wyśmienitej płyty.

Jest się czym zachwycać. Crystal Castles udało się połączenie dawnego, prymitywnego brzmienia z elementami modnego electro oraz trance’owego wokalu. Na płycie można znaleźć absolutnie wszystko. Od przeraźliwie głośnego, wręcz irytującego, punkowego "XXZXCUZX Me" przez zalatujący hip-hopowym beatem "Courtship Date" aż po spokojny, kończący płytę "Tell Me What To Swallow". Ten imponujący, zróżnicowany, ponad 50-minutowy zestaw dający momentami wrażenie totalnej improwizacji (wokal Alice to coś!) porywa do tańca i obudzi każdego! Już sobie wyobrażam co może się dziać na ich koncercie w lipcu, w Gdyni;-)

Crystal Castles udowodnili światu, że można nagrać płytę bardzo prostą pełną dawanych inspiracji. Ich album jest także dowodem potęgi elektroniki, która ostatnimi czasy przedostaje się do niemal każdej z wydawanych płyt. To dzięki elektronice można budować albumy zróżnicowane stylistycznie ale jednocześnie bardzo składne, oparte na podobnych dźwiękach, samplach. Gorąco polecam!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22