statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
sobota, 19 grudnia 2009
"Rewers"

RewersJak mówię moim znajomym o dobrym, polskim kinie to oni kręcą nosem i mówią, że nie ma na co patrzeć i nie ma się czym zachwycać. Natomiast kiedy ja jeżdżę po naszych komediach romantycznych to oni mówią, że te akurat są ‘fajne’, ‘super’ i że się nie znam…

Problem naszego kina jest prosty – brak dobrego scenariusza, z którego może powstać porządne dzieło. Biznes filmowy bardziej czeka na kasę niż na jakieś tam nagrody na jakiś tam polskich czy zagranicznych festiwalach. Łatwiej nakręcić komedie romantyczną, zatrudnić pięknych aktorów, kupić kilka chwytliwych piosenek (później sprzedanych na soundtracku) i w ten sposób zaciągnąć ludzi do kina żeby przeżyli ‘coś pięknego’ niż wyprodukować, wspomóc finansowo coś cholernie ambitnego, a jednocześnie bardzo miłego dla odbiorców.

Pod tym względem "Rewers" ( oraz jeszcze kilka tegorocznych produkcji obecnych na festiwalu w Gdyni) zdaje się wybijać. Po pierwsze nie jest to kino tak nudne jak ubiegłoroczny laureat Złotych Lwów - "Mała Moskwa", nie przedstawia komunizmu w tak złym świetle ale na podstawie takiej, a nie innej rzeczywistości buduje zgrabną fabułę opartą na nieszczęśliwej miłości.

Chyba można wyróżnić trzy bardzo mocne strony tego filmu:

  1. Świetną fabułę (już wyżej wymienioną) mówiącą przede wszystkim o poszukiwaniu amanta dla córki, jak i o miłości, która w pewnym sensie była fałszywa i jak się okazało – źle się skończyła oraz o złotej monecie, której główne bohaterki chcą się za wszelką cenę pozbyć ale jednocześnie zachować dla siebie.
  2. Zdjęcia czyli wyśmienite czarno-białe odcienie, gra świateł, charakterystyczne ujęcia nadające przeuroczy klimat i jak oglądałem to tak jakoś mi się "Pora Umierać" skojarzyła;-)
  3. Muzykę Włodka Pawlika (muszę ją zdobyć!) upiększającą, jak również budującą (razem z wyżej wymienionymi punktami) nastrój całości.

Zdjęcia, muzyka jak również świetna obsada (Buzkówna, Janda, Dorociński) to zasadnicze plusy tego dzieła. Chociaż większych wpadek brak to mimo wszystko jest w tym dziele pewien denerwujący wytrych. Chodzi o takie ‘wstawki’ z przyszłości, kręcone normalną, kolorową kamerą, praktycznie nic nie wnoszące ale burzące klimat. Niby nic takiego ale niestety irytuje.

Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolony. Bardzo dobry, polski film, który nie dość, że uspokoił krytykę poirytowaną ubiegłorocznymi laureatami na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni to do tego jeszcze ma realne szanse na Oscara (o ile zostanie nominowany) czego mu naprawdę życzę. Gorąco polecam!

sobota, 02 maja 2009
"Generał Nil"

general nilOstatnie lata polskiego kina to wyraźny podział na dwa gatunki filmowe: marne, nijakie a nawet głupie komedie romantyczne oraz lepsze lub gorsze kino historyczne. Tę druga kategorię filmową na dobre zapoczątkował Andrzej Wajda prezentując wszystkim "Katyń", który swego czasu "Polityka" 'reklamowała' jako  „dzieło, na które warto się wybrać choćby ze względu na kryzys twórczy Wajdy”. Rzeczywiście, film osiągnął sukces. Ludzie poszli do kin, sale pękały w szwach a przy okazji kolejnego dzieła Wajdy wszyscy z nas przeżyli lekcję historii. "Katyń", choć nieco nudny, został nominowany do Oskara, którego i tak nie zdobył.

Za sukcesem "Katynia" poszli inni twórcy. Pojawiły się filmy o życiu Jana Pawła II, o ks. Popiełuszce a ostatnio dwa nowe: "Generał - zamach na Gibraltarze" oraz nieco zbliżony tematycznie "Generał Nil" traktujący o gen. Emilu Fieldorfie zabitym w 1952 roku przez komunistów.

"Generał  Nil" to kolejny film przybliżający nam ważną postać historyczną. O ile o Katyniu czy o Janie Pawle II słyszał prawie każdy to o Emilu Fieldorfie zapewne niewielu dlatego funkcja dydaktyczna filmu jest jak najbardziej widoczna. Całość wyreżyserował zaprawiony w bojach "Ryszard Bugajski" mający na swoim koncie reżyserie takich filmów jak "Śmierć rotmistrza Pileckiego" czy "Solidarność, Solidarność". Główna rola, rola Emila Fieldorfa przypadała nie byle komu bo Olgierdowi Łukaszewiczowi. Łukaszewicz musiał się zmierzyć z przestawieniem człowieka-legendy w sposób bardzo naturalny i zapadający w pamięć co w mojej ocenie jak najbardziej się udało.

Fabuła filmu w dużej mierze oparta jest o życie zawodowe generała. Bugajski przedstawia jego zasługi podczas kierowania dywersją AK, zesłanie na Syberię oraz powrót do ojczyzny gdzie zostaje aresztowany i w ustawionym procesie skazany na śmierć. Podczas tych scen nieco bliżej poznajemy kilku innych żołnierzy oraz cywilów walczących i cierpiących za ojczyznę. Obserwujemy brawurową akcję zabicia Franza Kutschery oraz dokładnie śledzimy chwile od obserwacji przez aresztowanie aż po wykonanie wyroku. Ta ostatnia część, choc momentami bardzo wymowna była zdecydowanie za długa. Myślę, że to co Bugajski przestawił w ok. 40 minutach filmu mogłoby się z powodzeniem zmieścić w 15-stu.

"Generał Nil" to także opowieść o generale mężu, ojcu i dziadku powracającym do swojej rodziny po latach na Syberii. Fieldorf miał problem z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, próbował odzyskać zaufanie rodziny, a ujawniając swoją postać chciał godnie spędzić resztę życia. Tak się jednak nie stało i to co generał uważał za sprawiedliwe i uczciwe wobec innych polaków obróciło się przeciwko niemu.

Wśród scen związanych z rodziną Fieldorfa moją uwagę zwróciła ta podczas widzenia generała z rodziną. Córki z żoną krzykiem i płaczem błagały ojca o napisanie pisma o łaskę, którego generał nie chciał napisać. Pod naciskiem rodziny Fieldorf zaakceptował prośbę co wywołało wielką radość. Cała scena miała być wzruszająca a tak naprawdę była przerysowana i wzruszała jak 3672 odcinek "Mody na sukces". Wydaje mi się, że zabawa konwencją "nakrzyczeć, nawrzeszczeć, popłakać" powinna odejść w zapomnienie, przynajmniej w tej żeńskiej obsadzie.

Nie ulega wątpliwości, że "Generał Nil" to kino bardzo poruszające i wydaje mi się, że powinno być ważne dla każdego Polaka. Mimo swoich wad i niedociągnięć warto go obejrzeć.

00:18, pan-audytor , Kino
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 stycznia 2009
"Czeski Sen"

Czeski SenDwóch studentów Wydziału Filmowego i Teatralnego Akademii Muzycznej w Pradze wpadło na pomysł nakręcenia filmu o swoich rodakach, których chęć bogacenia się i wiara w reklamę miała ogromny wkład w powstanie tego bardzo interesującego dzieła. Mimo, że film traktuje o sprawach przyziemnych, takich jak tanie zakupy w supermarkecie to bardzo mocno przyczynił się do krytyki czeskiego rządu za nieudolną i drogą promocję wstąpienia Czech do Unii Europejskiej. "Czeski Sen" to nie tylko obraz współczesnych, zachłyśniętych wolnością Czech ale całego rozwiniętego, konsumpcjonistycznego świata.

Vít Klusák i Filip Remunda postanowili ‘otworzyć’ (cudzysłów celowy) supermarket. W tym celu, pod okiem fachowców, całkowicie odmienili swój wizerunek stając się ‘wytrawnymi’ biznesmenami, którym można zawsze zaufać;-) Z kamerą odwiedzili agencje reklamowe, grafików, kolporterów a nawet specjalistyczne ośrodki badania opinii publicznej oraz gościli w studiu muzycznym. W ten sposób powstała nazwa supermarketu czyli tytułowy Czeski Sen, w sumie niezła piosenka i ogromna strategia promocyjna. W prasie, radiu, telewizji oraz w Internecie i na ulicach pojawiły się masowo pierwsze bardzo wyrafinowane reklamy w formie teaserów. Dwa dni przed otwarciem mieszkańcy Pragi dowiedzieli się gdzie znajduje się owy wspaniały supermarket.

Kampania promocyjna przyniosła wspaniały efekt – na otwarcie przyszło kilka tysięcy ludzi. O 10:00 31 maja 2003 roku otworzono barierki i tych kilka tysięcy ludzi rzuciło się w pogoń przez łąkę po nowy telewizor za 500 koron czy aparat za.. 17(!!!);-) Kiedy wszyscy dobiegli do ogromnej fasady (100 m dł., 10 m wys.) okazało się, że Czeski Sen nie istnieje a fasada to tylko imitacja zbudowana z rusztowań;-) Niektórzy byli rozbawieni, inni zdenerwowani a jeszcze inni omal nie roznieśli autorów filmu zarzucając im ogłupianie społeczeństwa. W krótkim czasie w mediach pojawiły się artykuły, wywiady i dyskusje dotycące tego wydarzenia. Oliwy do ognia dodał fakt iż projekt był współfinansowany przez czeskie Ministerstwo Kultury. 'Oberwało się' także całemu rządowi o czym pisałem we wstępie.

"Czeski Sen" ma ogromne znaczenie socjologiczne. Żyjemy w czasach, w których znaczenie reklamy, jej percepcja jest ogromna a potencjalny obywatel bardzo wybredny. Choć osobiście nie słyszałem o podobnej akcji na tak szeroką skalę to jestem przekonany o tym, że podobna mogła mieć miejsce w prawie każdym kraju Europy. Przecież każdy z nas kocha promocje i czasem kupuje coś co nie jest mu potrzebne;-) Vít Klusák i Filip Remunda w filmie skorzystali z łatwowierności i naiwności ludzi ale całość nakręcli bardzo obiektywnie, a najważniejsze – z pomysłem i to największy atut "Czeskiego Snu".

16:11, pan-audytor , Kino
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 stycznia 2009
"Gomorra"

GomorraPierwszy raz zdarza mi się pisać o prawdziwej 'świeżynce' czyli o "Gomorze", która właśnie dzisiaj wchodzi (tzn. już wczoraj weszła) na ekrany polskich kin. Tak się złożyło, że film oglądałem już jakiś czas temu i tak 'się wkręciłem', że postanowiłem sięgnąć po pierwowzór, czyli po książkę Roberto Saviano pod tym samym tytułem;-) Film, tak jak się niestety spodziewałem jest tylko zbiorem drobnych wycinków książki. Fakt, niektóre obrazki mogą robić ogromne wrażenie ale nie jest to jakieś arcydzieło na co może wskazywać Grand Prix na zeszłorocznym festiwalu w Cannes.

"Gomorra" opowiada o włoskiej mafii, kamorze, która prawie niczym nie przypomina scen znanych z "Ojca Chrzestnego" czy historii Ala Capone. Wyraźne podobieństwo jest w zasadzie jedno – zarabianie ogromnych sum pieniędzy na lewych interesach, które w przypadku kamorry mają miejsce w Neapolu i jego okolicach. Te ogromne pieniądze, żądza władzy prowadzą do konfliktów, napięć, starć, które mafia potrafi dyskretnie uciszyć w ciągu kilku minut.

O ile książka zawiera szczegółowo opisane wydarzenia, mechanizmy, powiązania mafijne to film, pisząc kolokwialnie, leci po łebkach. Fabuła filmu została stworzona dosłownie na siłę i kiedy oglądałem "Gomorę" bez książkowego przygotowania to tak naprawdę trudno mi było zrozumieć co tak naprawdę autor miał na myśli. Nie mam pojęcia dlaczego nikt wpadł na pomysł dobrze skonstruowanej, konkretnej narracji a jedynie zostało umieszczone kilka tekstowych zdań zaczerpniętych z książki tuż przed napisami końcowymi.

Ok, marność fabuły mamy za sobą. Teraz może kilka dobrych słów o "Gomorze";-D Najlepiej w całym filmie wypadają zdjęcia. Widok zaniedbanych blokowisk, pełnych ludzi bez pracy a jedynie na utrzymaniu kamorry (rodziny kamorystów, także tych w więzieniu dostają comiesięczne 'pensje') robi ogromne wrażenie. Obraz krwi, strzelanin, ucieczek został przedstawiony tak powszednio jakby to była normalność dla mieszkańców tamtejszych okolic. Według Saviano dla ludzi kamorry człowiek był jedną sztuką porównywalną do towaru w sklepie i właśnie to udało się uchwycić Marco Onorato.

Nie chce pisać o aktorach, tym bardziej, że część z w rzeczywistości była związana z mafią i ostatnio utraciła część swojego nazwiska na rzecz inicjału;-P No cóż, aktorzy grający w tym filmie to nie była śmietanka hollywoodzkiego kina a ludzie częściowo z castingów, z ulicy ale to w pewnym sensie dodaje uroku całości;-)

"Gomorra" nie powaliła mnie, nie rzuciła na kolana, nie kopnęła w kosmos ale niestety trochę rozczarowała. Domyślam się, że trudno było stworzyć fabułę z książki podzielonej na nieco różniące się tematyką rozdziały. To co widać w filmie pokazuje naprawdę niewiele z wersji drukowanej. Trzeba przyznać, ze jest to film trudny w odbiorze i raczej należy go traktować jako zachętę do przeczytania całości autorstwa Roberto Saviano.

01:05, pan-audytor , Kino
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 października 2008
"The Dark Knight"

The dark Knight plakatNigdy nie byłem prawdziwym fanem Batmana. Nigdy nie oczekiwałem z jakimś napięciem na którąś z części jego przygód. "The Dark Knight" obejrzałem tylko po to aby zweryfikować pojawiające się informacje o wprost fantastycznej grze Heatha Ledgera odtwórcy roli Jokera

Historia jest dziecinnie prosta. W mieście policja i prokuratura wydaje wojne gangom. W roli wielkich stróżów prawa mamy rzecz jasna Batmana, porucznika Jima Gordona i prokuratora Harvey'a Denta. Oczywiście najgroźniejszym przestępcą jest Joker, który jak zwykle chce poznać tożsamość Batmana i wraz z biegiem wydarzeń doprowadza do kilku katastrof. Musze  przyznać, że rola Heatha Ledgera to prawdziwy majstersztyk! Długie miesiące przygotowań, które doprowadziły do załamania nerwowego i śmierci (w rzeczywistości) dały owoc niezwykłej naturalności, ekspresyjności i niepowtarzalności. Moim zdaniem to co zrobił Heath Ledger to jeden z niewielu filarów podtrzymujących "Dark Knighta" na wysokim poziomie i jestem przekonany, że zasługuje na Oskara.   

"The Dark Kinght" to jeden z niewielu filmów sensacyjnych, na którym prawie przysnąłem. Akcja mówiąc najoględniej po prostu się wlecze w nieskończoność... Oglądając film miałem poczucie, że nie warto jest 'załapać króliczka (tj. Jokera)' ale 'gonić go' no bo dlaczego nie nakręcić jeszcze kilku części? Wszystko było takie przewidywalne, ograne, mało interesujące, że nawet efekty specjalne nie zrobiły na mnie jakiegoś większego wrażenia. Aż trudno mi uwierzyć, że film za tak ogromną sumę pieniędzy (czyli jakieś 185 milionów dolarów) może być tak nudny! Zapewne sekret jego popularności tkwi w domniemanym fatum czyhającym nad aktorami, a którego pierwszą ofiarą był Heath Ledger. Jak widać w dobry PR to podstawa sukcesu!;-P

"The Dark Knight" choć niezwykle popularny, bijący rekordy oglądalności nie potrafił mnie zainteresować.. Gdyby nie rola Heatha Ledgera to kolejna część Batmana stałaby się bardzo mizernym komercyjnym hitem, o którym szybko byśmy zapomnieli. 4/10 (a dla Heatha zasłużone 9,5/10).

23:34, pan-audytor , Kino
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 października 2008
"Tulipany"

tulipany okładkaOj dawno tu było o filmach. Pora nadrobić zaległości;-) "Tulipany" to film nie taki nowy ale zwrócił moją szczególną uwagę i musiałem go obejrzeć. Na początku trafił mi w ręce soundtrack w wykonaniu Leszka Możdzera oraz Daniela Blooma, o którym napisze w kolejnym wpisie. Po jakimś czasie wsłuchiwania się w ścieżkę dźwiękową udało mi się zdobyć film. I taka jest krótka historia tego wpisu;-)

"Tulipany" to film o trzech starszych panach. Jeden z nich, Mały (w tej roli Zygmunt Malanowicz) jest zapalonym rajdowcem i uważa, że musi odbyć rajd wieńczący jego karierę. Niestety problemy ze zdrowiem utrudniają mu przygotowania a podczas pobytu w szpitalu jego Ford Capri zapada się pod ziemie. Syn Małego, Dzieciak (w tej roli Andrzej Chrya) postanawia odszukać rajdowy samochód ojca i nic o sprawie nie mówić aby nie pogorszyć jego stanu zdrowia. Jak się później okazuje, rozwiązanie zagadki zaginięcia jest bardzo proste a nawet zabawne;-D

Co podobało mi się w tym filmie? Po pierwsze - zdjęcia i muzyka. Niezwykle wymowne, kręcone głównie w sepii przedstawiające krajobrazy, miejsca melancholijnie współgrające z foretepianowymi utworami. Wspaniałe przeżycia! Po drugie - rola Chryry i Nowickiego. Andrzeja Chryę po prostu uwielbiam. Jego gra jest pełna ekspresji, inności, takiego powiewu świeżości w polskim kinie w ostatnich latach. Szkoda, że nie wystąpił w parze z Magdaleną Cielecką a z Iloną Ostrowską (znaną bliżej z serialu "Ranczo" - serial no comment...). Jan Nowicki zaskoczył mnie swoją naturalnością. Zwykle jego role specjalnie mnie nie ciekawiły ale tym razem aż miło było papatrzeć;-)

Trochę nasłodziłem a teraz będę krytykował;-P Jedną z kilku postaci polskiego kina, które wybitnie działają mi na nerwy jest Tadeusz Pluciński, jeden z głównych bohaterów. Już sam jego widok mnie denerwuje a sztuczność dobija... Więcej filmów z jego udziałem nie planuję oglądać i Wam też nie radzę...

"Tulipany" to w sumie dobry film. Ciekawa fabuła, zdjęcia, muzyka i dobrzy aktorzy to chyba główne zalety tego filmu. Mi się podobało;-) 8/10.

10:32, pan-audytor , Kino
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 września 2008
33. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni - relacja

Uprzejmie informuje, że na moim Blipie http://audytor.blip.pl za chwilkę zaczynam relacje z gali 33. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Pierwotnie miałem pisać tutaj ale niestety przez moje przeziębienie nie chcę 'latać' z pokoju do pokoju (w jednym TV, w drugim komputer) aby jeszcze bardziej się nie przeziębić;-) Wszystkich zainteresowanych zapraszam do śledzenia wpisów na Blipie.

21.09.2008r. - 14:10:29 - EDIT

Wszyscy, którzy mają ochotę poczytać to co wczoraj pisałem zapraszam pod ten adres;-)

21:02, pan-audytor , Kino
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 lipca 2008
"Pora umierać"

pora umieraćPolskie kino od początku XXI wielku nauczyło mnie, że dobrym, polskim filmem jest dramat, najczęsciej smutny i bez happy endu jak poruszający "Plac Zbawiciela", "Komornik" ze świetnym Chyrą w roli głównej czy też "Jestem" z fantastycznie zapowiadającym się Piotrem Jagielskim. Na szczęście ten zauważalny trend powoli zanika i wśród polskich, dobrych filmów pojawiają się także i te niosące jakąś radość, bawiące ale skłaniające do przemyśleń. W ubiegłym roku podziwiałem "Sztuczki" Andrzeja Jakimowskiego nagradzane na festiwalach na całym świecie a wczoraj dzięki uprzejmości Canal+ miałem przyjemność obejrzeć "Pora umierać", nowe dzieło Doroty Kędzierzawskiej uczestniczące w konkursie Festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu.

"Pora umierać", historia mówiąca o starszej pani Anieli, mieszkanki podniszczonej willi, którą jej syn chce sprzedać bogatemu sąsiadowi przy jej wyraźnemu sprzeciwowi. Pani Aniela mieszka sama z psem - Filadelfią (albo Filą - jak kto woli). Dzień wypełniają jej podglądanie lornetką sąsiadów, czytanie wierszy, rozmowy z psem i długie godziny spędzone na wspominaniu tego, co już kiedyś się wydarzyło.

Film opraty na długich, niezwykle wymownych ujęciach (którym czasem towarzyszy równie wymowna, fortepianowa muzyka) przepełnionych monologami głównej bohaterki mógłby się wydawać bardzo nudny. A nie jest! Zasługa w tym Danuty Szaflarskiej, która mimo zacneg wieku (90lat) potrafiła stworzyć kreacje bardzo naturalną, pełną uroku i nostalgii. Sarkastycznym humorem oraz niebywałą szczerością potrafi skompromitować wysłannika sąsiada przychodzącego do niej z 'biznesikiem' czy też uszczypliwym komentarzem doprowadzić swoją arogancką wnuczkę do łez. Jako pani domu potrafi być zawistna i mściwa wobec lekceważącego ją syna i wnuczki a łaskawa dla swojej synowej, która ujęła się za nią podczas podsłuchanej rozmowy oraz bardzo rozrzutna dla oginska młodzieżowego, któremu przepisała willę. Każde zdanie i towarzyszący mu język ciała głównej bohaterki jest tak prawdopodobne, że aż trudno w nie nie uwierzyć, nie poczuć tej radości życia jaka emanuje od tej starszej (choć nie uważającej się za starszą) pani.

Po obejrzeniu "Pora umierać" odnoszę wrażenie, że starość potrafi być 'fajna', przepełniona drobnymi rozrywkami, które dają niespotykaną przyjemność i są ucieczką od szarej rzeczywistości. Dla mnie film - poezja!;-) 9,5/10

16:08, pan-audytor , Kino
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 czerwca 2008
"Heima"

heimaFilmy oparte o muzykę to jeden z moich ulubionych gatunków. Jednym z nich jest "Heima", która przedstawia nam trasę koncertową zespołu Sigur Ros po ich rodzinnym kraju Islandii. Można powiedzieć, że jest to bardzo rozbudowany dokument ukazujący poszczególne przystanki trasy artystów z 2006 roku opatrzony krótkimi komentarzami każdego z członków zespołu. Całość uzupełnia piękna, wykwintna muzyka połączona z czarem islandskich pejzaży.

Trudno mi nie chwalić "Heimy" i zespołu Sigur Ros. Już sama idea powrotu do domu ('heima' znaczy 'w domu') i zagrania zupełnie niezapowiedzianej trasy koncertowej budzi zachwyt. Do tego trzeba jeszcze dołożyć to, że wszystkie koncerty były zagrane w dość 'dziwnych' miejscach. W szczerym polu, wiejskim domu kultury czy w starej, opuszczonej fabryce. Ważnym atutem filmu jest profesjonalne przedstawienie fantastycznej, dzikiej przyrody Islandii, która naprawdę zapiera dech w piersiach. Urok tych miejsc i krajobrazów połaczony z magiczną mocą muzyki prosto z płyty "Takk..." spowodował, że nie mogłem się oderwać. Dawno już czegoś takiego nie widziałem;-)

Jedynie co mnie martwi to to, że film nie znalazł w Polsce dystrybutora... Wiem, że kino rządzi się swoimi prawami, i że multipleksy wolą puszczać jakiś kompletny 'shit' ale "Heima" to film stworzony dla kin studyjnych wyposażonych w dobry system nagłośnienia i szkoda, że nikt się nim nie zainteresował. Co tu dużo pisać. "Heime" trzeba po prostu obejrzeć! Zasłużone 10/10;-)

Wam przedstam wam teledysk do utworu "Glósóli" Sigur Ros, który jest jednym z moich ulubionych teledysków w historii;-)

Sigur Ros - "Glósóli"

16:52, pan-audytor , Kino
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 czerwca 2008
"21"

21"21" od ładnych kilkunastu tygodni robi furrorę za Atlantykiem. W ostatni weekend zawitał (wreszcie) do Polski. Wcześniej w sklepach pojawił się znakomity soundtrack do filmu ale jemu poświęcę odrębną notkę;-D Przyznam, że na "21" czekałem z ogromną niecierpliwością aż w końcu się doczekałem. Po obejrzeniu doszedłem do wniosku, że prócz muzyki w filmie nie ma nic tak piorunującego i zaskakującego jak sobie wyobrażałem.

Film opowiada o grupie studentów, którzy pod kierownictwem profesora matematyki zajmują się ograbianiem kasyn pewnym systemem gry w BlackJack'a. Proceder liczenia kart choć jest w pełni legalny to sprowadza na bohaterów ogromne ryzyko wykrycia przez właścicieli kasyn. Nasz główny bohater, Ben Campbell mimo złamania swych zasad moralnych dołącza do tej grupy po to aby zarobić na swoje wymarzone studia medyczne. Reżyser filmu Robert Luketic nie popisał się i poszedł na filmową "łatwiznę" odgrzewając po raz kolejny motyw moralności w zarabianiu pieniędzy.

Podczas seansu nie odczułem prawie żadnego dreszczyku emocji co dziwne jak na tego typu produkcje. Zagrywki przy stołach były nakręcone tak aby się nikt nimi nie interesował i niewiele zrozumiał. Już więcej emocji mam z pokera pokazywanego na Eurosporcie niż z tego co było pokazane w filmie;-P Reszta "21" to nie film a drewno. Akcje w kasynach powtarzane kilkakrotnie bez większych emocji chyba tylko po to aby maksymalnie wynudzić widza i wydłużyć film a dialogi niekiedy przypominały pojedyńcze odcinki "Klanu". Oj trzeba się było przemęczyć...

Po "21" spodziewałem się czegoś więcej i po obejrzeniu czuje pewien niesmak... W zasadzie to nie warto na ten film iść bo nie ma tak naprawdę po co... Lepiej przejść się do Empika po soundtrack;-D

Jak dla mnie 5/10 (Nie jestem zbyt wyrozumiały?).

17:48, pan-audytor , Kino
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2