statystyka
Katalog Dobrych Stron DI
sobota, 06 marca 2010
KAMP! solidnie remixuje!

kamp`W ostatnim czasie odwiedziłem moją babcie, która zrugała mnie za same plany tańczenia w Wielkim Poście… Ale jak tu nie tańczyć skoro nogi same rwą się do tańca?;-)

Wszystko to za sprawą miażdżącego remixu autorstwa bardzo aktywnej oraz naprawdę bardzo obiecującej grupy KAMP!, który trafił na moją skrzynkę mailową w połowie tego tygodnia.

Powiewający wiosennym samplem remix utworu "It is so" Natalie and The Loners (Natalii Fiedorczuk) możecie pobrać klikając w poniższy link:

KLIK!

środa, 08 kwietnia 2009
M83 – Saturdays = Youth

M83 - Saturdays YouthMiałem dzisiaj nie pisać ale w końcu po długim przekonywaniu samego siebie doszedłem do wniosku iż warto by tak coś napisać bo blog zaczyna świecić pustkami;-P

A dlaczego dzisiaj piszę o M83? A dlatego, że tuż za oknem zobaczyłem pięknie świecący księżyc, którego blask idealnie wkomponowuje się w to, co zaprezentowali nam Francuzi na swoim kolejnym albumie, od którego wieczorami nie mogę się oderwać.

Piękne, melancholijne syntezatory, eteryczne wokale, delikatne, pulsujące rytmy mają w sobie coś 'fajnego', coś co świetnie relaksuje, pozwala odpłynąć w marzeniach ale jednocześnie nie nudzi i nie dłuży się. Nowe dzieło M83 to nieco ponad godzina muzyki (bardzo, bardzo dużo jak na zagranicznych wykonawców) opakowana w  zaledwie 11 kompozycji. Wśród nich ponad 10-minutowy, wybitnie relaksacyjny „Midnight Souls Still Remain” pozbawiony rytmu, z jednostajnym, hipnotyzującym dźwiękiem syntezatora. Co ciekawe jak słuchałem "Saturdays = Youth" od A do Z totalnie straciłem poczucie czasu chyba dlatego, że owa płyta została nagrana w formie setu i każdy z utworów przechodzi w kolejny tworząc jedną, wielką całość.

"Satrudays = Youth" to płyta z muzyką tła, z muzyką wywołująca bardzo subiektywne emocje, która gra na uczuciach słuchacza i najważniejsze: bardzo dobrze mi się kojarzy;-) Myślę, że nie raz zagości w mojej wiosenno-letniej playliście obok EPek Air France i paru innych płyt, o których postaram się Wam napisać dopiero po świętach ponieważ wyjeżdżam w siną dal!;-D

Wesołych Świąt!

niedziela, 29 marca 2009
Air France - "On Trade Winds EP" oraz "No Way Down EP"

Air France - One Trade WindsTen tekst miał powstać już tydzień temu, w Dzień Wiosny ale jak popatrzyłem sobie na kupkę śniegu przed domem w to sobie odpuściłem. Wczoraj było nieco inaczej. Słońce zaświeciło, zrobiło się cieplej i nawet sobie w pokoju przewietrzyłem szpargały;-)

Air France to francuskie linie lotnicze a także dwaj młodzi Szwedzi istniejący na rynku muzycznym od 2006 roku kiedy to wydali swoje pierwsze dzieło czyli EPkę "On Trade Winds", o której wtedy słyszeli tylko najbardziej 'obcykani' dziennikarze muzyczni. Dwa lata później ukazał się ich kolejny minialbum: „No Way Down”, który przyniósł Air France dość sporą popularność co zaowocowało ich obecnością w Polsce na zaproszenie warszawskiego kolektywu AM Radio. Od tamtej pory o Szwedach zrobiło się nieco głośniej także w Polsce.

Air france - No Way DownPiszę o tych dwóch EPkach jako jednej ponieważ razem się uzupełniają i są do siebie bardzo mocno zbliżone zarówno pod względem brzmienia jak i ogólnego klimatu. Air France zdobyli moje serce swoją nietuzinkowością. Ich produkcje to zdecydowany brak ciężkich basów, rytmów czy przesterowanych syntezatorów. Szwedzi poszli w nieco inną stronę obdarzając nas tropikalnymi samplami ozdabianymi wycinkami rozmów, odgłosami przyrody wzmacnianymi brzmieniem gitary czy tamburyna. Do tego trzeba 'dołożyć' eteryczne, delikatne wokale ("Collapsing At Your Doorstep", "No Excuses") oraz wyśmienite intra, które otwierają każda z EPek. Całość czyli łącznie dziesięć utworów bardziej przypomina instrumentalno-elektroniczną bossa novę niż typowe klubowe brzmienia ale zdecydowanie nadaje się na letnie wieczory przy mrożonej herbacie;-)

Słuchając Air France można odnieść wrażenie, ze Szwecja stoi optymizmem a przecież jest to dość chłodny kraj północnej Europy. Nie mam pojęcia skąd ci dwaj panowie wzięli natchnienie do skomponowania tych naprawdę bardzo barwnych, optymistycznych nagrań ale mam nadzieję, że to nie koniec!;-)  "On Trade Winds EP" oraz "No Way Down EP" polecam szczególnie tym wszystkich, których trzyma zimowa depresja. Te utwory z pewnością Was uleczą;-)

sobota, 07 lutego 2009
KAMP! - "Thales One"

Thales OneKAMP! to jedna nowych muzycznych gwiazd polskiego internetu, która właśnie teraz wychodzi na światło dzienne udostępniając zupełnie za darmo swoją EPkę, wydaną we własnym netlabelu BRENNNESSEL.PL (więcej o netlabelach na pga.blox.pl). Można śmiało powiedzieć, ze KAMP! tworzony przez trzech studentów jest złotym dzieckiem polskiej muzyki elektronicznej i według mnie rokuje ogromne nadzieje na przyszłość.

Kariera KAMP!'u na dobre rozpoczęła się remiksem Cool Kids Of Death, wydanym na limitowanym winylowym albumie "YTRAPRETFA". Warto też wspomnieć, że KAMP! to już kolejny zespół związany z trójkową "Offensywą" i to właśnie przez Trójkę dowiedziałem się o ich istnieniu, kiedy to Piotr Stelmach przeprowadził z nimi wywiad podczas październikowego Vena Music Festiwal. Ponad dwa miesiące później KAMP! powrócił. Tym razem zagościł w Trójkowym Studiu im. Agnieszki Osieckiej, gdzie została nagrana Offsesja transmitowana na żywo w piątkowej "Ofensywie". Wtedy zaczęto głośno mówić o pierwszym wydawnictwie zespołu, ponieważ gotowego materiału było już znacznie więcej niż podczas poprzedniego spotkania.

Po ponad miesiącu od Offsesji w internecie pojawił się pierwszy, oficjalny mini-album zawierający pięć utworów. Niespecjalnie już dziwi to, że "Thales One" została oddana słuchaczom za darmo, bo tak naprawdę wszystkie nowe utwory były systematycznie prezentowane w profilu zespołu na MySpace.com. Wydanie albumu we własnym netlabelu przypomniało mi o tego typu ‘tworach’, które do tej pory były dla mnie niszowe i praktycznie nieznane. Widać jak na dłoni, że WEB 2.0 robi swoje także w muzyce;-)

"Thales One" stanowi podsumowanie pierwszych, bardzo owocnych miesięcy aktywności łódzkiego zespołu. Pięć utworów (a w zasadzie 4+1remix) stylistyką nawiązuje do francuskich, electropopowych brzmień, które, głownie za sprawą wytwórni Kitsune, święcą triumfy na całym świecie. Melodyjne syntezatory, przyjemny rytm (120-130BPM), delikatny wokal sprawiają wrażenie świeżości ale mają w sobie ‘to coś’ rodem z lat ’80. KAMP! w wywiadzie dla "Piany Magazine" wielokrotnie wspominali o swoich idolach tamtego okresu i jakąś część tego brzmienia przemycili do ich pierwszej EPki.

"Thales One" choć nie jest arcydziełem to wpada w ucho, pozwala potupać nóżce i (mam nadzieję) stanowi przystawkę przed pierwszym, oficjalnym longplay'em. Kariera KAMP!’a udowadnia, ze warto wspierać polską, niszową muzykę co może zaowocować w przyszłości 'nawałem' naprawdę dobrych płyt młodych, zdolnych twórców.

czwartek, 22 stycznia 2009
MGMT – "Oracular spectacular"

mgmtWspomnień 2008 ciąg dalszy. Dzisiaj pora na jedno z najpopularniejszychh odkryć ostatnich dwunastu miesięcy czyli grupę MGMT, która podbiła serca słuchaczy i niektórych krytyków na całym świecie (wystarczy spojrzeć na rankingi Last.FM czy też na różnorakie ‘podsumowania 2008’ żeby się o tym przekonać;-D). Nie ukrywam, że jednym z powodów, przez które tak długo nie miałem styczności "Oracular Spectacular" jest okładka bardziej przypominająca twory zespołu Boys niż wydawnictwa w pełni zasługujące na moją i Waszą uwagę;-P

MGMT trafili w moje gusta muzyczne wydając płytę pełną ambitnej elektroniki, indiepopu a nawet nowoczesnego dance’u.  Sukces MGMT to także umiejętne wydawanie singli. Na początku pojawił się "Time to Pretend" a wraz ze wzrostem popularności wydano "Electric Feel" aż wreszcie "Kids". Nie dziwi fakt, że w krótkim czasie te utwory stały się ulubieńcami producentów sceny klubowej. Remiksy singli wydali m. in. Soulwax ("Kids") oraz Justice, którzy niebywale upiększyli "Electric Feel" w ich charakterystyczne nieco metalowe syntezatory.  

Ktoś kiedyś powiedział, że płyty nie ocenia się po singlu. Miał racje;-) Po wczorajszym wpisie poświeconym Friendly Fires dochodzę do wniosku, że te dwie grupy miejscami chorują na to samo czyli na brak dopracowania i spójności w utworach. Oczywiście chylę głowę przed fantastycznymi, porywającymi singlami, przed "Of Moons, Birds & Monsters" oraz melancholijnym "Pieces Of What", które są ozdobą tej płyty. Niestety zachwyty kończą się wraz z "The Handshake", który brzmi brudno, pseudorockowo i klezmersko co wogóle nie pasuje do całości! Podobnie jest z nieskładnym a nawet banalnym "Future Reflections" zamykającym ową płytę. Może jestem przewrażliwiony po mało odkrywczej przygodzie z Frienly Fires ale te dwa utwory wybitnie ‘nie trzymają się kupy’ i mam wrażenie, że MGMT po prostu zabrakło weny do dokończenia swojego dzieła.

W sumie to nie jest aż tak źle;-) MGMT zdobyli moje serce iście wakacyjnym "Kids" ale na płycie nie pokazali w pełni swojej klasy i niebywałego talentu. Jeżeli lubicie elektroniczno-popowe brzmienia i jesteście BARDZO wyrozumiali to ta płyta jest dla Was stworzona. Jeżeli jest inaczej to chyba lepiej swoją przygodę z MGMT zakończyć na trzech, oszałamiających singlach, do których teledyski mozna obejrzeć na You Tube;-)

środa, 21 stycznia 2009
Friendly Fires – "Friendly Fires"

Friendly FiresPierwszy raz z twórczością Friendly Fires spotkałem się na kompilacji "Kitsune Maison 5". Od tamtej pory słuch po nich zaginął aż do początku września kiedy to ukazał się ich pierwszy album. Zespół zawojował swoimi brzmieniami wiele imprez, ukazało się kilka remiksów ale to wcale nie znaczy, że ta płyta jakimś kamieniem milowym czy też odkryciem sezonu a wręcz przeciwnie.

Pierwszą, podstawową kwestią jest prostota tworzenia, która ukazała swoją klasę jedynie w dwóch kompozycjach. Mam tu na myśli "White Diamonds" oraz wielki przebój "Paris", które udowadniają ogromny talent i zmysł imprezowicza Friendly Fires. Niestety słuchanie innych utworów przypomina odtwarzanie wyśmienitej piosenki przy ściszonych głośnikach. Chce się głośniej, chce się usłyszeć więcej a tu nie można pogłośnić;-P Cały czas kiedy słucham "Friendly Fires" mam to uczucie jakby czegoś zabrakło ‘a tak fajnie się zaczynało’. Prawdą jest, że te ‘inne’ utwory mają w sobie coś ciekawego ale członkowie zespołu chyba nie potrafili ich dopracować, dodać energii, jakoś umiejętnie urozmaicić. Niestety właśnie w tym tkwi problem tej młodej angielskiej grupy.

Ponadto mam wrażenie, że spora większość utworów jest grana prawie że na jedną nutę prze tą finezyjną gitarkę oraz specyficzne elektroniczne ozdobniki. Ok, każdy zespół powinien mieć swoje charakterystyczne brzmienie ale w przypadku Friendly Fires ich mnogość i powtarzalność zaczyna irytować.

Płyta Friendly Fires jest dla mnie bardzo kłopotliwa. Z jednej strony widzę w nich jakieś bliżej niepojęte ‘dobro’, talent ale to co pokazali na ich debiutanckim albumie niespecjalnie mnie zainteresowało. Mam nadzieję, że uda im się bardzo wiele poprawić przy nagrywaniu kolejnego wydawnictwa.

sobota, 19 lipca 2008
Laurent Garnier - "The man with red face"

Dawno już pisałem na temat muzyki elektronicznej. Dzisiaj pora na artystę, który jest znany i szanowany na całym świecie. Mowa o Laurencie Garnier, który swoją muzyczną przygodę rozpoczął już ponad 25 lat temu a dzisiaj jest jednym z głównych przedstawicieli techno i elektroniki. O jego kunszcie świadczy miksowanie w legendarnym ale już nie istniejącym klubie Haçienda gdzie rozpoczynał swoją ogromną karierę.

Bardzo mocno zainteresowałem się jego postacią przez kilka miksów m. in. Pete Tonga czy Groove Armady, które miałem okazję słyszeć w ostatnich miesiącach. Laurent Garnier jest znany z fantastycznego utworu "The man with red face", który został wydany na EPce w 2000 roku i jest grany do dzisiaj a ostatnio przeżywa prawdziwy renesans. Od jakiegoś czasu i ja nie mogę się oderwać od słuchania;-) Mam nadzieję, że i Wam się spodoba (wersja LIVE poniżej):

Laurent Garnier - "The man with red face"

 
Laurent Garnier nagrał ostatnio set dla bardzo prestiżowego Resident Advisor Podcast. Niestety muszę przyznać, że miksy w jego wykonaniu do najlepszych nie należą. Brakowało mi w nim energii, emocji, czegoś co pozwoliłoby mi zapamiętać ten set na dłużej. A może to tylko moja opinia? Jeżeli ktoś się nie zgadza zapraszam na stronę z dokładnym opisem a sam set znajdziecie bez trudu na blogspotach;-)
 
PS. Przepraszam, że ostatnio nie pisałem. Byłem poza zasięgiem internetu a w 160 znakach smsa trudno coś streścić...
czwartek, 15 maja 2008
Trochę perkusji;-)

Postanowiłem nawiązać brzmieniowo do ostatniej notki. Tym razem pora na The Ting Tings, którzy swoim nowym singlem pt. "That's not my name" od kilku dni podbijają (nie tylko) brytyjski rynek muzyczny. The Ting Tings już od jakiegoś czasu brylują w świecie muzyki. Tworząc ocierają się o granice pomiędzy alternatywą i elektroniką a perkusyjny bas i rytm użyty w każdej z produkcji jest swoistym wyznacznikiem ich twórczości. Pierwszym singlem duetu był "Great DJ" z połowy ubiegłego roku, niestety nie umieszczony na żadnej liście przebojów (a szkoda!). Teraz powracają z nowym, wydanym kilka dni temu singlem "That's not my name" wraz z dołączoną reedycją "Great DJ". Do nagrań zostały nakręcone bardzo podobne do siebie teledyski zrealizowane przez Columbia Records. Musze przyznać, że przy przesłuchiwaniu tych bardzo energetycznych, porywających produkcji naprawdę nieźle się bawiłem. Już nie moge sie doczekać ich pierwszego long play'u pod tytułem "We Started Nothing", którego premiera zaplanowana jest na 19 maja;-)

The Ting Tings - "That's Not My Name"

Columbia Records nie wyraża zgody na skopiowanie htmlu z klipem "Great DJ" z youtube dlatego jest on do obejrzenia jedynie pod tym adresem.
poniedziałek, 12 maja 2008
Boys Noize - mistrz edycji;-)

boysnoizeTa notka miała powstać tuż po powrocie z długiego weekendu jadnak powstała dopiero dzisiaj. Zazwyczaj kiedy wyjeżdżam zabieram ze sobą kilka sprawdzonych setów Carla Coxa czy Davida Guetty ale rónież set kogoś kogo jeszcze nie słuchałem. Trzeba się przecież rozwijać;-P Tym razem był to liveset Boys Noize zagrany na belgijskim festiwalu Posslag w Hasselt (link).

Boys Noize czyli Alexander Ridh pochodzacy z Niemiec DJ i producent ma już na swoim koncie album zatytułowany "Oi Oi OI" oraz jego remix wydany kilka tygodni temu pod tytułem "Oi Oi Oi Remixed". Alexander zaprosił do współpracy przy jego tworzeniu m. in. A-Traka, Siriusmo oraz PUZIQe'a. Sam album jak i remiksy wypadają bardzo ciekawie brzmieniowo, niektóre produkcje ze swojej płyty użył podczas festiwalowego livesetu.

Wiedziałem, ze Alexander to nietuzinkowy, bardzo ambitny artysta ale nie wiedziałem, że potrafi tak świetnie miksować(!) To jeden z najlepszych setów ostatnich miesięcy jakie miałem przyjemność wysłuchać. Jedynie 'przebija' go set nagrany przez Kevina Saundersona w prestizowym Resident Advisor Podcast (tutaj możecie o nim poczytać);-) Boys Noize zachwycił mnie zdolnościami edycyjnymi. Do miksowania często używał pojedyńczego, kilkusekundowego charakterystycznego sampla danego utworu. Sample zazwyczaj były zapętlane i dzięki efektorowi Alexander robił z nimi prawie wszystko zaczynając od przyśpieszania aż po zmianę wysokości i rwania tempa czy delay'u kończąc. Podejrzewam, że miał do dyspozycji conajmniej kilka gramofonów aby osiągnąć taki jeden, spójny efekt bez nieudanych przejść i 'przebitek'. Troche to przypominało Finał Miesiąca w "Jaka to melodia" ale słuchało się po prostu świetnie.

Boys Noize ma świetny kontakt z publiką, która bardzo żywo reagowała na to co 'wyprawiał' za deckami. Raz nawet wszedł z nimi w pełnowymiarową interakcję ściszając tak aby mogli sobie po śpiewać;-D

Jedyne czego mi brakuje to tracklisty do setu. Nie jestem w stanie rozpoznać utworów po kilku sekundach albo dźwiękach. Zresztą kto byłby w stanie;-D

niedziela, 11 maja 2008
Kolejna porcja muzyki elektronicznej;-)

Co jakiś czas na tym blogu publikuje kilka elektronicznych nagrań. Pora na ich kolejną porcję:

Larry Tee ft Princess Superstar - "Licky" - to jedna z kilku produkcji Larrego Tee. Tym razem we współpracy Princess Superstar uważaną za królową electro-rapu. Princess powinna wystąpić w Polsce już dwukrotnie, jednak jak do tej pory nie dotarła;-P Może kiedyś przyjedzie...;-P Na razie pozostają nam produkcje obdarzone jej pięknym głosem;-) "Licky" zostało wydane wraz z teledyskiem przesyconym (dość niesmacznie) seksem (youtube) i ogólnie robiącym nieciekawe wrażenie... Powstał także dwa razy dłuższy remix orginalnego nagrania w wykonaniu Herve Goes Low. Remix jest częsciej grany przez DJów, zyskał duzą popularność ale niestety nie posiada teledysku;-P Warto posłuchać:-)

Larry Tee ft Princess Superstar - "Licky" (Herve Goes Low rmx)

John Dahlbäck - "Blink" - od pewnego czasu mocno lansowany kawałek przez Carla Coxa, który w jednej ze swoich audycji gościł właśnie Johna Dahlbäcka;-) "Blink" to niezła produkcja, z fajną linią melodyczną i rytmem. Po prostu musi się podobać;-) Nagranie ma już kilka tygodni i szczerze mówiąc nie spodziewałem się do niego klipu. Miło się zaskoczyłem. Teledysk choć mogłby być jeszcze dopracowany to i tak robi wrażenie. Szczególnie podoba mi się taniec dziewczyny w bluzie z kapturem (ok. 2:40min);-P
John Dahlbäck - "Blink"
Robert M. feat. Faba - "Only You" - o tym artyście pisałem jakiś czas temu (o tutaj). Tym razem w duecie z Fabą. Wykorzystali sample z nagrania "I love house", dodali intrygujący wokal i uzyskali piorunujący efekt;-) To dowód, że jednak polscy producenci coś potrafią;-) Polecam!
Dla przypomnienia "I love house":

"Only You":

 
1 , 2