statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
niedziela, 17 maja 2009
Heineken Open’er Festival + 'Łukasz z Biłgoraja' = LANS
opener big

Oj dawno, dawno było coś o Open’erze a trochę się ostatnio wydarzyło. Ponad tydzień temu, w czwartek poznaliśmy kolejnych wykonawców a byli nimi: legenda rocka Faith No More, Patrishia Ann, debiutantka po raz pierwszy goszcząca na europejskich festiwalach oraz Late of the Pier. Co ciekawe płytę tych ostatnich ostatnio bardzo długo słuchałem dzięki inspiracji zaczerpniętej z radia Last.FM;-) Jak mi się zechce to może napiszę coś więcej w najbliższym czasie ale nie obiecuję;-P

W czwartek poznaliśmy pierwszych polskich wykonawców Heineken Open’er Festival 2009 oraz jednego zagranicznego, który prawdopodobnie  jest ostatnim (ale wiecie, z organizatorami nigdy nic nie wiadomo;-)).

Wśród siódemki wymienionej przez Mikołaja Ziółkowskiego znaleźli się:

 

Łąki Łan – dla mnie praktycznie nieznani;-P

The Car Is On Fire – jeden z moich ulubionych polskich zespołów, który już 20 maja wydaje kolejną, trzecią jpłytę, następcę wyśmienitej „Lake and Flames”.

Gaba Kulka – o właśnie! To jest postać, którą w najbliższym czasie muszę się naprawdę mocno zainteresować. Kilka dni temu wydała swoją debiutancką płytę "Hat, Rabbit" a występ Openerze z pewnością będzie jednym z ważniejszych punktów w jej promowaniu.

Renton – jeden z najmocniejszych debiutów ostatnich 12 miesięcy. Prawie rok temu pisałem o ich bardzo przyzwoitej pierwszej płycie. Myślę, że warto zobaczyc ich w wersji live.

Maria Peszek – największa polska skandalistka-wokalistka. Jej występy w TVP oburzyły "Nasz Dzienniik" (tragedia!) ale Maria Awaria się nie przejmuje i podobno jej koncerty są świetne. Marię zobaczymy na Scenie Gównej;-D

SOFA
– Jestem w trakcie przesłuchiwania ich drugiej płyty zespołu, na której udzielił się m. in. OSTRJamal. Jak na razie akcje SOFY rosną choć jeszcze dokładnie nie przesłuchałem całości;-D

Village Collective – kolejny młody i nieznany mi zespół;-) Niech ktoś mnie oświeci!;-D
Kolejnym zagranicznym artystą jest:

Peter Bjorn and John – zespół jednego, świetnego kawałka, który dał im ogólnoświatową karierę. Podobno wydali kolejną „bardzo dobrą płytę” (w „” słowa M. Ziółkowskiego) ale jakoś ją sobie odpuściłem;-P
 
Czwartkowy "Program Alternatywny", a w zasadzie jego połowa była poświęcona także na zadawanie pytań. Jako, że posiadam piękną, smukłą, nafaszerowaną bajerami (częściowo zupełnie nie potrzebnymi) Omnię to od pewnego czasu chodziło za mną pytanie czy jej 5-megapikselowy aparat nie będzie przeszkodą w wejściu na teren festiwalu. Od jakiegoś czasu wiedziałem, że telefon do Trójki (223333333) to nie jakiś nie pic na wodę więc zadzwoniłem;-D Co ciekawe bez większego trudu udało mi się dodzwonić(!).Na antenie przedstawiony zostałem jako 'Łukasz z Biłograja' ale w Biłgoraju nie mieszkam choć w momencie dzwonienia byłem w Biłgoraju ;-D  Po (nie ma co ukrywać) niezgrabnym, nieco przydługim zadaniu pytania usłyszałem wspaniały wykład Mikołaja Ziółkowskiego, który poniżej streszczam:
 
Na teren festiwalu nie wejdą żadne aparaty cyfrowe wyglądające jak cyfrowe (np. taki mój Sony DSC-H9), które jak rozumiem mają powyżej 3,2Mpx. Wynika to z pewnego rodzaju klauzuli jakie podpisuje organizator z zagranicznymi wykonawcami dbającymi o swój wizerunek. Natomiast telefony komórkowe, również z aparatami cyfrowymi np. 5-6Mpx nie będą zatrzymywane bo 'nie ma to sensu'.
 
Po moim telefonie na maila "Programu Alternatywnego" przyszła burza maili, pisał jakiś prawnik, jeszcze inni pisali o aparatach kliszowych więc ogólnie dyskusja na ten temat mogłaby być naprawdę długa gdyby nie 20:50 czyli "Powieść w Trójce". Ja ze swojej strony liczę na spełnienie obietnicy:-P
 
Ogólnie rzecz biorąc uważam, że mogę sobie dopisać  tzw. '200 punktów lansu';-D Szkoda tylko, że nie zareklamowałem bloga, wtedy byłoby z '500 punktów lansu' i przeciążenie serwerów Bloxa gratis^^ Jeżeli ktoś inny ma nagraną całą audycje to proszę usilnie o kontakt na maila pan-audytor@gazeta.pl. W końcu takie rzeczy, nagrane w prime time'ie Trójki trzyma się dla potomnych^^
12:34, pan-audytor , Festiwale
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 maja 2009
"Jest dobrze... piosenki niedokończone" (Składanka)

piosenki niedokonczoneNie lubię składanek bo zwykle swoją budową przypominają groch z kapustą pozbawiony logicznego sensu. Jako, że ostatnio mamy prawdziwy wysyp różnego rodzaju składanek, w tym także świetnych soundtracków, to i na blogu musiało się w końcu coś znaleźć 'ku pokrzepieniu serc czytelników';-D Dzisiaj przyszła pora na piosenki zaśpiewane przez znanych polskich aktorów i piosenkarzy będące hołdem oddanym wielkim polskich artystom: Janowi Himilsbachowi i Zdzisławowi Maklakiewiczowi. Płyta choć momentami urzeka humorem, świetnymi aranżacjami i artystycznym polotem to jako całość nie powala i potwierdza moją początkową tezę.

"Jest dobrze..." to płyta bezpośrednio nawiązująca do lat PRLu inspirowana twórczością wyżej wymienionych polskich artystów. Może się wydawać, że te przewrotne i zabawne teksty zaśpiewane przez Maćka Maleńczuka, Jacka 'Budynia' Szymkiewicza czy obśmianego Andrzeja Grabowskiego są jednym wielkim żartem. Na szczęście tak nie jest i ta 'radosna' część płyty to prawdziwy atut tego wydawnictwa przeznaczony zarówno dla młodych jak i starych.

Niestety radość na płycie się kończy. Dwukrotnie pojawia się zacny Stanisław Sojka ale akurat jemu nic nie można zarzucić. Po razie (na szczęście!) pojawiją się Hanna Banaszak śpiewająca o mailach i smsach oraz mruczący i stękający Janusz Kłosiński. Ok., Ci ‘balladziarze’ mają swoje lata i należy im się pewien szacunek ale muzycznie pasują do reszty składanki jak kwiatek do korzucha. Do tego totalnie irytuje mnie playlista zbudowana bez podziału na 'strefę' wolniejszą i szybszą co naprawdę przypomina mieszankę grochu z kapustą i zdecydowanie nie nadaje się do słuchania od A do Zet.

Pisałem Wam na początku, że nie lubię składanek i chyba swojego zdania szybko nie zmienie;-D "Jest dobrze…" jako całość może idealnie pasować wszystkim podczas libacji przy wysokoprocentowych trunkach;-) W końcu Grabowski nie na darmo śpiewa o "Małym Piwku" czy też kacu ("Jestem jak motyl") a Budyń wspiera go kawałkiem "Jak się bawię to się bawię!";-P

sobota, 02 maja 2009
"Generał Nil"

general nilOstatnie lata polskiego kina to wyraźny podział na dwa gatunki filmowe: marne, nijakie a nawet głupie komedie romantyczne oraz lepsze lub gorsze kino historyczne. Tę druga kategorię filmową na dobre zapoczątkował Andrzej Wajda prezentując wszystkim "Katyń", który swego czasu "Polityka" 'reklamowała' jako  „dzieło, na które warto się wybrać choćby ze względu na kryzys twórczy Wajdy”. Rzeczywiście, film osiągnął sukces. Ludzie poszli do kin, sale pękały w szwach a przy okazji kolejnego dzieła Wajdy wszyscy z nas przeżyli lekcję historii. "Katyń", choć nieco nudny, został nominowany do Oskara, którego i tak nie zdobył.

Za sukcesem "Katynia" poszli inni twórcy. Pojawiły się filmy o życiu Jana Pawła II, o ks. Popiełuszce a ostatnio dwa nowe: "Generał - zamach na Gibraltarze" oraz nieco zbliżony tematycznie "Generał Nil" traktujący o gen. Emilu Fieldorfie zabitym w 1952 roku przez komunistów.

"Generał  Nil" to kolejny film przybliżający nam ważną postać historyczną. O ile o Katyniu czy o Janie Pawle II słyszał prawie każdy to o Emilu Fieldorfie zapewne niewielu dlatego funkcja dydaktyczna filmu jest jak najbardziej widoczna. Całość wyreżyserował zaprawiony w bojach "Ryszard Bugajski" mający na swoim koncie reżyserie takich filmów jak "Śmierć rotmistrza Pileckiego" czy "Solidarność, Solidarność". Główna rola, rola Emila Fieldorfa przypadała nie byle komu bo Olgierdowi Łukaszewiczowi. Łukaszewicz musiał się zmierzyć z przestawieniem człowieka-legendy w sposób bardzo naturalny i zapadający w pamięć co w mojej ocenie jak najbardziej się udało.

Fabuła filmu w dużej mierze oparta jest o życie zawodowe generała. Bugajski przedstawia jego zasługi podczas kierowania dywersją AK, zesłanie na Syberię oraz powrót do ojczyzny gdzie zostaje aresztowany i w ustawionym procesie skazany na śmierć. Podczas tych scen nieco bliżej poznajemy kilku innych żołnierzy oraz cywilów walczących i cierpiących za ojczyznę. Obserwujemy brawurową akcję zabicia Franza Kutschery oraz dokładnie śledzimy chwile od obserwacji przez aresztowanie aż po wykonanie wyroku. Ta ostatnia część, choc momentami bardzo wymowna była zdecydowanie za długa. Myślę, że to co Bugajski przestawił w ok. 40 minutach filmu mogłoby się z powodzeniem zmieścić w 15-stu.

"Generał Nil" to także opowieść o generale mężu, ojcu i dziadku powracającym do swojej rodziny po latach na Syberii. Fieldorf miał problem z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, próbował odzyskać zaufanie rodziny, a ujawniając swoją postać chciał godnie spędzić resztę życia. Tak się jednak nie stało i to co generał uważał za sprawiedliwe i uczciwe wobec innych polaków obróciło się przeciwko niemu.

Wśród scen związanych z rodziną Fieldorfa moją uwagę zwróciła ta podczas widzenia generała z rodziną. Córki z żoną krzykiem i płaczem błagały ojca o napisanie pisma o łaskę, którego generał nie chciał napisać. Pod naciskiem rodziny Fieldorf zaakceptował prośbę co wywołało wielką radość. Cała scena miała być wzruszająca a tak naprawdę była przerysowana i wzruszała jak 3672 odcinek "Mody na sukces". Wydaje mi się, że zabawa konwencją "nakrzyczeć, nawrzeszczeć, popłakać" powinna odejść w zapomnienie, przynajmniej w tej żeńskiej obsadzie.

Nie ulega wątpliwości, że "Generał Nil" to kino bardzo poruszające i wydaje mi się, że powinno być ważne dla każdego Polaka. Mimo swoich wad i niedociągnięć warto go obejrzeć.

00:18, pan-audytor , Kino
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 kwietnia 2009
"Vicky Cristina Barcelona" (Soundtrack)

Vicky Cristina BarcelonaMówi się, że "Vicky Cristina Barcelona" to powrót Woody'ego Allena do wielkiej, reżyserskiej formy. Nie jestem wielkim miłośnikiem Woody'ego i z jego kilkudziesięciu filmów widziałem chyba trzy ale nawet z tak skromnym bagażem doświadczeń muszę stwierdzić, że film bardzo dobrze się ogląda. Jego fabułę oraz… piękne aktorki docenili krytycy przyznając bardzo wysokie oceny w swoich recenzjach. Natomiast mnie (tradycyjnie) zainteresowała muzyka obecna od początku do samego końca filmu.

Ten soundtrack jest przewrotny tak jak fabuła filmu. Z jednej strony łudzi słuchacza błogością, z drugiej skłania do refleksji. Całość ma przypominać i przypominać słuchaczowi sceny z filmy, ilustruje gorące hiszpańskie miasta, romantyczne uliczki w Barcelonie czy też przewiewne wnętrza. To wszystko w rytm charakterystycznej hiszpańskiej gitary tworzącej niezapomniany klimat.

Na płycie oprócz wspaniałych frywolnych, bardzo rytmicznych utworów jak "Barcelona", pojawiają się też nieco inne, stonowane, bardzo proste (sama gitara) ale niezwykle wymowne (parz "Granada"). Nie mam pojęcia kto wybierał utwory do filmu, bo nie jest to praca jednego autora ale musze przyznać, że skompletowanie takiego jednolitego stylistycznie i brzmieniowo soundtracku bez wielkich gwiazd było prawdziwym „strzałem w dziesiątkę”, który powinien zaowocować sukcesem komercyjnym.

Soundtrack do "Vicky Cristina Barcelona" to kolejna płyta idealna na lato. Jej wspaniałe dźwięki, sposób ekspresji a także ogromna obecność w filmie porównywalna do roli drugiego narratora tworzy z niej pozycję obowiązkową dla każdego kinomana, a szczególnie miłośnika Woody'ego Allena.  

środa, 22 kwietnia 2009
Myslovitz – "Miłość W Czasach Popkultury"(Reedycja)

Milosc_w_czasachPomyśleć, że to już 10 lat od chwili kiedy pojawiła się płyta, która nadała bieg karierze zespołu, który według mnie jest dzisiaj prawdziwym liderem na scenie alternatywnej.

Mówcie co chcecie ale w 1992 roku czyli wtedy kiedy Myslovitz rozpoczęli swoją działalność nie było ani Myspace’a, ani alternatywnych festiwali, wytwórni czy też konkursów z nagrodą w postaci nagrania płyty. Myslovitz zaczynali od zera, mieli trochę szczęścia ale także ogromne pokłady talentu i po kilku latach wytężonej pracy osiągnęli sukces. Jednak najważniejsze chyba jest to, że nigdy nie stoczyli się w ramiona bezbarwnej, nijakiej, wszędobylskiej komercji.

Kariera Myslovitz może przypominać ‘american dream’, o którym marzą setki zespołów na całym świecie. Myslovitz udało się i z pewnością ich kariera jest drogowskazem dla innych polskich, młodych zespołów. Przez ponad 17 lat istnienia nagrali siedem studyjnych płyt, zgarnęli kilka "Fryderyków", dwukrotnie zdobyli (wyświechtaną w ostatnich latach) nagrodę MTV EMA oraz w jakimś stopniu zaistnieli na zagranicznym rynku muzycznym poprzez wydanie angielskiej wersji albumu "Korova Milky Bar". Do tego bardzo zacnego zestawu trzeba doliczyć obecność w komercyjnych jak i niekomercyjnych stacjach radiowych, co jak na Polskie realia jest prawdziwym wyczynem. Osobiście wolę aby statystyczni Polacy jadący do pracy słuchali "Długości dźwięku samotności" niż kolejnych wynurzeń rezolutnej, półnagiej Dody.

"Miłość W Czasach Popkultury" ma 10 lat. Osobiście uważam, że jest to pierwszy naprawdę dobry album w historii zespołu. Jego wielkość docenili krytycy, szeroka publiczność (w pewnym momencie była to jedna z najlepiej sprzedających się płyt; łącznie sprzedano ponad 150 tysięcy egzemplarzy) oraz prawdziwi fani, którzy do tej pory tłumnie przybywają na koncerty. Wiem, że część z Was myśli, że już totalnie zbzikowałem na punkcie Myslovitz ale na szczęście ich muzyka potrafi bronić się sama. Wystarczy posłuchać kilku taktów gitary oraz przepięknego głosu Artura Rojka aby po raz kolejny popaść w prawdziwe uwielbienie. Dlatego z perspektywy lat można powiedzieć, że "Miłość W Czasach Popkultury" to pierwszy tak składny album w wykonaniu mysłowickiej grupy. Poprzednie trzy bezsprzecznie zawierały wielkie przeboje ale były to tylko rodzynki w cieście. "Miłość W Czasach Popkultury" trzeba traktować jako całość wypełnioną po brzegi mniej lub bardziej znanymi przebojami pasującymi do siebie jak puzzle układanki. Jej niezapomniany, nieco mroczny klimat, specyficzne brzmienia to zdecydowana wizytówka Myslovitz.

Dla zachęty i zapewne ku aprobacie wszystkich miłośników do reedycji dołożono drugą płytę zawierającą wszystkie utwory z płyty w wersji 'demo'. Owe 'demo' to nieco inne aranżacje momentami pozbawione 'ognia', części instrumentarium lub po prostu zagrane inaczej niż zwykle. Prawdziwa gratka dla kolekcjonera, tym bardziej, że cena płyty w porównaniu do ilości i jakości nagrań jest naprawdę bardzo satysfakcjonująca.

"Miłość w czasach popkultury" otworzyła drogę zespołu ku wielkiej sławie. Przez lata istnienia Myslovitz z Arturem Rojkiem na czele obrośli legendą. Podejrzewam, że każdy z nas zna choćby "Sprzedawców marzeń", "Scenariusz dla moich sąsiadów" czy "Acidland". To te piosenki, które mimo upływu lat ciągle mamy w pamięci, mogą śmiało aspirować do wielkich przebojów polskiej sceny muzycznej a sam zespół już zapisał się złotymi zgłoskami w historii polskiej muzyki rockowej.

wtorek, 14 kwietnia 2009
Byłem na świętach...

W te święta jak zwykle miałem zamiar dużo pisać tak aby was później raczyć jakimiś świetnymi tekstami  o nowych płytach i innych wydarzeniach muzycznych a tak naprawdę prawie nic nie zrobiłem… Trochę to dziwne bo od czwartku neta nie miałem a telewizja poza domem jawiła mi się trzema wspaniałymi kanałami telewizyjnymi. Cóż, najwidoczniej będę musiał przysiąść któregoś dnia i trochę popisać ale teraz pora na krótki skrót świąt.

Spartakus

"Spartakus" to jeden z tych starych filmów prezentowanych w te święta przez TVP, który obejrzałem… ale nie w całości;-) Wiadomo, Spartakus był niezłym chojrakiem, który rozgonił towarzystwo i stał się wodzem niewolniczego ludu. Przy okazji wyrwał łaskę, zebrał towarzycho i ruszył walczyć… i tutaj już nie wiem co się stało bo mnie wygonili z przed TV. Wikipedia później podpowiedziała mi, że podobno go dorwali i zabili jak zaczął za bardzo cwaniaczyć.

Oglądałem też "Klan", w którym jak zwykle wszyscy zapraszali się na śniadanie wielkanocne (nuda!) a na "Plebani" ludzie odprawiali poszczególne liturgie ale w tym roku zabrakło proboszcza (ktoś wie dlaczego?) więc nie oglądałem aż tak żarliwie. Widziałem natomiast niewiemktory odcinek "Mody Na Sukces" aby się dowiedzieć z kim jest Bruk i Ridż;-P Już teraz wiem, że Bruk była z Ridżem ale on stracił pamięć i jakaś inna (która to już?) lady go podrywa i robi w bambuko. Tak sobie myślę, że za 30-50 odcinków sprawa się wyjaśni ;-D Po to aby mózg mi się nie zlasował przy propozycjach TVP i Polsatu obejrzałem sobie nowy odcinek Losta i się przy nim nie nudziłem;-)

Żniwa

W Poniedziałek Wielkanocny po baaardzo długiej nocy, nie bardzo wyspany zobaczyłem u kuzyna na Gazecie.pl info o pożarze hotelu socjalnego. Rzeczywiście śmierć 21 (lub 22) osób nie jest czymś z czego należy robić żarty. Dla wielu osób jest to naprawdę wielka tragedia i z tym się chyba nikt spierać nie będzie.

Pożar w Kamieniu Pomorskim dla stacji telewizyjnych typu Polsat News czy TVN24 jest prawdziwym czasem żniw. Owe wysyłają zastępy swoich dziennikarzy, którzy przez 24 godziny rozprawiają o jednym i maglują temat na wszystkie strony... Na szczęście tym razem byłem pozbawiony tej  lichej przyjemności podziwiania morowych twarzy dziennikarek i dziennikarzy, patrzenia na zapętlony w nieskończoność obraz i słuchania odpowiedzi ciągle te same pytania. To już mnie zdążyło zmęczyć a po drugie jest to w znacznej mierze żerowanie na czyjejś tragedii...

Tam gdzie są kamery, tam też pojawiają się politycy. Do Kamienia Pomorskiego przybył Prezydent, Premier, ważni ministrowie i wszyscy (jak zwykle) zapewnili o swojej pomocy. Wiadome jest, że spora część z tych obietnic to tradycyjna, polska kiełbasa wyborcza i jak wozy satelitarne TVNu odjadą to o Kamieniu Pomorskim wszyscy zapomną i pomoc pozostanie w sferze marzeń. Jak na razie walka wyborcza Prezydent vs. Premier trwa. Prezydent ma już jakieś pretensje, Premier nadal obiecuje pomoc, razem szukają winnych - tylko czekać na sondaże, które wskażą bardziej wrażliwego!

Trzecią kwestią jest Żałoba Narodowa, która chyba na stałe wpisze się do polskiego krajobrazu. Nie mam zamiaru negować samej idei żałoby bo liczba ofiar za nią przemawia ale jej długość jest tematem bardzo spornym. Jak tak sobie popatrzyłem na inne kraje zachodniej Europy to długość tamtejszych dni żałoby po jakiejś katastrofie czy wypadku to zwykle jeden dzień. Mam osobiste wrażenie, że w Polsce żałoba ogłaszana przez Prezydenta jest elementem kiełbasy wyborczej i im dłuższa, tym wg Prezydenta lepsza co nie zawsze idzie w parze z odczuciami ludzi. Jak dla mnie trzy dni to zdecydowanie za długo. Jeden dzień wystarczyłby w zupełności i całe szczęści,  że Żałoba wypadła w dni neutralne tj. wtorek-czwartek i obeszło się bez ekscesów z odwoływaniem imprez, koncertów itp. Mam nadzieję, że przed Open’erem żaden samolot nie spadnie, nic nie spłonie lub się nie zawali bo inaczej byłby niezły ‘klops’.

Mógłbym na ten temat jeszcze troche popisać ale ktoś mnie wyręczył w tej notce na blogu "Z sosem czy bez?".

Epilog

Święta się skończyły. Najadłem się, wygadałem, wyśmiałem a od jutra pora powitać szarą rzeczywistość. Wam też w jej poznawaniu życzę powodzenia!;-)

22:14, pan-audytor , Wydarzenia
Link Komentarze (1) »
środa, 08 kwietnia 2009
M83 – Saturdays = Youth

M83 - Saturdays YouthMiałem dzisiaj nie pisać ale w końcu po długim przekonywaniu samego siebie doszedłem do wniosku iż warto by tak coś napisać bo blog zaczyna świecić pustkami;-P

A dlaczego dzisiaj piszę o M83? A dlatego, że tuż za oknem zobaczyłem pięknie świecący księżyc, którego blask idealnie wkomponowuje się w to, co zaprezentowali nam Francuzi na swoim kolejnym albumie, od którego wieczorami nie mogę się oderwać.

Piękne, melancholijne syntezatory, eteryczne wokale, delikatne, pulsujące rytmy mają w sobie coś 'fajnego', coś co świetnie relaksuje, pozwala odpłynąć w marzeniach ale jednocześnie nie nudzi i nie dłuży się. Nowe dzieło M83 to nieco ponad godzina muzyki (bardzo, bardzo dużo jak na zagranicznych wykonawców) opakowana w  zaledwie 11 kompozycji. Wśród nich ponad 10-minutowy, wybitnie relaksacyjny „Midnight Souls Still Remain” pozbawiony rytmu, z jednostajnym, hipnotyzującym dźwiękiem syntezatora. Co ciekawe jak słuchałem "Saturdays = Youth" od A do Z totalnie straciłem poczucie czasu chyba dlatego, że owa płyta została nagrana w formie setu i każdy z utworów przechodzi w kolejny tworząc jedną, wielką całość.

"Satrudays = Youth" to płyta z muzyką tła, z muzyką wywołująca bardzo subiektywne emocje, która gra na uczuciach słuchacza i najważniejsze: bardzo dobrze mi się kojarzy;-) Myślę, że nie raz zagości w mojej wiosenno-letniej playliście obok EPek Air France i paru innych płyt, o których postaram się Wam napisać dopiero po świętach ponieważ wyjeżdżam w siną dal!;-D

Wesołych Świąt!

sobota, 04 kwietnia 2009
Minął okrągły rok;-)

blox logoDzisiaj, 4 kwietnia mija dokładnie rok od kiedy blog ożył i działa bez większych przerw czasowych;-)

Sam nie wiem jak to wszystko się zaczęło i nabrało tempa;-D Pamiętam, że rok temu siedziałem tak jak teraz przed komputerem i pomyślałem (jak wielu) "A może zacząć znowu pisac bloga?", napisałem pierwszy wpis i z ogromną werwą przystąpiłem do pracy, która w przypadku pisania o muzyce jest bardzo przyjemna i odprężająca. Byłoby wręcz idealnie gdyby nie częste zawieszki Bloxa, które nie raz skasowały mi wpis (grrr...!!!). Dlatego od pewnego czasu przerzuciłem się na pisanie przez Worda i kopiowanie skończonego dzieła ale i z Wordem bywają problemy o czym za chwilę;-)

W sumie najcięższy był pierwszy miesiąc kiedy musiałem się stale mobilizować do pracy i miałem momenty żeby to wszystko rzucić i mieć spokój. Na szczęście złe chwile odeszły w niepamięć a pasja jaką jest dla mnie muzyka zwyciężyła! (kocham te frazesy!-;-P) Choć na początku miałem max kilka odwiedzin dziennie to po jakimś czasie z tych kilku zrobiło się kilkunaście a później kilkadziesiąt co rzecz jasna motywowało mnie do pracy;-) Teraz blog jest dla mnie normalnością, nie żyję pod presją kolejnej notki a piszę wtedy kiedy chce, co chce i to naprawdę mnie wciąga!;-)

Jeżeliby tak popatrzeć na bilans strat i zysków to praktycznie wszystko przemawia zdecydowanie na plus. Przez bloga mam pięknego, szybkiego laptopa, MP3kę, kilka ciekawych płyt, współpracuję z Muzyczną.pl, Infomuzyką i Heineken Music a poza tym nie nudzę się siedząc przed komputerem bo praktycznie zawsze mam coś do roboty. Pewnie gdybym nie pisał to grałbym w Literaki lub w Ogame a to na dłuższą metę nie jest zbyt ambitne, prawda?:->

Jak już sobie tak posłodziłem to teraz będę się kajał;-P Wiem, że zdecydowaną większość z Was denerwują błędy na blogu co zazwyczaj jest moją winą choć czasem Word lubi mi 'pomóc' podmieniając literki w wyrazach^^ Wszystkich po raz kolejny przepraszam i obiecuje poprawę ale nie wiem czy Word się zgodzi ze mną pogadać:-P Poza tym czasem niektóre teksty ewidentnie mi nie wychodzą. Oczywiście nie powiem Wam które to ale jak je teraz czytam to widzę jak ich styl 'leży i kwiczy'. Cóż, cały czas się uczę pisać i dlatego popełniam błędy ale liczę na waszą pomoc (mail: pan-audytor@gazeta.pl) jeżeli znajdziecie jakieś "z" zamiast "ż" lub jakieś przekombinowane zdanie/a;-P  

To byłoby na tyle, i tak się za bardzo rozpisałem^^

21:28, pan-audytor , Inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 marca 2009
Air France - "On Trade Winds EP" oraz "No Way Down EP"

Air France - One Trade WindsTen tekst miał powstać już tydzień temu, w Dzień Wiosny ale jak popatrzyłem sobie na kupkę śniegu przed domem w to sobie odpuściłem. Wczoraj było nieco inaczej. Słońce zaświeciło, zrobiło się cieplej i nawet sobie w pokoju przewietrzyłem szpargały;-)

Air France to francuskie linie lotnicze a także dwaj młodzi Szwedzi istniejący na rynku muzycznym od 2006 roku kiedy to wydali swoje pierwsze dzieło czyli EPkę "On Trade Winds", o której wtedy słyszeli tylko najbardziej 'obcykani' dziennikarze muzyczni. Dwa lata później ukazał się ich kolejny minialbum: „No Way Down”, który przyniósł Air France dość sporą popularność co zaowocowało ich obecnością w Polsce na zaproszenie warszawskiego kolektywu AM Radio. Od tamtej pory o Szwedach zrobiło się nieco głośniej także w Polsce.

Air france - No Way DownPiszę o tych dwóch EPkach jako jednej ponieważ razem się uzupełniają i są do siebie bardzo mocno zbliżone zarówno pod względem brzmienia jak i ogólnego klimatu. Air France zdobyli moje serce swoją nietuzinkowością. Ich produkcje to zdecydowany brak ciężkich basów, rytmów czy przesterowanych syntezatorów. Szwedzi poszli w nieco inną stronę obdarzając nas tropikalnymi samplami ozdabianymi wycinkami rozmów, odgłosami przyrody wzmacnianymi brzmieniem gitary czy tamburyna. Do tego trzeba 'dołożyć' eteryczne, delikatne wokale ("Collapsing At Your Doorstep", "No Excuses") oraz wyśmienite intra, które otwierają każda z EPek. Całość czyli łącznie dziesięć utworów bardziej przypomina instrumentalno-elektroniczną bossa novę niż typowe klubowe brzmienia ale zdecydowanie nadaje się na letnie wieczory przy mrożonej herbacie;-)

Słuchając Air France można odnieść wrażenie, ze Szwecja stoi optymizmem a przecież jest to dość chłodny kraj północnej Europy. Nie mam pojęcia skąd ci dwaj panowie wzięli natchnienie do skomponowania tych naprawdę bardzo barwnych, optymistycznych nagrań ale mam nadzieję, że to nie koniec!;-)  "On Trade Winds EP" oraz "No Way Down EP" polecam szczególnie tym wszystkich, których trzyma zimowa depresja. Te utwory z pewnością Was uleczą;-)

czwartek, 26 marca 2009
Czwartek bez Openerowych wieści? Ależ skąd!

Opener ScenaOd kilku tygodni czwartek był dniem zarezerwowanym dla Openerowych gwiazd ale w tym tygodniu jest nieco inaczej. Dzisiaj w Studiu Trójki na 95% (5% to 'niespodzianka!’) nie pojawi się Mikołaj Ziółkowski a na blogu nie będzie Openerowej notki;-) Na szczęście brak wieczornych emocji mogę Wam zrekompensować dwoma tekstami mojego autorstwa, które kilka-kilkanaście dni temu ukazały się w Muzycznej oraz w oficjalnym serwisie Heineken Music, do których chciałbym Was teraz odesłać:

Heineken Open’er Festival 2009 za 100 dni (Muzyczna.pl)- małe podsumowanie tego co już wiemy.

Koncert Arctic Monkeys w klubie Apollo (Oficjalny Serwis Heineken Music) - recenzja koncertowego DVD Arctic Monkeys, jednego z headlinerowców tegorocznej edycji.

Miłego czytania;-) 

15:04, pan-audytor , Festiwale
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22